Jak interpretuje pan elementy dzieła muzycznego w kontekście muzyki komputerowej? Inaczej niż w przypadku muzyki komponowanej na klasyczne instrumentarium postrzega pan melodykę, harmonie, kolorystykę, rytmikę czy agogikę?
I tak, i nie. Te elementy, do których przywykliśmy w muzyce klasycznej, w muzyce współczesnej, i dalej komputerowej nie są inne, są szersze. Poza melodyką, harmonią, agogiką i kolorystyką w muzyce komputerowej pojawiły się takie elementy jak: gęstość fakturalna, kształt spektralny czy zależności diagonalne poszczególnych elementów. Kompozytorzy zaczęli skupiać uwagę słuchacza na nowych elementach. Nie zawsze melodia czy rytm muszą być czynnikiem formotwórczym. Nadal jednak klasyczne elementy, także w muzyce elektroakustycznej, istnieją. Samo kształtowanie spektrum brzmienia jest odpowiednikiem zależności wysokościowych. Często terminy znane ze skwantyzowanych do np. 7 dźwięków skal, zastępują herce i często zamiast dźwięku "cis" posługujemy się jego wartością wynikającą z ilości drgań fali akustycznej w czasie jednej sekundy – czyli 277 Hz. Jeśli chodzi o rytm, to rzadziej operujemy takimi terminami jak ćwierćnuta, ósemka czy cała nuta, bo podziałów możemy stworzyć dużo więcej i przez to są bardziej wysublimowane a struktury rytmiczne bogatsze i oryginalne.
Jaki element dzieła muzycznego jest dla pana najważniejszy?
Forma. Tak naprawdę nie ma większego znaczenia, jaki mam materiał, bo jeżeli nie nadam mu konkretnego kształtu, jeśli nie zakomponuję go w czasie, to może kompletnie nie wybrzmieć. Dopiero uformowany materiał dźwiękowy definiuje kompozycję muzyczną.
Jak postrzega pan pracę krytyków muzycznych? Czytając recenzje swoich utworów, zauważa pan błędy merytoryczne: błędną terminologie, mylenie pojęć? Dostrzega pan ich brak wiedzy w dziedzinie muzyki elektronicznej?
Nie ukrywam, że miewałem z tym duży problem. Byłem świadkiem kompletnej ignorancji w obszarze wiedzy na temat muzyki elektroakustycznej w naszym środowisku. Kiedyś się tym bardzo przejmowałem, ale przestałem. Nie czytam recenzji i to głównie z braku czasu. W przypadku muzyki elektroakustycznej jest jeszcze taki problem, że nie ma tak naprawdę usystematyzowanego języka, jakim możemy posługiwać się do opisania tego typu muzyki. Nikt jeszcze na dobrą sprawę tego nie wypracował. Są pojęcia, które opisują technologie czy warsztat, natomiast coś takiego jak estetyka muzyki elektroakustycznej funkcjonuje jedynie wśród garstki ludzi nią się zajmujących. Jest więc pewien deficyt ludzi, którzy znają się na tym wystarczająco, żeby publicznie się o tym wypowiadać. Jest jednak sporo osób, które udają, że się znają. Takie sytuacje niestety mają miejsce zbyt często.
Sława, uznanie, prestiż, nagrody – takie trofea dla kompozytora są ważne?
To bardzo trudne pytanie, ponieważ kompozytor jest pewnego rodzaju solistą i prestiż jest dla niego ważny. Byłbym nieuczciwy gdybym nie przyznał, że dla mnie też był. Teraz mam poczucie, że osiągnąłem wszystko, co chciałem osiągnąć – miałem okazję współpracować z najlepszymi zespołami muzyki współczesnej, spotkałem na swojej drodze nieprzeciętnych wykonawców i prawdę mówiąc dla mnie w tym momencie najważniejsze jest, aby móc pisać i wypowiadać się w sposób artystyczny w absolutnym oderwaniu od mody czy zewnętrznej krytyki. Czy naprawdę powinno zależeć nam na tym, żeby ktoś napisał w gazecie, że mój utwór był najlepszy na koncercie? Nie o to chodzi. Takie pojęcia jak: lepszy, gorszy, najsłynniejszy – mogą kompletnie nie mieć znaczenia. Wiążą się one bardziej z działalnością wyczynową niż artystyczną. Komponowanie to nie wyścig na sto metrów, a każda próba schlebiania cudzym gustom zaciera czyste intencje, zatraca artystyczna prawdę. Muzyka jest dla mnie rodzajem rozmowy. Im ta rozmowa jest głębsza i ciekawsza, im bardziej odbiorca daje się wciągnąć we współodczuwanie i współdoznawanie, tym sztuka jest bardziej wartościowa. Jestem szczęśliwy, bo robię co chcę, uprawiam zawód, który kocham. Czego chcieć więcej? Jestem osobą spełnioną.
Czy wyznaczył pan sobie jakieś cele na 2022 rok? Niekoniecznie związane z komponowaniem.
Nie stawiam sobie konkretnych celów w najbliższym czasie. Żyję chwilą i z zaciekawieniem oczekuję, co mi los przyniesie. W najbliższych planach jest sporo interesujących projektów, których na razie nie będę zdradzać. Niech się wydarzą.