Urodzony w Gdańsku w 1976 roku artysta jest jednym z najważniejszych twórców jazzowych w Polsce ostatnich kilku dekad. Jego wielowymiarowa twórczość, a także liczne projekty i współprace odciskają wyraźne piętno na krajobrazie całego muzycznego gatunku.
Nieślubne dziecko Miłości
Dojrzewanie w Gdańsku przełomu lat 70. i 80. oznaczało dużą szansę na to, aby związać się ze środowiskiem artystycznym i być buntownikiem. Wydarzenia na Wybrzeżu na trwałe zmieniły bowiem historię polityczno-społeczną Polski, a z drugiej strony zostawiły nieodwracalny ślad na kulturalnej mapie kraju. Jak podsumowuje Mazolewski:
Text
Dorastanie w Gdańsku gdzie rodził się ruch wolnościowy, kontrkultura i Solidarność, było bardzo ekscytujące. Duch walki o wolność był wyczuwalny w każdym domu. Nasiąkałem więc nim od najmłodszych lat. Działanie na rzecz praw człowieka, swobód obywatelskich, równości jest dla mnie naturalne.
Wojtek urodził się w 1976 roku jako drugi z trzech synów. Starszy o osiem lat Jerzy od najmłodszych lat fascynował się muzyką i podjął nawet edukację w tym kierunku, zarażając pasją młodszego brata. Ze względu na trudną materialną sytuację w domu i rozstanie rodziców przyszły jazzman już we wczesnym dzieciństwie przejął część „męskich obowiązków”. Sam artysta wspominał lata 80. w rozmowie z „Gazetą Wyborczą” jako szarobure, „moment totalnego marazmu, dla wielu – zwykłej biedy”. Było jednak coś, co od tej szarości go oderwało – jako czterolatek zamiast do przedszkola trafił na rok do domu dziadków na Mazurach, nad jeziorem Mamry.
Text
Nie miałem tam kolegów. Moim przyjacielem stał się świat natury, taki, jaki był – piękny i hojny, czasem szorstki i kostropaty. Dostawałem od niego wszystko, tylko trzeba było sobie to wymyślić – które drzewo jest kim, jaki kij stanie się łukiem, a jaki mieczem, a jaki gitarą. Które krzewy czy rośliny zostaną przyjaciółmi, a które wrogami.
Ta wrażliwość na naturę i umiłowanie spokoju pozostanie w artyście już na zawsze, mocno kontrastując z tym, czym nasiąkał na gdańskim podwórku, i tym, jakie muzyczne drogi obierał. Mazolewski jest trochę jak żywy symbol koncepcji yin i yang – nic dziwnego, że duchowe spełnienie znajdzie później w buddyzmie.
Pierwsze doświadczenia sceniczne Wojtek zbierał już jako dziecko, daleko wykraczając jednak poza to, co kojarzymy z muzyką dziecięcą. Mazolewski występował bowiem z punkowym zespołem Iwan Groźny, w którym pierwsze skrzypce (choć niedosłownie) grał jego brat Jerzy.
Text
Muzyka towarzyszyła mi od dziecka w domu. Mama słuchała Leonarda Cohena i Davida Bowie, jej brat hard rocka w stylu Deep Purple i Led Zeppelin. Od siódmego roku życia zacząłem śpiewać i występować z punkowym zespołem IG, z którym śpiewałem nieocenzurowane teksty. To, że byłem dzieckiem, miało mnie uchronić przed więzieniem za to złamanie zasad dotyczących wolności słowa. Profilaktycznie po koncercie szybko uciekałem do domu.
Wspomnienie najmłodszych lat jest o tyle istotne, o ile w bezpośredni sposób przełożyło się na całą karierę artysty. Ten w pewnym momencie pokochał dwa, pozornie zupełnie różne, gatunki – punk i jazz. Był wielkim fanem między innymi Johna Coltrane’a i jego uduchowionego, pełnego miłości przekazu oraz odwołania do ludzkiej wspólnotowości. Ale i styl życia imponował przyszłemu jazzmanowi: „Kiedy byłem małym chłopcem, chciałem być jak Jimi Hendrix czy John Coltrane. Chciałem jak oni jeździć po całym świecie i grać koncerty” – mówił w jednym z wywiadów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Wojtek Mazolewski, fot. Jacek Domański
Obrazek
wojtek_mazolewski_1fotjacekdomanski.jpg
Połączenie tych dwóch gatunków może i nie jest wcale tak zaskakujące, zważywszy, że w Gdańsku i Bydgoszczy środowiska anarchistyczne i jazzowe zaczęły się przenikać. Poszukiwania bardziej kunsztownej formy wyrazu artystycznego, wychodzącej poza punkową prostotę, brały się też z muzycznego wykształcenia (sam Mazolewski uczył się gry na kontrabasie). W ten sposób narodził się yass – ekscytująca mieszanka muzyki improwizowanej, jazzu, ostrego grania rockowego, ale i folku – w którym rodzina Mazolewskich ma swój istotny udział.
Z perspektywy czasu na najważniejszą yassową formację wyrasta Miłość Tymona Tymańskiego, u którego boku grali m.in. Leszek Możdżer, Mikołaj Trzaska i Jerzy Mazzoll, czyli starszy brat Wojtka Mazolewskiego. Zespół ten dla głównego bohatera artykułu, ale i wielu innych adeptów muzyki początku lat 90., stał się istotnym punktem odniesienia. Okazało się, że można grać w sposób niezależny, ambitny, ale trafiać do szerszej publiki. Można było być artystą w pełnym tego słowa znaczeniu, a przy okazji jeździć z koncertami po całym kraju i poza jego granicami, zarabiać pieniądze i nie godzić się na morze zgniłych kompromisów.
Malarz dźwiękowych obrazów
Zanim bez reszty oddał się muzyce, Mazolewski pokochał malarstwo. „Gazecie Wyborczej” powiedział:
Text
pod koniec podstawówki przeczytałem „Pasję życia’” i Vincent van Gogh stał się dla mnie kimś ważnym i bliskim. Postanowiłem zostać malarzem. Uznałem, że to najlepsza forma dla głębokiego przeżywania sztuki. Idolem stał się artysta, który mimo niepowodzeń podążał swoją ścieżką. Zacząłem szykować się do liceum plastycznego.
Ostatecznie jednak do tej placówki nie trafił, ponieważ… pomylił dni egzaminów. Wylądował za to w podstawowej szkole muzycznej w Gdańsku-Wrzeszczu, gdzie edukował się w klasie kontrabasu. Zaczął też współpracę z licznymi składami muzycznymi i koncertowanie. W ten sposób zleciało mu siedem lat, które na dobre przygotowały Wojtka do roli frontmana i pójścia na swoje. Nie został malarzem obrazów, za to dźwiękami malował muzyczne pejzaże, które zaprowadziły go do sal koncertowych na całym świecie.
Mazolewski za przełom uważa założenie w 1998 roku ekipy Pink Freud, do której zaprosił kolegów ze szkoły muzycznej. Stał się ich przewodnikiem, uczył improwizacji, wyznaczał kierunek. Sam zaś szlifował nie tylko grę na kontrabasie, ale i gitarze basowej. Nie chciał się jakkolwiek ograniczać.
Text
Pink Freud to był ważny moment dla mnie. Po eksperymentalnej Paralaksie to był pierwszy zespół, jaki założyłem i prowadziłem. Doświadczenia w scenie yassowej wykorzystałem do tego, żeby zrobić kolejny krok. Chciałem założyć zespół, który połączy improwizacje jazzowe z elektroniką i mocnymi bitami. I, co najważniejsze, będzie przetwarzał moje trudne doświadczenia i dzieciństwo w coś pięknego, inspirującego i pełnego energii. Trafiliśmy w swój czas i ludzi to zainteresowało.
Wydanie w 2001 roku przez Pink Freud albumu Zawijasy rozpoczęło płytowy maraton Mazolewskiego, który w przeróżnych konfiguracjach osobowych zapisał dotąd na swoim koncie już ponad dwadzieścia pięć albumów. Koresponduje to zarówno z duchem dokonań takich jazzowych mistrzów, jak John Coltrane, Albert Ayler czy Eric Dolphy, jak i twórców związanych ze sceną yassową, którzy poszczycić się mogą wieloma płytami koncertowymi i wydawnictwami będącymi efektem pojedynczych sesji nagraniowych.
Na uboczu?
Mazolewskiemu zdarzało się z przekąsem komentować, jak w Polsce przyjmowano twórczość Pink Freud czy projektu Wojtek Mazolewski Quintet (w jego ramach debiutował w 2011 roku albumem Smells Like Tape Spirit).
Text
My zawsze mieliśmy wsparcie słuchaczy mimo tego, że byliśmy pomijani czy nawet wyśmiewani przez różne media i instytucje. […] Mamy wspaniałych wiernych słuchaczy. I to dzięki ich zaangażowaniu Pink Freud i WMQ mogły od lat się rozwijać i funkcjonować. Ale nie jest tajemnicą, że w branży nas nie doceniano. […] W nieuczciwy sposób deprecjonowano to, co robimy, ale wierzyła w nas publiczność. I to doceniam.
Pewnym potwierdzeniem tych słów mógłby być fakt, że Mazolewski nigdy nie miał okazji odebrać Fryderyka. Dotyczy to zarówno projektów, które firmował swoim nazwiskiem, jak i albumów grup Pink Freud czy też Bassisters Orchestra i Tymański Yass Ensemble, w których miał również udział albo nawet je zakładał.
Płytą Mazolewskiego, która doczekała się masowej pozytywnej recepcji, jak i dobrej sprzedaży (ponad 5 tysięcy sprzedanych nośników, co w muzyce jazzowej upoważnia do tytułu złotej płyty), był datowany na 2016 rok Chaos pełen idei. Wydawnictwo odbiegało od jazzowego sznytu, na rzecz piosenkowego, ambitnego popu, w którym mieszało się wiele nurtów i inspiracji, a gościnnie śpiewali m.in. Natalia Przybysz, Justyna Święs czy Wojciech Waglewski.
Text
Słyszę to jak twórcze działanie bez ciśnienia, autentyczne, bez starań obliczonych na efekt. Raczej, chociaż zabrzmi to banalnie, wspólne, nieskrępowane zabawy muzyką, wzajemną fascynacją i inspiracją. Wszystko pod tytułem jakości przez duże „J”, bo nie występują tu muzycy przypadkowi, a każdy jeden to specjalista swojej własnej niszy
– zachwycała się recenzentka Onetu. Mirosław Pęczak w „Polityce” akcentował, że tytułowy chaos jest tylko pozorny, a całość wypada bardzo intrygująco, wystawiając płycie pięć na sześć gwiazdek.
Wspomnieć też należy o nagranym w duecie z Johnem Porterem albumie Philosophia, odchodzącym w stronę bluesa i kwaśnego rocka, który magazyny „Polityka” oraz „Tylko Rock” umieściły na liście najlepszych wydawnictw 2019 roku. Z kolei w pięć lat później ukazał się album, który Mazolewski nagrał w trakcie pandemii w warszawskim Spatifie w ramach projektu Tryp Tych Tryo, ze znamienitymi twórcami z Wielkiej Brytanii – towarzyszyli mu Tamar Osborn na flecie, saksofonie barytonowym i samplerach oraz Edward Wakili-Hick na perkusji. Improwizowane wydawnictwo Warsaw Conjunction było chyba najbliższym estetyce spiritual jazzu w jego dotychczasowej karierze. Późna jesień 2025 roku przyniosła zaś najbardziej intymny materiał Mazolewskiego, jak i konkretne plany na rok 2026:
Text
Teraz jestem skupiony i poświęcony albumowi „SOLO”, który nagrałem na kontrabasie. Z zespołem Wojtek Mazolewski Quintet wydaliśmy wspaniale przyjętą płytę „Live Spirit One” i gramy z tym koncerty na całym świecie. To jest mój working band, z którym regularnie pracuję i pcham swoją muzykę do przodu. W 2026 roku wydamy płytę poświęconą Witkacemu, którego filozofia, sztuka, malarstwo od dawna mnie inspirują. To będzie kosmiczny album. Kończę także nową płytę Pink Freud, czyli mojej najbardziej szalonej wersji. Tu eksplorujemy łączenie jazzu z elektroniką i nowinkami technicznymi. Zapowiada się pracowity i ciekawy czas!