Kowynia podobnie jak twórcy tego nurtu faktycznie łączy nowoczesność ze wstawkami niemal etnograficznymi – zwaliste postaci w obrazach takich jak "Lekcja" malowane są często monochromatycznie, rysy twarzy zacierają się, pozostają figury przypominające grubo ciosane drewniane rzeźby. Kowynia powraca w swoim malarstwie do wspomnień z dzieciństwa, wokół których osnuta była m.in. jej wystawa "Ludzie z piasku" w galerii Widna w Krakowie (2017). Artystka dzieciństwo spędziła w Libii, jako dziecko emigrantów doświadczając wyobcowania ze środowiska rówieśników i czekając na powrót do Polski. Gdy ten nastąpił, podobnego wyobcowania doświadczyła wśród rówieśników polskich. Sięgając do mglistych wspomnień z tego okresu, Kowynia zaciera plany i kompozycyjną klarowność obrazów. Sceny kadrowane są wycinkowo, bohaterowie pozostają niezidentyfikowani, całość zawieszona jest pomiędzy rodzajową scenką a na poły nierealnym majakiem.
Martyna Czech

Martyna Czech, "Zemsta", 100 x 100 cm, olej na płótnie, 2017, fot. dzięki uprzejmości galerii Gruning
Martyna Czech zyskała większą rozpoznawalność dzięki zwycięstwu w Bielskiej Jesieni w 2015 roku. Pochodząca z Tarnowa absolwentka ASP w Katowicach jest bliska stylistycznie nowej ekspresji lat 80. Jej malarski język jest agresywny, zdawkowy, bezpardonowo niechlujny. Już od czasu studiów Czech za nic ma sobie reguły "poprawnego" malowania, zamiast tego koncentruje się na emocjonalnej szczerości na granicy ekshibicjonizmu. Postaci szczerzą sine zęby w groteskowych uśmiechach, ich interakcje opierają się z reguły na fizycznej i psychicznej przemocy; niemal wszystkie relacje pokazywane są jako toksyczne. Gdy artystka odwraca wzrok od ludzi, portretuje zwierzęta, wiszące na szubienicach lub zawieszone w bezruchu, z czerwonymi ślepiami, jak królik w obrazie "Zemsta", przypominającym kadr z horroru klasy B, stopklatkę przed momentem prawdopodobnej masakry. Podobnie jak w tego rodzaju produkcjach, u Czech futrzaki zyskują szanse odwetu – cierpienie zwierząt w mizantropijnym świecie artystki to jeden z głównych tematów. Ostatnim elementem krwawego karnawału malarstwa Czech jest seksualność – podobnie jak inne zjawiska sprowadzona do poziomu czysto biologicznego, odarta z konwencji. Artystka pokazuje rzeczywistość regulowaną prostymi, agresywnymi popędami, czemu odpowiada forma obrazów, sprowadzona do podstaw, oparta na szybkim geście, grubo kładzionej farbie i plamach intensywnego, jednolitego koloru.
Krzysztof Piętka

Krzysztof Piętka, "Śmierć malarza", 120 x 120 cm, olej na płótnie, 2017, fot. dzięki uprzejmości galerii Gruning
Wpływy Czech widoczne są u Krzysztofa Piętki, gdzie łączą się ze stylistyką bliską Tomkowi Kręcickiemu, jednemu z twórców krakowskiej Potencji, oraz dwóm klasykom XX-wiecznego malarstwa, określanym niekiedy mianem polskich reprezentantów pop artu – Jerzemu "Jurry’emu" Zielińskiemu i Janowi "Dobsonowi" Dobkowskiemu. Obrazy Piętki to płaskie, niemal plakatowe kompozycje, często prawie abstrakcyjne, dające się rozszyfrować dopiero dzięki tytułom. Te niekiedy pozostają bardziej niejednoznaczne – Piętka koncentruje się na grach z percepcją widza, nie stroni też od nawiązań do historii sztuki w lekkiej, humorystycznej konwencji. W obrazie "Bas Jan Ader" rowerzysta przelatuje przez kierownicę roweru, wypadając poza krawędź kompozycji. Schematycznie zarysowana scena przypomina zestawienie figury ze znaku drogowego z prostą, dwuwymiarową grą wideo. Jednocześnie przywołuje postać neoawangardowego holenderskiego artysty i jego słynny cykl "Fall", krótkie wideoperformansy, w których artysta spadał z dachu, gałęzi drzewa lub wjeżdżał na rowerze do amsterdamskiego kanału. Oprócz mrugnięć okiem w kierunku zmitologizowanych artystów Piętka buduje też własną mitologię, związaną z dorastaniem w miasteczku na terenie zalewowym. W "Śmierci malarza na terenie zalewowym" wyrysowany na elewacji podtopionego domu kształt odbija się w gładkiej tafli wody, tworząc zarys czaszki. Impulsem do powstania obrazu była linia namalowana na jednym z domów w rodzinnej miejscowości artysty – po powodzi jego mieszkańcy zaznaczyli na elewacji maksymalny poziom wody.
Marek Rachwalik

Marek Rachwalik, "Logo i maskotki wiejskiej kapelki nu metalowej z młodą dziewczyną na wokalu", fot. dzięki uprzejmości artysty
Malarstwo Marka Rachwalika jest z kolei ostentacyjnie iluzyjne: laserunkowo modelowane kształty odcinają się w nim od jaskrawych teł, przypominając nieco rendery 3D. Rachwalik pozostaje jednak blisko swojego codziennego otoczenia. Kłomnice, w których mieszka, oraz okoliczne wsie to jedno z głównych źródeł jego inspiracji. Fantazyjne kompozycje z pociętych i pokolorowanych na fluorescencyjne barwy opon w przydomowych ogródkach zaludniają jego obrazy, łącząc się z ikonografią heavymetalową. Jako miłośnik przejawów oddolnej kreatywności i metalowej muzyki, Rachwalik łączy oba porządki w całość w obrazach takich jak "Logo i maskotki wiejskiej kapelki nu metalowej z młodą dziewczyną na wokalu". Rachwalik portretuje wiejskie realia nie tylko w kompozycjach przypominających okładki fikcyjnych metalowych zespołów, ale też w obrazach formalnie bliższym ilustracjom technicznym, a także ezoterycznym kompozycjom Urbanowicza czy teozoficznym obrazom Hilmy af Klint jak "Pestycydowy deszcz nad kartofliskiem". Strukturalnie obrazy Rachwalika, choć kojarzone z neosurrealizmem, przynależą bardziej do tej tradycji, skupionej na wizjach kosmicznego porządku na podstawie religijnych i ezoterycznych doktryn. Duchowość i seksualność są reprezentowane przez energię muzyki metalowej i afirmację wiejskich realiów. Jak pisał o obrazach Rachwalika inny artysta, Bartosz Zaskórski:
Poprzez ekstazę następuje przekroczenie podziałów, kategorii, wartościowań, schematów intelektualnych i konwencji gotowych do pomyślenia […]. W uniwersum Marka istnieje tylko afirmacja i radość wynikająca ze stawania się, ciągłej zmiany i ruchliwości – nawet jeśli tę radość okazuje wściekły, blackmetalowy, kolczasty paszczak wymachujący pistoletem ponad czubkami świerków.
Bartek Buczek

Bartek Buczek, "Czarny charakter IX", fot. dzięki uprzejmości artysty
Metalem fascynuje się większa liczba artystów związanych ze śląskim środowiskiem – oprócz Rachwalika również Bartek Buczek. Jego malarstwo jest jednak nie ekstatyczny, a melancholijne. Realistyczne, czarnobiałe obrazy olejne Buczka to portrety ludzi i przedmiotów nasycone niepokojem lub wizją nieuchronnego rozpadu. Seria portretów znajomych zatytułowana "Czarny charakter" przedstawia postacie najczęściej z zasłoniętymi, zacienionymi lub odwróconymi głowami. Część utrzymana jest w konwencji wystudiowanych portretów w ujęciu do ramion, choć niektóre znacząco od niej odbiegają – "Czarny charakter IX" to pełnopostaciowy wizerunek chłopaka zanurzonego w zamarzniętej wodzie na brzegu rzeki lub jeziora. Postać leży twarzą do dołu, połowicznie zatopiona i unieruchomiona w tafli zamarzniętej wody. Obok leży znany z innego obrazu z cyklu czarny hełm naszpikowany kolcami.

Bartek Buczek, "Czarny charakter XIII", fot. dzięki uprzejmości artysty
Na innych płótnach zamiast postaci pokazane są rzeźbiarskie, efemeryczne struktury: stogi siana ułożone w monumentalne, totemiczne figury z wytrzeszczonymi oczami lub abstrakcyjne rzeźby ulepione ze śniegu. Idealne kształty zostają nadwyrężone: Buczek przemalowuje Malewiczowski "Czarny kwadrat", ale eksponuje spękania farby na jego powierzchni, a geometryczną figurę z "Melancholii" Dürera przedstawia jako nadgryzioną zębem czasu, skruszoną rzeźbę. W opozycji do nich docenione zostają zwykłe przedmioty – gdy Buczek maluje kask rowerowy, wypełnia on całą płaszczyznę płótna i zatraca rozpoznawalność. Błyszcząca plastikowa forma pełna owalnych otworów przypomina coś pomiędzy gniazdem owadów a futurystyczną budowlą.
Natalia Bażowska

Natalia Bażowska, "Świt", 2013, fot. dzięki uprzejmości artystki
Malarstwo to tylko jeden z elementów twórczości Natalii Bażowskiej, fotografki, twórczyni obiektów i wideo, ale chyba najważniejsza część jej dorobku. Bażowska dała się poznać przede wszystkim dzięki wideoperformansowi "Luna". To opowieść o relacji artystki z tytułową wilczycą, intymnej międzygatunkowej więzi. Relacje między człowiekiem a przyrodą to oś całej sztuki Bażowskiej; artystka unika akademickiej, posthumanistycznej analizy relacji między podmiotami ludzkimi i nieludzkimi, a skupia się raczej na warstwie emocjonalnej.