Czy jesteście w stanie wskazać jakieś pojedyncze nagranie, które sprawiło, że praca nad "Dziadami" nabrała dla was jeszcze większej wagi? Jakąś myśl, melodię, dźwięk, która jakoś szczególnie przyciągnęła was do Gardzienic?
Nihil: Powiedziałbym, że wszystko, co zostało w naszym materiale, jest właśnie takie. Bo nawet jeśli wykorzystaliśmy prawie dwie godziny tych gardzienickich nagrań, to wciąż oznacza, że odrzuciliśmy 98 godzin materiału. Siłą rzeczy to, co zostało, tak właśnie na nas działało. Gdybym miał doprecyzować, to pewnie powiedziałbym, że największe wrażenie robią na mnie opowieści starszych ludzi, w których oni wspominają swoją młodość.
DG: Jest jeden wyróżniający się fragment, kiedy Antoni Marciocha, zwany też Górzyńskim – jeden z wiejskich muzykantów, ważna postać dla Gardzienic – czyta fragment "Dziadów" Adama Mickiewicza. I to jest absolutnie porażające. Chociaż pracuję jako krytyk teatralny, nie wyobrażam sobie aktora, który byłby w stanie ten fragment tak przeczytać.
Założyciel Ośrodka Praktyk Teatralnych Gardzienice Włodzimierz Staniewski, fot. Marek Dusza
Słyszałem "Dziady" tylko raz, ale już to jedno spotkanie wystarcza, by wychwycić pewne elementy narracyjnej struktury. Zaczynacie od takiego klasycznego wprowadzenia nas w kontekst – głosami aktorów informujecie o tym, czego jesteśmy świadkami, w jakim celu prowadzone są te rozmowy, czemu towarzyszą. Później dostajemy wgląd w prozę polskiej wsi, w jej kulturę i każda z tych opowieści przybliża nas do historii mistycznych, fantastycznych wręcz, które pojawiają się w dalszej części słuchowiska. Jak wyglądała praca nad zbudowaniem tej struktury?
Nihil: Myślę, że dobrze odczytujesz nasze zamiary. Może zacznę od tego, że ten cały proces trwa już siedem lat. W tym czasie staraliśmy się skonstruować nasz własny obrzęd dziadów – zbudować go za pomocą wybranych fragmentów nagrań i towarzyszącej im muzyki. Opowieść, która zaczyna się niepozornie, w sferze profanum, ale ostatecznie wiedzie do sfery sacrum. Ten utwór ma więc bardzo precyzyjną konstrukcję, choć długo nie byliśmy pewni, że będzie można ją w ogóle odczytać. Skoro jednak to dostrzegasz, to znaczy, że być może się udało.
DG: Kluczowy był tu również wkład Jadwigi Rodowicz-Czechowskiej, którą na ostatnim etapie prac poprosiliśmy o pomoc w konstrukcji scenariusza. Ona brała udział w tamtych wyprawach, w nagraniach słyszymy jej głos, choć od wielu lat nie jest już związana z Gardzienicami.
Nihil: Doprecyzuję tylko, że selekcji dokonaliśmy sami. Pani Rodowicz-Czechowska pomogła nam je uporządkować, ułożyć, co oczywiście było wielką pomocą.
DG: Zaproponowała nam bardzo proste rozwiązanie, aby słuchowisko nawiązywało do wypraw Gardzienic, które miały swoją strukturę. Składały się na nią poszczególne etapy: rekonesans, czyli zwiad artystów, którzy szukają miejsc wartych odwiedzin; przyjazd teatru do wioski; zgromadzenie, czyli spotkanie z mieszkańcami; "Spektakl wieczorny"; drugie zgromadzenie; drugi spektakl, czyli "Gusła". I nasz utwór rzeczywiście nawiązuje do tego schematu. Dzięki temu ma w sobie coś z reportażu. Musimy się tej historii trochę nauczyć, wejść w nią, zanim przejdziemy do sfery obrzędów.
Nihil: Tak, i to się bardzo szczęśliwie złożyło, bo od początku myśleliśmy o "Dziadach" zarówno jako o naszym obrzędzie, jak i o mistycznym reportażu z wyprawy do Gardzienic. Tej naszej wyprawy.