
Brytyjskie sufrażystki, 1913, fot. AKG / East News
Polskich sufrażystek nie więziono i nie bito jak, np. ich brytyjskich koleżanek, jednak wielu odnosiło się z niechęcią czy drwiną do ich haseł. W prasie pojawiały się niewybredne karykatury czy komentarze. Krytykowano, że zajmują się sprawami tak błahymi, gdy cały naród jest zniewolony. "Czyż kobieta stoi na zewnątrz swego narodu?" - ripostowała im Dulębianka.

Róża Luksemburg podczas wystąpienia w Stuttgarcie, 1907, fot. East News
Nawet lewica sabotowała nieraz ich działania. Sławomira Walczewska w książce "Damy, rycerze i feministki" pisze, że "socjaliści udzielali emancypantkom słownego poparcia na swych wiecach, lecz jednocześnie zabraniali swoim członkiniom brać udział w zebraniach emancypantek". Urodzona w Zamościu Róża Luksemburg pisała, że burżuazyjne kobiety, które delektują się gotowymi owocami klasowego panowania, nadają burleskowy charakter ruchowi sufrażystek. Jej zdaniem wyzwolenie kobiet musiało iść w parze z rewolucją społeczną.
"Proletariuszko, najbiedniejsza z biednych, najbardziej pozbawiona praw spośród już ich nieposiadających, śpiesz do walki o wyzwolenie kobiet i rodzaju ludzkiego od okropności kapitalistycznego panowania."
Ruch emancypacyjny deklarował apolityczność. Nie udało się jednak emancypantkom przekroczyć barier narodowych podziałów. Próby współpracy pomiędzy polskimi działaczkami a żydowskimi czy ukraińskimi nieraz rozbijały się o nacjonalistyczne antagonizmy. Taka sytuacja utrzymała się po odzyskaniu przez Polskę niepodległości.

Wiec emancypantek, 1912, Berlin, fot. AKG-Images /East News
Nie sposób pisać o ruchu kobiecym w początkach XX wieku i nie wspomnieć Pauliny Kuczalskiej-Reinschmit, założycielki Związku Równouprawnienia Kobiet Polskich i redaktorki naczelnej czasopisma "Ster". Jako trybuna polskiego ruchu kobiecego "Ster" miał być platformą wymiany informacji między emancypantkami rozproszonymi w granicach trzech zaborów. Drukował nie tylko żarliwe teksty publicystyczne, był też kącik literacki, gdzie publikowali Orzeszkowa, Konopnicka i Żeromski, czy obliczona na zwiększenie poczytności rubryka niezwykle popularnej wówczas Ludwiki Ćwierczakiewiczowej, autorki książek kucharskich i poradników dla gospodyń domowych.
Siłaczki

Członkowie Lubelskiego Towarzystwa Szerzenia Oświaty "Światło" z Nałęczowa. Na zdjęciu: Faustyna Morzycka, Stefan Żeromski, Gustaw Daniłowski, Przemysław Rudzki, Helena Dulęba, Kazimierz Dulęba, Felicja Sulkowska, 1906, fot. POLONA / www.polona.pl
Gros emancypantek angażowało się w działalność oświatową, zwłaszcza wśród wykluczonych, pozbawionych dostępu do edukacji. Powstawały przeróżne inicjatywy, niejednokrotnie nielegalne: czytelnie dla kobiet, Latające Uniwersytety, Kobiece Koła Oświaty Ludowej. Wspomnieć tu należy Faustynę Morzycką, organizatorkę ludowych szkół i bojownicę PPS-u, która stała się dla Żeromskiego inspiracją do napisania noweli "Siłaczka"; Filipinę Płaskowicką, inicjatorkę powstania Kół Gospodyń Wiejskich; Stefanię Sempołowską, o której napisano, że "przez 50 lat swego czynnego życia brała aktywny udział we wszystkim, co działo się wówczas w Polsce".

Reprodukcja "U źródeł kwestji kobiecej", autor: Kazimiera Bujwidowa, redakcya "Steru", 1910, Kraków, oraz "Czy kobieta powinna mieć te same prawa co mężczyzna ?", Towarzystwo Wydawnicze "Encyklopedyi Ludowej", 1909, Kraków, portret Kazimiery Bujwidowej, fot. fot. POLONA / www.polona.pl
W walce o dostęp kobiet do wyższej edukacji niestrudzona była Kazimiera Bujwidowa – założycielka pierwszego gimnazjum żeńskiego na ziemiach polskich, w którym można było zdawać maturę, i inicjatorka kampanii wysyłania przez kobiety podań o przyjęcie na Uniwersytet Jagielloński. Akcja zaowocowała przyjęciem w 1897 roku pierwszych w historii tej uczelni studentek.
Istotną kwestią podnoszoną przez emancypantki były prawa pracownicze. Dysproporcje pomiędzy pensjami kobiet a mężczyzn bywały olbrzymie, często zwalniano pracownice w przypadku zamążpójścia czy ciąży. Gigantycznym problemem społecznym był handel żywym towarem. W miastach i wsiach Europy Środkowo-Wschodniej roiło się od oszustów, którzy mamili niezamożne dziewczyny ofertami lukratywnej pracy, a kierowali je do domów publicznych. Aktywistki walczyły z tym procederem, organizując misje dworcowe, których zadaniem było wyszukiwanie przybyłych za pracą, gwarantowanie im noclegu i pośrednictwo w znalezieniu posady.
"Chcemy całego życia!"

Przedstawienie "Dom kobiet" Z. Nałkowskiej w Teatrze Polskim w Warszawie, 1930. NA zdjęciu: Autorka sztuki i aktorki występujące w przedstawieniu. Od lewej siedzą: Maria Przybyłko-Potocka, Zofia Nałkowska, Stanisława Słubicka, Wanda Barszczewska, Honorata Leszczyńska. Od lewej stoją: Karolina Lubieńska jako Ewa, Wanda Siemaszkowa, Mila Kamińska, Janina Muncklingrowa, fot. Narodowego Archiwum Cyfrowego / www.audiovis.nac.gov.pl
Młodszemu pokoleniu feministek, które - parafrazując Zofię Nałkowską - wiedziały już, że "mają prawa do praw", chodziło o coś więcej niż szkoły i wybory – o przemianę skostniałej i pełnej hipokryzji obyczajowości. Tak pisała Izabela Moszczeńska w artykule "Cnota kobieca" z 1904 roku:
"Przyznanie kobiecie prawa do nawiązywania i zrywania stosunków miłosnych, bez żadnych ograniczeń, bez skrupułów i wyrzutów sumienia, leży najzupełniej poza granicami tego światopoglądu. (…) Taka moralność poniża kobietę do roli kupnej i dobrze strzeżonej krowy."
Poruszanie śmiałych wówczas kwestii obyczajowych nie tylko bulwersowało opinię publiczną, ale też dzieliło środowisko feministyczne. Wielkim skandalem zakończyło się wystąpienie Nałkowskiej "Uwagi o etycznych zadaniach ruchu kobiecego" na Zjeździe Kobiet Polskich w 1907 roku. Odczyt starano się zakłócić, Konopnicka i Dulębianka oburzone opuściły salę.
Naszym zadaniem jest przewartościowanie gruntowne zasad etyki rządzącej dzisiaj nami. Dzisiejszy podział kobiet na moralne і niemoralne jest dokonywany z punktu widzenia mężczyzny. Wyzwolenie nasze musi nam dać nowe zupełnie kryterium klasyfikacji, nowy cenzus etyczny. Nie właściwości erotyczne, nie nasz stosunek do mężczyzny powinien orzekać o naszej moralności – mówiła Nałkowska.
Pisarka zakończyła wystąpienie słynnym zdaniem "Chcemy całego życia!" Jak zanotowała w swoim pamiętniku:
Mężczyzna może poznać pełnię życia, bo w nim żyje jednocześnie mężczyzna i człowiek. Dla kobiety zostaje tylko ułamek życia – musi być albo człowiekiem, albo kobietą.
Być może podobne wnioski wpłynęły na decyzję jej literackiej rywalki, młodopolskiej poetki Marii Komornickiej o zmianie tożsamości. W 1907 roku spaliła ona demonstracyjnie kobiece ubrania, przywdziała męskie i odtąd zaczął/ęła się przedstawiać jako Piotr Odmieniec Włast. Rodzina uznała ten gest za oznakę obłędu i umieściła Komornicką/Własta w zakładzie psychiatrycznym.
Uobywatelnienie

Portret Aleksandry Piłsudskiej, 1930, fot. POLONA / www.polona.pl
Wszystkie okresy bujniejszego rozkwitu społeczeństw lub poważnych wstrząśnień dziejowych wprowadzają na widownię i kobietę. Bierna niewolnica bierze zawsze czynny współudział w przewrotach chwili, gdy znowu usuwa ją do zacisza domowego nadejście ery porządku, tj. osiąganie korzyści ze wspólnie dokonanego dzieła – pisała Paulina Kuczalska-Reinschmit w 1903 roku.
Ustanowienie prawodawstwa "bez różnicy płci" u progu niepodległości nie było wcale sprawą oczywistą. Projekt konstytucji z 1917 roku tego nie zakładał, Józef Piłsudski, na przykład, nie był co do tego przekonany, uważając kobiety za z natury konserwatywne i podatne na manipulacje. 28 listopada 1918 roku pod jego mokotowską willą zebrała się manifestacja sufrażystek. Jej symbolem stały się parasolki, którymi zebrane stukały w okna. Marszałek kazał im czekać kilka godzin na deszczu i mrozie, lecz w końcu skapitulował. Zapewne przyczynił się do tego fakt, że jego ówczesna żona, Aleksandra Piłsudska, również była działaczką feministyczną.

Jozef Pilsudski powitanie na dworcu kolejowym w Warszwie po jego powrocie z wiezienia w Magdenburgu, 11 listopada 1918, rep. Piotr Mecik / Forum
Po zadeklarowanej na papierze (nie zawsze przekładającej się na rzeczywistość) równości płci, wiele z dawnych aktywistek odnalazło się w szerszej działalności społecznej: szkolnictwie, działaniach na rzecz poprawy sytuacji matek z dziećmi, czy w kampaniach walki z alkoholizmem. Inne nie uznały swojej pracy za skończonej.
Widmo "genderu" krąży nad II RP

Maria Pawlikowska-Jasnorzewska w swoim mieszkaniu, Kraków, fot. Narodowego Archiwum Cyfrowego / www.audiovis.nac.gov.pl
Choć modnego słowa na literę "g" nikt wówczas nie używał, to wiele z debat światopoglądowych międzywojnia jako żywo przypomina dzisiejsze spory. Jednym z gorących tematów była ustawa antyaborcyjna, która przewidywała nawet pięcioletnie więzienie w przypadku przerwania ciąży:
"A gdy kobieta nie chce, nie może rodzić, gdy wzdryga się na myśl urodzenia dziecka niepożądanego, którego zajście nastąpiło pomimo jej woli i chęci, którego przyjście na świat może jak najtragiczniej zadecydować o całej przyszłości matki - to tej kobiecie przestarzałe, nieżyciowe, ciasne męskie prawodawstwo naszego nowego prawa karnego - każe takiej kobiecie rodzić, żąda od niej przymusowego macierzyństwa, woła kodeks nieludzkim głosem: kobieto musisz rodzić! - pisała w latach trzydziestych Justyna Budzińska-Tylicka.
Budzińska-Tylicka, która praktykę lekarską łączyła z działalnością feministyczną i socjalistyczną, przyczyniła się do powstania pierwszej w Polsce Poradni Świadomego Macierzyństwa dla kobiet z niższych klas społecznych. Nad wejściem wisiał napis "Tu się ciąży nie przerywa, tylko zapobiega", jednak gazety od lewa do prawa rozpisywały się, że takie przybytki są inspirowane przez obce żywioły i w efekcie mają doprowadzić do wyludnienia kraju.
Oprócz troski o sytuację kobiet kampanię na rzecz świadomego rodzicielstwa motywowano modnymi wówczas teoriami eugenicznymi. W literaturze znalazła ona wyraz w wierszu Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej "Prawo nieurodzonych":
(…) My nie chcemy ponurych suteren,
Przekleństwa ojca, wzniesionej siekiery.
Kołysanki z rzężenia i krzyku!

Irena Krzywicka w stroju pazia, 1914, fot. fot. POLONA / www.polona.pl
Wspomnianą Poradnię współinicjowali Tadeusz Boy-Żeleński i jego wieloletnia partnerka Irena Krzywicka. Uważana za jedną z największych skandalistek międzywojnia, Krzywicka zapowiadała "zmierzch męskiej cywilizacji", podejmowała tematy tabu, jak prawa mniejszości seksualnych czy poliamoria. Prowadziła batalię przeciwko podziemiu aborcyjnemu, domagała się też zagwarantowania kobietom trzech dni wolnych w czasie menstruacji. Jej opinię "gorszycielki" przypieczętował fakt, że żyła ze swoim mężem Jerzym Krzywickim w otwartym związku i nie ukrywała romansu z Żeleńskim.