Kompozytor, aranżer, gitarzysta i – jak to ładnie określa – operator samplera. Założyciel grupy Baaba, współtwórca zespołów Slalom, Dom i MIR. Jedna z kluczowych postaci warszawskiego środowiska muzycznego związanego przez lata z wytwórnią Lado ABC.
Zaczęło się od gitary. Bardzo głośnej gitary. Tak jak wielu innych chłopaków dorastających na przełomie lat 80. i 90. Bartosz Weber zafascynował się muzyką za sprawą metalu. W wywiadzie udzielonym magazynowi "Estrada i Studio" wspominał, że decyzję o założeniu pierwszego, szkolnego zespołu podjął pod wpływem "Reign in Blood" Slayera i albumów death-metalowej grupy Possessed. Dobre trzydzieści lat później, gdy przyjrzymy się jego bogatej dyskografii, zauważymy, że warszawiak grywał niemal wszystko i niemal ze wszystkimi, ale od metalu akurat stronił. No chyba że akurat zamieniał go w bossa novę. O tym jednak za chwilę.
Urodzony na warszawskiej Woli Weber dorastał w artystycznej rodzinie. Jego matka była tancerką w Zespole Pieśni i Tańca Śląsk. "W zasadzie na początku była jego jedyną solistką, bo była obecna przy zakładaniu zespołu" – wspomina. Rodzinne związki z muzyką mimowolnie pchnęły go w stronę tworzenia.
Text
U dziadka w Czechowicach jeden pokój zajmował fortepian, na którym szybko nauczyłem się melodii z "Addio a Cheyenne" Ennio Morricone, więc to pomogło. Tylko że w domu słychać było raczej I Program Polskiego Radia, wtedy owładnięty przez Majewską, Wodeckiego i kompanię.
Autor cytatu
– tłumaczy Artysta.
Choć wówczas nie byli to faworyci Webera, to przecież z drugim wymienionym artystą jeszcze się tu spotkamy.
Młodzieńcza buta i sowizdrzalski ton
Pozostańmy jednak jeszcze w latach 90., kiedy Weber uczył się na własną rękę gitarowych chwytów i perkusyjnych rytmów. Artysta wspomina, że pierwsze wytyczne przygotowywali mu brat i Lista Przebojów Programu 3. Zanim zawładnęły nim cięższe brzmienia, Weber chłonął z radia piosenki Queen, Dire Straits, Maanamu i Perfectu. Zainspirowany tym, co usłyszał na falach eteru, zaczął pobierać lekcje muzyki, ale – jak przyznaje – nie trwało to długo. Prawdziwą szkołą stała się dla niego scena, na której zaczął występować wkrótce potem.
Jego pierwszym zespołem było Primitivo – psychodeliczna, dubowa grupa o bardzo mocno uwypuklonej sekcji rytmicznej. Jej debiutancki album ukazał się w 1997 roku, ale wówczas Weber zaczął już ciążyć w stronę muzyki elektronicznej. Warto wspomnieć, że był to wspaniały okres dla wytwórni takich jak Warp czy Ninja Tune, których kolejne wydawnictwa robiły na młodym artyście wielkie wrażenie. Korzystając z domowego peceta, samplera i najprostszego syntezatora, Weber zaczął tworzyć muzykę elektroniczną. Pierwsze wypalone na płytach nagrania podpisuje pseudonimem "Baaba". Solowy projekt szybko jednak przekształcił się w pełnoprawny zespół.
Text
Zaprosiłem na próby Maceo Wyro i Macia Morettiego, woziłem stacjonarnego peceta do sali w klubie Kotły (obecnie VooDoo Club), ale to się szybko posypało. Druga próba to już skład z Maciem, Kubą Kossakiem (fagot) i Norbullem Kontrabaczem. I jakoś to poszło. Myślę, że muzyczny analfabetyzm w połączeniu z butą na początku pomaga. Potem zdecydowanie trzeba się podszkolić.
Autor cytatu
– wspomina Weber.
We wspomnianym kwartecie grupa nagrała album "Con Gas", opublikowany w 2001 roku nakładem Teeto Records – sublabelu Asfalt Records, który przez kilka lat próbował wydawać muzykę nie całkiem związaną z hip-hopem. Recenzje albumu z okresu jego premiery zawierają nie tylko entuzjastyczne porównania, lecz także uświadamiają, że podobna twórczość była wówczas w Polsce towarem mocno deficytowym. "Naszemu krajowi potrzeba więcej dzielnych, abstrakcyjnie myślących głów, a takiej płyty jak «Con Gas» to chyba jeszcze u nas nie było" – pisał Maciej Sienkiewicz na łamach magazynu "Fluid". Recenzenci zwracali również uwagę na eksperymentalny charakter tych utworów zestawiony z pogodnym, a czasem niemal bajkowym charakterem prezentowanych przez Baabę melodii. Ten sowizdrzalski ton pozostanie jej znakiem rozpoznawczym.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Bartosz Weber, fot. Bartek Felczak
Obrazek
bartosz_weber_w_restauracji_fot_bartek_felczak-s.jpg
Wspólnie damy radę
Choć skład Baaby zmieniał się stosunkowo często, zespół swoją muzyką zawsze zdawał się puszczać do słuchacza oko – począwszy od żartobliwych tytułów ("Elo 28", "Sopole"), aż po karkołomne zderzanie ze sobą stylistyk (klawesyn kontra gitarowy łomot w "Vampire Corners"). Ten lekko humorystyczny sznyt słychać nie tylko w autorskich kompozycjach Baaby, lecz także w ich coverach i wariacjach – a tych nie brakowało, by wspomnieć do Komedowskiej płycie "The Wrong Vampire" oraz o albumie "Baaba Kulka". Na tym drugim zespół wraz z wokalistką Gabą Kulką zaprowadził repertuar Iron Maiden w stronę psychodelii i bossa novy.
Text
To był nasz hołd oddany idolom z podstawówki. Sesja wymagała od nas pewnej dozy perswazji (nasz ówczesny basista Piotrek Zabrodzki gardził prościznami harmonicznymi tych utworów), ale ostatecznie udało się przenicować te utwory na wylot. Niespecjalnie lubię gitarowe rockowe solówki, więc nawet gdy graliśmy te utwory dość wiernie, to wywalaliśmy fragmenty z popisami (albo dostawał je saksofonista – Tomasz Duda). Jeśli chodzi o odbiór, to generalnie im dalej od publiczności metalowej, tym było lepiej.
Ze swoją pomysłowością i skłonnością do wywracania kanonów do góry nogami Baaba świetnie odnalazła się w katalogu niezależnej wytwórni Lado ABC. Niewiele zresztą brakowało, aby ich album "Remixas Con Gas" ukazał się jako pierwsza, historyczna płyta w jej katalogu. Od tego czasu Baaba, w której składzie występowali także m.in. Macio Moretti, Wojtek Mazolewski, Tomasz Duda, Piotr Zabrodzki i Jan Młynarski, jest jednym z flagowych zespołów wytwórni.
Text
Przede wszystkim Lado ABC dało mi takie poczucie pewności, że wszystko można; że się uda, wspólnie damy radę, możesz liczyć na pomoc, czujesz się sprawczy, dzielisz z innymi. Aha, no i jesteś taki jak inni. To jest sposób traktowania świata, nie tylko muzyki.
Autor cytatu
– wylicza Weber.
Co charakterystyczne dla Lado ABC, członkowie wytwórni zawsze wchodzili w multum składów i inicjatyw. Nie inaczej było z założycielem Baaby, który współtworzył trio Slalom (wraz z gitarzystą Bartłomiejem Tycińskim i perkusistą Hubertem Zemlerem) i występował w super-grupie Mitch & Mitch (pod pseudonimem: Mr. Bitch), za sprawą której dzielił scenę z przywoływanym już tutaj Zbigniewem Wodeckim. Nie tylko z tego powodu Weber bez żadnych wątpliwości stwierdza, że ze wszystkich "ladowych" projektów to Mitch & Mitch dało mu najwięcej frajdy.
Text
Ten zespół ma tyle samo lat, ile moja córka. Pierwszy koncert zagraliśmy trzy dni po jej urodzinach, więc z próby dźwiękowej zasuwałem do szpitala z pieluchami. Bytność w tym zespole przyniosła mi same plusy.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Zbigniew Wodecki & Mitch & Mitch, fot. materiały promocyjne OFF Festivalu
Obrazek
z wodecki_i_mitch mitch_7027555.jpg
Rozbuchanie i minimalizm
Jeśli doszukiwać się minusów spontanicznej, nieprzewidywalnej działalności w duchu Lado ABC, byłaby to zapewne ilość energii, którą trzeba włożyć, by zapanować nad tym buzującym, twórczym chaosem (lub się w niego wkomponować). Zwłaszcza w przypadku tych największych zespołów, jak Mitch & Mitch czy Warszawska Orkiestra Rozrywkowa, w której Weber również występował. W pewnym sensie to w kontrze do nich artysta postanowił w 2019 roku wrócić do muzyki stricte elektronicznej, w dodatku produkowanej solowo.
Text
Płyta "A Collection of Tunes to Dance to" to był dla mnie okres zmęczenia zespołami – wspomina artysta. – Przestałem mieć siłę, by planować próby czterem lub więcej niż czterem totalnie zapracowanym osobom. Przewartościowała mi się też współpraca z większością moich kolegów. Najpierw chciałem popracować sam ze sobą i nie mieć już tego wszystkiego na karku. Cztery lata później rozmawiamy po wydaniu płyty "Dom", którą nagraliśmy w 17-osobowym składzie, gdzie byłem menedżerem, aranżerem, ustawiałem próby i promowałem koncerty. Chyba nie potrafię inaczej.
Z zupełnie innymi wyzwaniami wiązała się praca nad kolejnym albumem, który także ukazał się w 2023 roku: druga płyta zespołu MIR, który Weber współtworzy z perkusistą i kompozytorem Miłoszem Pękalą. Elektroakustyczne utwory zebrane na albumie "II" powstawały pod wpływem konkretnych obrazów i książek. Na pierwszy plan wysuwa się "Solaris" Stanisława Lema (do niego nawiązują m.in. "Solaris" i "Vision 02"), ale już "Flfl" to dźwiękowa ilustracja jednej z komedii z udziałem Flipa i Flapa.
Text
Miłosz jest bardziej rozbuchany, a ja mam teraz trochę minimalistyczne podejście. W MIR zostawiamy sobie nawzajem miejsca do improwizowania, ale przygotowujemy wcześniej motywy i w zasadzie muzyka powstaje na etapie produkcji.
Autor cytatu
– tłumaczy Weber.
"II", tak jak i poprzednia płyta MIR "On the Rim", ukazały się nakładem założonej przez Webera wytwórni Tapes Webala.