Kacper Pobłocki, "Chamstwo"
Naturalnym odruchem w obliczu przemocy jest bierność. Zwłaszcza jeśli to nie nad twoimi plecami wisi bat. Ale bierność czy nieobecność wcale nie oznacza neutralności. W społeczeństwie kaźni, szubienic i reifikacji można być albo bijącym, albo bitym. Nie ma drogi pośrodku.
Okładka książki Kacper Pobłocki, "Chamstwo", fot. wyd. Czarne
Pobłocki też nie używa półśrodków w swojej opowieści o ludowej historii Polski. Stanowczy ton i zarazem swobodny styl opiera na solidnej wiedzy, łącząc tym samym esej historyczny z publicystycznym zacięciem. Gęsto tu od cytatów i analiz, nie ma za to pustych fraz, a każde zdanie stanowi zalążek kolejnej myśli, którą można by jeszcze rozwinąć. "Chamstwo" z łatwością dałoby się przełożyć na język matematyki: konkretny, logiczny, precyzyjny. Myli się jednak ten, kto spodziewa się jedynie suchej, zdystansowanej narracji. Wręcz przeciwnie – lektura tej książki uciska i drażni na tyle, że odczuwamy ją niemal fizycznie.
Rolę komentarzy świetnie odgrywają fragmenty dotyczące samego języka, na przykład mówiąc o patriarchacie, Pobłocki zauważa, że "słowa, które niegdyś bezpośrednio wiązały się z relacją niewolniczą, spowszedniały". Być może więc to, co wydawało się zamierzchłą przeszłością, tak naprawdę przybrało jedynie inną, bardziej wyrafinowaną formę? Abstrahując od tematu, swoją publikacją Pobłocki przypomniał o jednej z istotniejszych funkcji literatury faktu, która ma nie tylko wyjaśniać, lecz także prowokować do dyskusji.