Jednym z pierwszych przedsięwzięć w obronie ważnego dla miasta budynku czasów mediów społecznościowych (które w ogromnym stopniu przyczyniają się promowania takich projektów) była akcja o nazwie "Brutal z Katowic". Jej bohaterem był gmach głównego dworca kolejowego w stolicy Górnego Śląska, pochodzący z 1972 roku projekt autorskiej spółki, Wacława Kłyszewskiego, Jerzego Mokrzyńskiego i Eugeniusza Wierzbickiego, zwanych "Tygrysami". Uważany (nie tylko w Polsce) za jeden z ciekawszych przykładów brutalizmu, który w Polsce nie przyniósł wielu wartościowych realizacji, służył pasażerom przez kilkadziesiąt lat. Nigdy nie remontowany, w okresie "młodego kapitalizmu" obrośnięty budkami, straganami, dobudówkami zdegradował się, wymagał renowacji. Wśród licznych głosów protestu pojawił się w mediach społecznościowych profil "Brutala z Katowic" (prowadził go katowicki krytyk architektury, Tomasz Malkowski). Fotograf Michał Łuczak fotografował budynek, ale i przebywających w nim ludzi, betonowe kielichy stanowiące konstrukcję dworca "kupowali"”znani architekci (m.in. Bernard Tschumi), śląscy architekci proponowali darmową pomoc przy stworzeniu projektu, w którym unikalna dworcowa hala zostanie zachowana, odbyła się poświęcona budowli ekspercka konferencja, a przed jej wejściem – tradycyjna manifestacja. Udowodniono nawet, że ekspertyza, zgodnie z którą budynek stacji znajdował się w złym stanie technicznym, była zmanipulowana. Jednak właściciel dworca, spółka PKP i współpracujący z nią prywatny inwestor, nie bacząc na te liczne głosy protestu, uznali, że gmach należy rozebrać. Stało się to na przełomie 2010 i 2011 roku. W miejscu ikony brutalizmu stanęło centrum handlowe, którego wejście "zdobią" pozbawione zupełnie swojego kontekstu, nie pasujące do nowej, szklanej bryły betonowe kielichy.