Schodziliście z górnikami do starych szybów. Nie było w was przerażenia?
Nie. Ale nie dlatego, że jesteśmy jakoś bardzo odważni. Na początku była niepewność. Jednak szybko nauczyliśmy się, że prawdziwe zagrożenie jest zupełnie gdzie indziej, niż sądziliśmy. Początkowo myśleliśmy, że najbardziej niebezpieczne będą momenty wysadzania ścian kopalni z użyciem dynamitu. Ale okazało się, że to akurat jedne z bezpieczniejszych chwil w kopalni. Prawdziwym zagrożeniem są pojawiające się tam gazy, których w ogóle nie czuć. W pewnym momencie po prostu zasypiasz i umierasz. Także samo wejście do szybu potrafi być śmiertelne przez jednokierunkowy ruch wózków. Kiedy nauczyliśmy się, na co uważać, zaczęliśmy sami schodzić do środka. Każde z nas spędziło wiele tygodni pod ziemią. I paradoksalnie to właśnie we wnętrzu kopalni znajdowałam spokój i wyciszenie, jakich rzadko doświadcza się w życiu.
Był natomiast jeden moment, kiedy poczułam prawdziwy, paraliżujący strach. Któregoś dnia górnicy zabrali nas do jednego z najstarszych szybów, który ma trzysta metrów głębokości. Żeby dostać się na dół, trzeba zjechać na linie, do której przymocowany jest pojemnik. Jedną nogę wkładasz do środka, a drugą, trzymając się liny, odpychasz się od ścian szybu. Ze względów finansowych te sznury są wymieniane, dopiero kiedy poprzedni się zerwie podczas wydobywania człowieka lub kamieni.
Któregoś razu ja czekałam już na górze, a Stasiu wracał właśnie na powierzchnię. Dwóch górników patrzyło w głąb szybu i sprawdzało, ile jeszcze sznura zostało do wybrania. Kiedy spojrzałam na linę, która się rozwarstwiała i której włókna po prostu pękały jeden po drugim, doświadczyłam jednego z najtrudniejszych momentów w swoim życiu. To było prawdziwe przerażenie. Później trudno było zmierzyć się z tamtą emocją i wrócić do kopalni, ale jednocześnie miałam z tyłu głowy świadomość, że my tylko czasami ryzykujemy, a oni robią to codziennie.
Twój film to nie tylko historia górników z Potosí, ale też metaforyczna opowieść o globalizacji i jej ofiarach. Kiedy wiedziałaś, że chcesz dodać Silver polityczno-socjologiczny podtekst?
Szczerze mówiąc, to dopiero na montażu w pełni zrozumiałam, jaki film robimy. Praca z Yael Bitton, znakomitą, doświadczoną montażystką, otworzyła mi oczy na to, co kryło się w zarejestrowanych przez nas ujęciach. Yael dużo mówiła o pracy z podświadomością widza, operując złożoną i nieoczywistą filmową metaforą. Wspólnie konstruowałyśmy Silver tak, jak komponuje się utwór muzyczny.
Pracując z nią, uświadamiałam też sobie, jak ważny dla naszej historii jest globalny kontekst wiążący się z wydobyciem srebra. Na co dzień nie zdajemy sobie sprawy, że ten kruszec, którego wydobycie pochłania setki ludzkich żyć, jest kluczowy dla tworzenia komputerów, smartfonów i chipów sztucznej inteligencji. Jest też niezbędny w medycynie. Kiedy zaczęłam o tym czytać, zrozumiałam, że jest to temat, którego nie można pominąć, zwłaszcza że to właśnie z Potosí wiążą się początki światowego kapitalizmu. Tamtejsze srebro od XVI wieku budowało potęgę imperium hiszpańskiego i finansowało wojny. Dziś także korzystamy ze srebra wydobywanego kosztem ludzkich żyć – chciałam, żeby mój film zapraszał do rozmowy na ten temat. To było dla mnie ważne, że lokalna historia może być odbiciem globalnej rzeczywistości.