Do końca trwania PRL Noce i dnie zobaczyło ponad 20 milionów widzów i jak udowadnia gdyńska nagroda, film wciąż budzi zasłużone uznanie. Nie tylko dlatego, że przekłada na wizualny język powieść, która na pierwszy rzut oka kiepsko się do tego nadaje (zauważmy, że w oryginale Dąbrowska na przykład bardzo oszczędnie posługiwała się dialogiem), lecz przede wszystkim dlatego, że wydobywa z niej sensy sięgające dużo głębiej niż melodramatyczna historia miłosna, mimo że od gatunkowych skojarzeń sam Antczak bynajmniej się nie odżegnywał. Jego Noce i dnie to opowieść o pracy pamięci, zdolnej wskrzeszać świat nawet wówczas, gdy ten przestaje istnieć na oczach bohaterki. Piękna i elegijna jest w tym kontekście finałowa scena, w której Barbara szuka schronienia w domu Toliboskiego i spotyka tam zamiast gospodarza jego syna. W istocie ma okazję zobaczyć swoją przeszłość: Toliboskiego takim, jakim był kilkadziesiąt lat wcześniej, ciągle młodego i energicznego, jakby wyjętego ze wspomnienia, kiedy to zrywał dla niej nenufary. I choć nie ma tam już dla niej miejsca, Barbara odjeżdża wzmocniona namacalnością przeszłości, do której choćby na krótką chwilę mogła wrócić.
Noce i dnie. Reżyseria i scenariusz: Jerzy Antczak. Zdjęcia: Stanisław Loth. Scenografia: Jerzy Masłowski. Kostiumy: Barbara Ptak, Renata Własow. Muzyka: Waldemar Kazanecki. Montaż: Janina Niedźwiecka. Obsada: Jadwiga Barańska, Jerzy Bińczycki, Zbigniew Koczanowicz, Karol Strasburger, Stanisława Celińska, Beata Tyszkiewicz. Premiera: 23.09.1975