Nie on jeden. Tak jak nie byłoby polskiego kina terapeutycznego bez odwagi Koszałki, tak z pewnością wyglądałoby ono inaczej, gdyby nie Marcel i Paweł Łozińscy, dwójka wybitnych dokumentalistów, którzy w swoich filmach wyznaczali granice autotematyzmu, proponując jednak zupełnie inne sposoby opowiadania o sobie.
Zaczęło się od Toni i jej dzieci, czyli filmu Marcela Łozińskiego z 2011 roku, w którym ten wybitny reżyser mierzył się z prawdą o swoim dzieciństwie. Na pozór nie działo się tu nic szczególnego – niemłody już reżyser siedział przy stole z dwójką przyjaciół i wspólnie wracali do przeszłości, a dokładniej – do dzieciństwa spędzonego w domach dziecka. Wszyscy troje zostali w nich umieszczeni z woli swoich rodziców, którzy po II wojnie światowej zdecydowali się budować komunizm, a na ten czas oddali dzieci pod opiekę państwa. Łoziński opowiadał tu o swoim najbardziej bolesnym życiowym doświadczeniu, ale jednocześnie „ukrywał się” za swoimi przyjaciółmi. Nie formułował brutalnych oskarżeń, ale stworzył poruszający portret ludzi zranionych, naznaczonych przez decyzje rodziców i przez całe życie borykających się z ich konsekwencjami.
Ten psychoterapeutyczny dokument otworzył w twórczości Łozińskiego nowy rozdział. I nie był ostatnim filmem terapeutycznym w jego dorobku. W 2013 roku Marcel Łoziński oraz jego syn, Paweł, także wybitny dokumentalista, zaprezentowali bowiem jeden z najbardziej niezwykłych dyptyków filmowych w historii polskiego kina. Ojciec i syn oraz Ojciec i syn w podróży pierwotnie miały być jednym filmem, zapisem wspólnej podróży kamperem przez Europę. Wycieczka zakończyła się jednak konfliktem, a zamiast wspólnego filmu powstały dwa dokumenty – bliźniaczo podobne i zarazem całkowicie od siebie różne. W jednym usłyszeć mogliśmy oskarżycielski ton zranionego syna, w drugim – pełne uników i samousprawiedliwień wyjaśnienia ojca, który nie zawsze dobrze wypełniał rodzicielskie zadania. Z tych samych materiałów stworzyli filmy osobne i piękne – opowieści o rodzicielskich niespełnieniach, krzywdach, które trzeba wypowiedzieć i o niemożności porozumienia.
Zainspirowany tą osobistą filmową podróżą, trzy lata później Paweł Łoziński stworzył natomiast film, bez którego z pewnością nie byłoby współczesnego kina terapeutycznego – Nawet nie wiesz, jak bardzo cię kocham. Filmował w nim terapię dwóch kobiet, matki i córki, które w obecności i pod opieką psychiatry i psychoterapeuty prof. Bogdana de Barbaro próbowały zmierzyć się z problemami piętrzącymi się pomiędzy nimi na przestrzeni lat. Jego film był psychologicznym eksperymentem – choć portretowanych kobiet w rzeczywistości nie łączyły więzy krwi, oczyszczający proces terapeutyczny, którego doświadczały, okazywał się prawdziwy. Wraz z nimi katharsis przeżywaliśmy także my, widzowie, wciągnięci do rozmowy o problemach, z którymi zidentyfikować się może znakomita większość z nas.
Odwracanie kamery