W opowieści o nich Talwar próbuje zrozumieć, co to znaczy być obcym. Szuka ukojenia, przypatrując się Feresowi, który za chwilę ma otrzymać polskie obywatelstwo, ale jednocześnie z bólem konstatuje, że jego nowo poznany romski przyjaciel przez Polaków wciąż nazywany jest „Cyganem”. Reżyser Listów… nie szuka łatwych odpowiedzi i nie forsuje publicystycznych tez. Nawet wtedy, gdy z kamerą zagląda na marsz niepodległości i pokazuje niejednorodność tworzącej go społeczności (od przyjaznych patriotów z flagami po nacjonalistów wykrzykujących nienawistne hasła), jego film ani na chwilę nie porzuca prywatnej, intymnej perspektywy. Zamiast rysowanej grubą kreską opowieści o ksenofobii i nietolerancji otrzymujemy subtelną opowieść o nostalgii jako pułapce, z której nie ma ucieczki, a także o paradoksie bycia artystą-imigrantem, który z jednej strony marzy o jak najgłębszej integracji z otaczającym światem, z drugiej zaś chciałby być intelektualnym rebeliantem, który rzuca się w oczy i prowokuje do refleksji.
Intymna perspektywa to największy walor filmu Talwara. Zapisywany kamerą dziennik reżysera okazuje się bowiem przenikliwą opowieścią o ludzkiej potrzebie bliskości i zmieniającej się Polsce – niepozbawioną zresztą sporej dawki humoru. Choćby wtedy, gdy dwójka filmowców-imigrantów nie może rozpoznać podobizn Maryi powiewających na sztandarach marszy niepodległości, albo gdy reżyser zastanawia się, dlaczego każdy z wietnamskich barów w Polsce nazywany jest „Chińczykiem”.
Dowcipny dokument Arjuna Talwara w 2025 roku znalazł się w programie Międzynarodowego Festiwalu Filmowego w Berlinie, a także zdobył Nagrodę Stowarzyszenia Kin Studyjnych na warszawskim festiwalu Millennium Docs Against Gravity.
-
Listy z Wilczej. Scenariusz, zdjęcia i reżyseria: Arjun Talwar. Montaż: Bigna Tomschin (główna montażystka), Arjun Talwar, Sabina Filipowicz. Muzyka: Aleksander Makowski.