Kompozytor, dyrygent, zasłużony dla życia muzycznego Lwowa kapelmistrz tamtejszej opery w Teatrze Skarbkowskim – jednej z najważniejszych scen będącej pod zaborami Rzeczypospolitej.
-
Kiedy przychodził na świat 6 grudnia 1846 roku, jego dalsze losy były już w gruncie rzeczy przesądzone. Mały Henryk był synem Józefa Jareckiego, muzyka Warszawskich Teatrów Rządowych, związanego z nimi "pierwiastkowo jako chórzysta", następnie zaś nauczyciel szkoły fortepianowej i korepetytor sali baletu. Józef był również organistą i kierownikiem muzyki kościelnej przy archikatedrze św. Jana Chrzciciela oraz członkiem tamtejszej Archikonfraterni Literackiej – podobnie jak jego ojciec, też Józef, który sprowadził się do Warszawy około 1815 roku, z Trzciela w powiecie poznańskim, pozostającym po II rozbiorze Rzeczypospolitej w zaborze pruskim. To właśnie Józef senior, późniejszy nauczyciel w prowadzonym przez Elsnera Instytucie Muzyki i Deklamacji, stał się protoplastą muzycznego rodu Jareckich, którego pierwszą siedzibą była jedna z kamienic przy Kanonii na tyłach archikatedry.
Uliczka, a właściwie trójkątny plac u zbiegu Dziekanii, ulicy Jezuickiej i zaułka wychodzącego z dziedzińca kuchennego zamku, dawno już przestała być wyłączną kwaterą księży kanoników. Duchowni wynajmowali część swoich domów służbie, rzemieślnikom, urzędnikom i szynkarzom. W pierwszej ćwierci XIX wieku Stanisław Staszic wykupił trzy kamienice na potrzeby Towarzystwa Przyjaciół Nauk – w tym kustodię pod numerem szóstym, gdzie kiedyś mieściło się więzienie kościelne, potem zaś prosektorium, do którego zwożono wiślanych topielców. Zawsze było tu ciasno, gwarno i niezbyt zdrowo. Być może dlatego Henryk, który od maleńkości był dzieckiem wyjątkowo chorowitym, spędził pierwsze lata życia u swojego wuja na Pradze, dokąd z czasem przeprowadziła się cała rodzina Jareckich, stawiając własny dom na posesji przy nieistniejącej już ulicy Nowej.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Henryk Jarecki, "Niepewność", utwór fortepianowy, 1880, fot. Biblioteka Narodowa Polona
Obrazek
jarecki_henryk_1846-1918._kompozytor_niepewnosc_utwor_fortepianowy_6ef6e516-6fdc-48a0-9aec-61f5990542cf.jpg
Pierwsze lekcje muzyki Henryk Jarecki odebrał od ojca. W wieku dwunastu lat dołączył do zespołu Teatrów Rządowych jako chórzysta, potem uczył się gry na fortepianie i kontrabasie u Karola Augusta Freyera – tego samego, który trzydzieści lat wcześniej zajął się edukacją muzyczną ośmioletniego Stanisława Moniuszki, a po klęsce powstania listopadowego i zamknięciu warszawskich uczelni przez władze carskie założył własną szkołę muzyczną przy parafii ewangelickiej Świętej Trójcy (zlikwidował ją dopiero w 1861 roku, kiedy Apolinary Kątski powołał do życia Warszawski Instytut Muzyczny). W 1864 roku młodziutki Jarecki został kontrabasistą orkiestry Teatru Wielkiego i został na tej posadzie przez kolejne siedem lat. Jak pisał Stanisław Schnür-Pepłowski w dwutomowej monografii "Teatr polski we Lwowie" (1889), w tym właśnie okresie "pobierał od Moniuszki naukę kontrapunktu, harmonii, kompozycji i instrumentacji". Wiele jednak wskazuje, że Jarecki trafił pod skrzydła "dyrektora opery polskiej" nie wcześniej niż w 1866 roku, kiedy Moniuszko wrócił do pracy w Instytucie Muzycznym po rocznej przerwie wywołanej konfliktem z Kątskim. Trudno też powiedzieć, czy Henryk był "jedynym uczniem, któremu Moniuszko poświęcił się w zupełności" – jak przekonywał później jego najstarszy syn Kazimierz – bo zdaniem wielu współczesnych badaczy uczestnicy zbiorowych kursów Moniuszki nie mieli okazji wejść w aż tak zażyłe relacje ze swoim profesorem.
Co nie zmienia faktu, że Moniuszko włączył kilka utworów Jareckiego do programu organizowanych przez siebie koncertów, a kilka miesięcy przed śmiercią namówił młodego muzyka – któremu w styczniu 1872 roku zaproponowano posadę kapelmistrza w Teatrze Polskim w Poznaniu – żeby rozważył w zamian przenosiny do Lwowa. W związku z powstaniem Austro-Węgier i poszerzeniem autonomii Galicji miasto zyskało sposobność założenia polskiej sceny operowej. Pierwszym dyrygentem nowo utworzonej opery w Teatrze Skarbkowskim został Józef Schürer, wcześniejszy kapelmistrz tamtejszego teatru niemieckiego. Jarecki, ściągnięty z Poznania po niespełna trzech miesiącach sprawowania nowej funkcji, z początku został asystentem Schürera. Pięć lat później był już głównym kapelmistrzem lwowskiej opery. Aż do czasu podjęcia uchwały o budowie nowego teatru miejskiego i zamknięcia dawnego gmachu w roku 1900 konsekwentnie budował prestiż sceny operowej we Lwowie – z krótką przerwą od kwietnia 1882, kiedy ustąpił ze stanowiska po kłótni z dyrektorem Adamem Miłaszewskim, który ostatecznie zerwał kontrakt przed czasem i w marcu 1883 roku przekazał stery Janowi Dobrzańskiemu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Teatr Skarbkowski we Lwowie, 1900, fot. Edward Trzemeski/Biblioteka Narodowa Polona
Obrazek
trzemeski_edward_1843-1905._fotografie_lwow_teatr_skarbkowski_c2f77beb-6c2d-4e12-a83e-ec6aac727fb6.jpg
Jak słusznie twierdzi lwowska muzykolożka Joanna Pacan-Świetlicka, "wobec braku stałych oper w Poznaniu i Krakowie oraz restrykcji, którym podlegała ze względów politycznych instytucja warszawska, działalność Jareckiego na rzecz opery polskiej we Lwowie jest dziś nie do przecenienia". W jednym z wrześniowych numerów tygodnika "Kraj" z 1900 roku, wydanym tuż przed otwarciem nowego budynku, Antoni Chołoniewski żegnał się z teatrem hrabiego Skarbka: "Był okres takiego rozkwitu za Dobrzańskich, że teatr ten doborem sztuk i sił artystycznych mógł ubiegać się o lepsze z pierwszorzędnymi scenami w Europie. (...) Na mogile starego teatru można by położyć napis: »Dobrze zasłużony«. W dziejach kultury polskiej należeć będzie mu się zawsze piękna karta". Chołoniewski miał na myśli także scenę dramatyczną, z którą Jarecki był z początku związany dość ściśle, dyrygując orkiestrą akompaniującą aktorom i sam komponując ilustracje muzyczne do przedstawień, między innymi z tekstami Mickiewicza, Słowackiego, Kochanowskiego i Fredry. Zdaniem wielu stworzył obowiązujący przez dziesięciolecia kanon wykonawczy oper i kantat dramatycznych Moniuszki. Oprócz dzieł własnych wprowadził na scenę dwie nowe opery Władysława Żeleńskiego: "Konrada Wallenroda" i "Goplanę". W 1877 roku sprawował kierownictwo muzyczne polskiej premiery "Lohengrina" Wagnera (z Julianem Zakrzewskim w partii tytułowej). Wbrew rozpowszechnianym w wielu źródłach informacjom "Sprzedana narzeczona" oraz "Dalibor" Smetany po raz pierwszy zabrzmiały przed polską publicznością właśnie we Lwowie, z Jareckim za pulpitem dyrygenckim. Pod jego batutą debiutowali we Lwowie najsłynniejsi śpiewacy epoki, wśród nich Salomea Kruszelnicka, Marcella Sembrich-Kochańska i Aleksander Sas-Bandrowski. Lwowski krytyk i kompozytor Stanisław Niewiadomski, przez pewien czas korepetytor, później dyrektor Teatru Skarbkowskiego, pisał, że "próby jego korekturowe zadziwiały szybkością, z jaką w lot umiał wyławiać wszystkie usterki i zwięzłymi słowami wskazywać poprawki. Utrzymywanie zespołu w takcie i harmonii było u niego sztuką po mistrzowsku traktowaną, rozejście się jakoweś czy »pływanie« nie zdarzało się u niego nigdy, bo niesłychanie przytomny dyrygent na wszystko miał radę".
Równie istotną rolę w jego karierze odgrywała działalność kompozytorska. Przed wyjazdem do Lwowa Jarecki pisał przede wszystkim utwory instrumentalne (na koncercie inaugurującym operę polską poprowadził między innymi prawykonaną rok wcześniej "Uwerturę" na orkiestrę). Później zajął się twórczością wokalno-instrumentalną i sceniczną, w której największy ciężar gatunkowy niosły z sobą opery – wśród nich cztery wystawione na deskach Teatru Skarbkowskiego: "Mindowe, król litewski" do libretta własnego na motywach tragedii Juliusza Słowackiego (1880); "Jadwiga, królowa polska", także z librettem własnym według dramatu Józefa Szujskiego (1886); "Barbara Radziwiłłówna", z librettem przypisywanym aktorowi i śpiewakowi Adolfowi Kitschmanowi, na podstawie dramatu Dominika Magnuszewskiego "Barbara jeszcze Gasztołdowa żona" (1893); oraz opera-ballada "Powrót taty" do libretta Jana Gołębiowskiego według Mickiewicza (1897).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Henryk Jarecki, "Modlitwa dzieci: wyjątek z opery ballady "Powrót taty" cenz. 1897, Zakłady Wydawnicze M. Arct, fot. Biblioteka Narodowa Polona
Obrazek
jarecki_henryk_1846-1918_modlitwa_dzieci_wyjatek_z_opery_ballady_powrot_taty_1_ae7cca42-0e06-41b3-8c4a-c2321ecd439c.jpg
Pacan-Świetlicka podkreśla, że spuściźnie operowej Jareckiego, "mocno osadzonej w tradycji polskiej (…), pomimo eklektyzmu nie odmawiano rysów »szlachetnej indywidualności« i wykwintnej szaty, zwłaszcza w zakresie instrumentacji, czerpiącej z wzorców wykształconych na terenie m.in. wielkiej opery francuskiej. Cechuje ją również doskonałe opanowanie warsztatu kompozytorskiego". Współcześni muzykolodzy coraz częściej odżegnują się od poglądu, że Jarecki próbował przeszczepić na grunt polski ideę dramatu wagnerowskiego – kompozytor istotnie zrywa z tradycją opery "numerowej" i kładzie ogromny nacisk na zwartość dramaturgiczną narracji, niemniej stosowana przez niego technika motywów przewodnich niewiele ma wspólnego ze zwartym, rozbudowanym i wyjątkowo konsekwentnym systemem Wagnera. W dobie zainteresowania twórczością zapomnianych kompozytorów każdy przejaw oryginalności należy uznać za atut – co w pełni wykorzystała Marta Kluczyńska, przygotowując koncertowe wykonanie "Barbary Radziwiłłówny" w TW-ON (2022).
Text
Sięgając po dzieła nieznane, napotykamy trudności w postaci absolutnego braku tradycji wykonawczych – te, paradoksalnie, nie zawsze są pomocne – ale przede wszystkim braku praktyki wykonawczej. (…) Nie wiemy, co się sprawdza, a co nie, np. w zakresie instrumentacji dzieła – przecież kompozytorzy często zmieniali orkiestrację swoich utworów po ich premierze. Trudno też przewidzieć, czy dramaturgia dzieła przystaje do dzisiejszych czasów – w tzw. żelaznym repertuarze operowym mamy pewną tradycję skrótów, opracowanych na podstawie właśnie praktyki wykonawczej. Czyli wpływamy na nieznany ocean i możemy jedynie starać się zaufać swojemu doświadczeniu i zmysłowi muzycznemu
– zwierzała się dyrygentka w rozmowie z Karoliną Sawicką.
Dwa lata po zamknięciu Teatru Skarbkowskiego Jareckiemu zaproponowano stanowisko drugiego dyrygenta (obok Ludwika Czelańskiego) w nowo powstałej Filharmonii Lwowskiej. Zrezygnował po zaledwie dwóch tygodniach, prawdopodobnie z przyczyn zdrowotnych, wyczerpany pracą w operze. Ostatnie kilkanaście lat życia poświęcił działalności pedagogicznej i dyrektorowaniu muzycznemu w lwowskich kościołach. Kiedy wybuchła Wielka Wojna, miał 68 lat. W 1916 roku "Kurier Lwowski" doniósł o tragicznej śmierci 21-letniego Juliusza, najmłodszego z ośmiorga dzieci Jareckich: "W nocy z 5 na 6 lutego chorąży, z którym śp. Jarecki wspólną miał kwaterę, ujrzał Jareckiego leżącego z roztrzaskaną głową i własny jego karabin wypalony obok. (…) Jarecki był zapisany na politechnikę lwowską, ale z dziedzicznego talentu był przede wszystkim muzykiem i muzyce też (…) zamierzał się poświęcić".
Henryk przeżył Juliusza o niecałe trzy lata. Zmarł 18 grudnia 1918 roku. O jego pogrzebie w gazetach lwowskich nie wspomniano. Grób udało się odnaleźć dopiero w 2021 roku. Wraz z zamknięciem Teatru Skarbkowskiego skończyły się sny Jareckiego o operze. Wraz z wojną skończył się dawny porządek świata. Po śmierci Juliusza być może odeszła wola życia. Na szczęście przeszło sto lat później znaleźli się młodzi, którzy chcą przywrócić pamięć o człowieku, który zdaniem krytyka Aleksandra Polińskiego "zasklepił się we Lwowie jak żółw w skorupie, pracował od świtu do nocy a od nocy do świtu, pisał przeróżne dzieła, tworzył opery wyłącznie do słów poetów polskich i wystawiał jedynie na tej scenie, której był dyrektorem muzycznym".