To, co wyszło spod rąk Auerbach i zemlerów z Oneg Szabat, było czymś w rodzaju amatorskiej socjologii tworzonej ad hoc w czasie rzeczywistym. Zbierali dane każdego rodzaju, prowadzili kwestionariusze dotyczące tyfusu, zachowywali karty żywnościowe, wiersze, wewnętrzne waluty krążące w getcie, afisze ogłaszające deportacje, relacje naocznych świadków obozów, socjologiczne badania getta, pocztówki, opaski naramienne, wpisy do pamiętników, podziemną prasę i cotygodniowe raporty o warunkach sanitarnych. Akcydensy były zmieszane z literaturą wysoką i intymnymi osobistymi dokumentami. W zardzewiałych bańkach na mleko i metalowych skrzynkach, w których archiwum zostało umieszczone i zakopane, każdy kawałek papieru miał taką samą wagę.
Ten zbiór danych zapiera dech w piersi swoją dokładnością. Ponieważ z małych miejscowości deportowane były całe rodziny, getto warszawskie stało się sitem dla wiadomości sączących się z całej Polski. Dokumenty zawierały również najświeższe informacje z obozów, z których relacje szły podziemnymi kanałami. Getto warszawskie było magnesem dla wszystkich tych wiadomości, a Oneg Szabat z kolei stało się nadajnikiem do ich transmitowania. W ten sposób grupa ucieleśniła rolę, której Auerbach zawsze oczekiwała od swojej społeczności – rolę węzła łączącego odległe podmioty na rzecz stworzenia zjednoczonego frontu.
Nie była to bierna praca. Jej efektem miało być nie tylko zachowanie historii na przyszłość. Oneg Szabat angażowało się w akcje bezpośrednie, wśród których kolekcjonowanie to zaledwie część. Dla Auerbach oznaczało to zarządzanie kuchnią ludową i codzienne obliczanie, jak zmaksymalizować korzyści z dostępnych zasobów.
Według jej relacji: