Obok duetu protagonistów przed telewizyjnymi kamerami przewinęła się konstelacja najjaśniejszych gwiazd. Występowali między innymi: Irena Kwiatkowska, Barbara Krafftówna, Kalina Jędrusik, Wiesław Michnikowski, Mieczysław Czechowicz, Wiesław Gołas, Edward Dziewoński, Bronisław Pawlik, Bohdan Łazuka, Jarema Stępowski. Wizerunki, które stworzyli na rzecz Kabaretu Starszych Panów w niczym nie ustępują ich pozostałym kreacjom – teatralnym czy filmowym.
Każdy z programów potwierdzał literackie mistrzostwo Jeremiego Przybory ("Szuja! Naomamiał, natruł i nabujał!"; "wespół w zespół, by żądz moc móc zmóc!"; "O, Romeo, słowiczy sokole! O, tęsknoto niewieścich pokoleń!") i muzyczny kunszt Jerzego Wasowskiego. Obaj znakomicie się dopełniali w pisaniu wartościowych piosenek, stanowiących dziś – zasłużenie – klasykę gatunku.
Dudek

Kabaret Dudek, kawiarnia Nowy Świat w Warszawie, 1976. Na zdjęciu: Jan Kobuszewski i Wiesław Gołas , fot. Erazm Ciołek/Forum
Kabaret Dudek, założony i kierowany przez Edwarda Dziewońskiego, zainaugurował działalność 13 stycznia 1965 roku premierą programu "Spotkajmy się na Nowym Świecie" (piosenka śpiewana przez zespół na zakończenie programu, była wcześniej w repertuarze Ludwika Sempolińskiego). Przedstawienia kabaretu odbywały się w kawiarni Nowy Świat przy ulicy Nowy Świat 61 w Warszawie.
W trakcie przedstawień nad sceną wisiał napis Upupa epops, który jest łacińską nazwą ptaka dudka. Jego stylizowaną sylwetkę tworzącą logo kabaretu zaprojektował Eryk Lipiński.
W ciągu 10 lat działalności kabaretu odbyło się około tysiąca przedstawień, na które złożyło się blisko 200 skeczy, monologów i piosenek kilkudziesięciu kompozytorów i autorów. Połowa tego dorobku wyszła spod piór dwóch autorów: Stanisława Tyma (który współpracę z Dudkiem rozpoczął jako jeden z bardziej wziętych autorów STS-u i kabaretu Owca Jerzego Dobrowolskiego) oraz Wojciecha Młynarskiego. Widzów dość często bawiły także numery autorstwa Andrzeja Bianusza i Andrzeja Waligórskiego.
Młynarski został zaproszony do współpracy przez Dziewońskiego pod koniec 1964 roku. Był już laureatem nagrody na opolskim festiwalu piosenki, ale, co podkreślał, jego talent mógł w pełni się rozwinąć dopiero w Dudku, gdzie nauczył się pisania dla konkretnych wykonawców. Andrzej Klim pisał w książce "Seks, sztuka i alkohol. Życie towarzyskie lat 60.":
Kiedy podczas pewnego powrotnego rejsu, po suto zakrapianym balu kapitańskim, Wojciech Młynarski i Wiesław Gołas wyszli, podtrzymując się, na śliski pokład, aby zobaczyć wejście statku [transatlantyku Batory] do portu w Gdyni, towarzyszyły im mewy spacerujące bezgłośnie po relingu. Gołas rzucił wtedy w żartach: "Dlaczego te mewy tak tupią?!". Dwa dni po powrocie do Warszawy gotowa była piosenka "Tupot białych mew" do słów Wojciecha Młynarskiego.
"Ballada o Dzikim Zachodzie" również zrodziła się na Batorym, kiedy to Młynarski i Tadeusz Suchocki, Dudkowy akompaniator i kompozytor, zaobserwowali zachowanie Gołasa i Jana Kobuszewskiego, przechadzających się po pokładzie w zakupionych za oceanem kowbojskich kapeluszach.
Grupę gwiazd najsilniej utożsamianych z kabaretem tworzyło pięcioro aktorów: Irena Kwiatkowska, Wiesław Michnikowski oraz wspomniani wcześniej – Dziewoński, Gołas i Kobuszewski. We wszystkich programach wzięli udział Kobuszewski i Dziewoński. Nadzieje związane z Bogumiłem Kobielą, który także rozpoczął współpracę z Dudkiem, przerwała jego przedwczesna śmierć.
Ten mistrz aktorstwa komediowego wystąpił między innymi w kwartecie Klementynki – parodii ówczesnej mody na damskie zespoły wokalno-taneczne (Filipinki, Alibabki). Wraz z pozostałymi (Kobuszewskim, Gołasem i Dziewońskim) Kobiela ubrany był w perukę z warkoczami, białą bluzkę i kraciastą spódniczkę. W finale numeru kładł się na fortepianie i majtał nogami, wywołując nieodmiennie paroksyzmy śmiechu widzów.
Po zakończeniu działalności w 1975 roku kabaret sporadyczne skrzykiwał się na występy, np. dla potrzeb telewizji. W 1987 roku Dziewoński próbował reanimować działalność Dudka. Wejście do "tej samej rzeki", z obsadą uwzględniającą aktorów młodszej generacji, okazało się jednak zabiegiem artystycznie chybionym, więc dwa lata później nastąpiło definitywne zakończenie działalności kabaretu.
W większości wspomnień osób związanych z Dudkiem podkreślana jest wzajemna życzliwość i dobra współpraca wszystkich tam pracujących ludzi, niezależnie od pełnionych funkcji. Ponieważ wysiłek nad przygotowaniem poszczególnych programów był wspólny, grupa miała też wspólne poczucie sukcesu, bez wyróżniania kogokolwiek.
Sztandarowymi numerami były perfekcyjnie opracowane skecze: "Sęk" do tekstu przedwojennego szmoncesu Konrada Toma, o interesie do zrobienia ("To ja mam mu dawać zarobić na rżnięcie? To ja już wolę kupić ten tartak") – z Dziewońskim (Beniek Rapaport) i Michnikowskim (Kuba Goldberg) oraz "Ucz się, Jasiu" Tyma ("Wężykiem, wężykiem") – z Kobuszewskim, Gołasem i Bronisławem Pawlikiem. Z kolei z piosenek arcydziełem jest "W Polskę idziemy" do tekstu Młynarskiego ("Trzaska koszula, tu szwabska kula, tu, popatrz, blizna"), z muzyką Jerzego Wasowskiego, w mistrzowskiej interpretacji Wiesława Gołasa.
Owca

Występ kabaretu Owca, lokal "Szpilek", Warszawa, 1966. Na zdjęciu: Andrzej Stockinger, Jerzy Dobrowolski, Jerzy Turek (na dole), Józef Nowak, Wojciech Pokora (u góry), fot. Erazm Ciołek/Forum
Kabaret Owca powstał w 1966 roku. Założył go Jerzy Dobrowolski, który był reżyserem oraz autorem większości tekstów Owcy. Występowali: Józef Nowak, Wojciech Pokora, Andrzej Stockinger, Jerzy Turek (Polska), Stanisław Tym i prowadzący Dobrowolski.
Owca miała tylko jeden program. Nieustannie aktualny szedł przy nadkompletach. Po trzech latach ówczesne władze zakazały więc jego grania. Kabaret Dobrowolskiego wykpiwał absurdy życia codziennego, piętnował niekompetencję, chamstwo, głupotę, prymitywizm i nowomowę rządzących, na równi z konformistycznymi postawami rządzonych.
Wspaniała była np. scena testu skojarzeniowego, który wyłaniał kandydatów na żurnalistę. Prowadzący rzucał hasło, na które pretendenci błyskawicznie reagowali oczekiwanymi określeniami.
Interesy? – Żywotne.
Masy? – Szerokie.
Zasady? – Niewzruszalne.
Grunt? – Twardy.
Odpór? – Zdecydowany.
Przyswojenie tych terminów pozwalało pisać, że "cały naród, stojąc na twardym gruncie niewzruszalnych zasad, dał zdecydowany odpór szerzącym się pomówieniom, godzącym w żywotne interesy szerokich mas". Z grona bezbłędnie odpowiadających wyłamywał się jedynie absolutnie niezdatny do pracy dziennikarskiej osobnik, głośno zastanawiający się nad faktem, że skoro są szerokie masy, to powinny być i wąskie.
Znakomita była też sekwencja zebrania. Po wysłuchaniu przemówienia szefa przyszła kolej na delegatów: "my z kolegami w terenie omawialiśmy już tę sprawę i mnie osobiście wydaje się, że teraz wymaga ona pogłębionej dyskusji, tak na gorąco, w codziennej praktyce". W podsumowaniu szef zaś wyraził zadowolenie, że "omówił z kolegami tę sprawę, która wymaga teraz pogłębionej dyskusji wśród kolegów w terenie, tak na gorąco, w codziennej praktyce". Kolejne spotkanie ustalono za miesiąc, "by omówić wyniki pogłębionej dyskusji wśród kolegów w terenie, tak na gorąco, w codziennej praktyce".
Kabaret Owca dawał dowody niezmiernie przenikliwego widzenia ówczesnej rzeczywistości. Nie przeszkodziło mu to bawić parodiami wierszy okolicznościowych, monologów, pieśni masowych i staropolskich, a nawet popisów tanecznych. Potrzebującym kabaret Owca wydawał zaświadczenie o inteligencji widza, które "uprawniało do uważania się za intelektualistę i częściowo zwalniało od pracy zawodowej". Ciekawe, na jaką ocenę zasłużyłby sobie widz widowiska tropiącego absurdy dzisiejszej rzeczywistości – tylko, skąd dziś wziąć równie bystrego obserwatora.
Elita

Występ kabaretu Elita, 1971. Na zdjęciu: Jan Kaczmarek, Roman Gerczak, Jerzy Skoczylas, Tadeusz Drozda, fot. Marek Karewicz/PAP
Tadeusz Drozda miał swój kabaret, a Jan Kaczmarek – swój. Podjęli próby połączenia się i w 1968 roku wystartowali jako studencki Kabaret Politechniki Wrocławskiej Elita. Według Jana Kaczmarka powstanie nowego zespołu nastąpiło w chwili historycznego postawienia mu piwa przez Tadeusza Drozdę. Ruch studencki był wtedy bardzo żywy: turnieje poezji, zespoły jazzowe, giełdy piosenki, kabarety itd.
Kiedyś na każdym wydziale Politechniki był kabaret – wspominał Kaczmarek. – Na elektronice był kabaret, a na wydziale elektrycznym drugi. Ponieważ Politechnika chciała wystawić swój kabaret na Famę, zaczęła zbierać ludzi rozproszonych po swoich kabaretach i w efekcie Tadek Drozda, Jurek Skoczylas i ja byliśmy pierwsi w kabarecie. Potem doszlusował Roman Gerczak, który odszedł do piosenki kołobrzeskiej. Następni byli Leszek Niedzielski, Włodek Plaskota, Andrzej Waligórski i Staszek Szelc.
Pierwsze sukcesy Elita odnosiła na studenckim festiwalu artystycznym Fama w Świnoujściu, ale prawdziwym przełomem był występ kabaretu w Opolu w 1971 roku, gdzie Elita zdobyła nagrodę Radiokomitetu.
Janek bardzo nie lubił występować – Tadeusz Drozda wspominał, jak Kaczmarek usiłował uciec z koncertu Famy. – Chciał być normalnym, porządnym inżynierem, ale ja mu na to nie pozwoliłem. Stosowałem szantaż, uciekałem się do kłamstw i różnych wrednych podstępów. Historia mnie jednak rozgrzeszyła.
Po pierwszych laurach zespołu redaktor Andrzej Waligórski wykorzystał Elitę w radiowym "Studiu 202". Pierwszego kwietnia (!) 1974 roku przyjął na etat do radia Kaczmarka i kolejno wszystkich pozostałych – oprócz Drozdy, który przeniósł się do Warszawy. "Studio 202" wchłonęło Elitę, a Elita wchłonęła "Studio 202". Skład personalny obu zespołów był ten sam, oprócz Młodej Lekarki, czyli Ewy Szumańskiej, która występowała tylko w radio. Parokrotnie próbowano ich rozwiązać i powyrzucać z pracy, jednak Waligórski, dopóki żył, był opoką, o którą się rozbijały wszystkie intrygi i podchody skierowane przeciwko artystom "Studia 202".
Kabaretowi Elita udało się zachować rzadką umiejętność harmonijnej współpracy. Wspólnie obchodzili uroczystości rodzinne. Jerzy Skoczylas nigdy nie zapomni dystyngowanego kelnera z wrocławskiego lokalu związków twórczych, który, przy okazji jego wesela, oznajmił mu dyskretnie: "Odnoszę wrażenie, że pan Plaskota rzuca tortem".
Zespół często pojawia się na festiwalowych estradach i w telewizji, zawsze zjednując sobie przychylność dosłownie całej widowni. Ludzie doceniają artystów Elity za błyskotliwy dowcip i autentyczność.
Salon Niezależnych

XI Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej, Noc Kabaretowa, 1973, Opole, występ kabaretu Salon Niezależnych. Na zdjęciu od lewej: Jacek Kleyff, Janusz Weiss, Michał Tarkowski, fot. Jerzy Płoński / Forum
Już z racji nazwy, grupa złożona z trzech wykonawców: Jacka Kleyffa, Janusza Weissa i Michała Tarkowskiego, budziła wzmożoną czujność PRL-owskich władz, nie tolerujących żadnych odstępstw od jedynie słusznej linii, nakreślonej przez jej partyjnych eksponentów. Tymczasem kabaret zafundował sobie miano, którego oba człony budziły niepokój. Bo niby skąd te tendencje do elitarności (Salon) i czego można spodziewać się po (Niezależnych) osobnikach, tak jawnie deklarujących swoją niechęć do jakiejkolwiek subordynacji?
Polityka, mniej lub bardziej brutalnie wdzierająca się w życie każdego z obywateli PRL, od samego początku artystycznej działalności Kleyffa, Tarkowskiego i Weissa zaznaczała się w ich dorobku. Dość powiedzieć, że ich pierwszy wspólny występ jako Salonu Niezależnych miał miejsce12 grudnia 1970 roku – w przeddzień Gomułkowskich podwyżek – w studenckim klubie U Alego w Bydgoszczy.
Na występy dwóch studentów architektury (Kleyff, Tarkowski) i jednego z polonistyki (Janusz Weiss) do niewielkiej piwnicy architektów przy Koszykowej w Warszawie, jak i w całej Polsce, waliły tłumy. Od grudnia 1970 do czerwca 1976 roku – trudno o wymowniejszą zbieżność dat – była to jedna z niewielu oaz wolnego słowa.
Salon Niezależnych w swoich programach zdrowo naśmiewał się z peerelowskiej rzeczywistości. Z całym dobrodziejstwem młodzieńczej bezkompromisowości wykonawców serwowany przez nich humor piętnował i chłostał. Co mianowicie? – kłamstwa propagandy, nowomowę, niekompetencję, prymitywizm i tępotę rządzących.