"Skarb" zajmuje szczególne miejsce na tle powojennych komedii, pokazywał bowiem rzeczywistość tu i teraz, komentował na bieżąco ówczesne przemiany i codzienne doświadczenia polskiego społeczeństwa. Chociaż w centrum fabuły znajduje się wątek romantyczny i problemy mieszkaniowe ówczesnej Warszawy, to tytułowy "skarb" mienił się znaczeniami.
"»Skarb« okazał się skarbem, mówią warszawiacy o nowej komedii filmowej" – relacjonował korespondent "Dziennika Ludowego". Pierwsza powojenna polska komedia w reżyserii Leonarda Buczkowskiego miała swoją premierę szóstego lutego 1949 roku i szybko podbiła serca widowni. W rolach głównych występowała znana już z wcześniejszego filmu Buczkowskiego, "Zakazanych piosenek" (1946), "najmodniejsza para polskiego ekranu": Danuta Szaflarska i Jerzy Duszyński. Chociaż o zainteresowanie nowymi produkcjami po II wojnie światowej nie było trudno, to ta stosunkowo rzadko dzisiaj oglądana komedia wzbudzała szczególne poruszenie ówczesnych komentatorów. Jak szacowała Centrala Wynajmu Filmów, do 1966 roku "Skarb" obejrzało prawie dziewięć milionów widzów i widzek, tym samym popularnością ustępując jedynie "Zakazanym piosenkom", które w tym samym czasie zgromadziły w salach kinowych prawie 14 milionów osób. Warszawiacy zdobywali "Skarb": "przed Polonią kolejka, przed Atlantikiem ogon, przed Palladium awantury, przed Stylowym również nie ma porządku". Wkrótce po premierze w stolicy jeden z dziennikarzy wyrażał nadzieję, że "publiczność poznańska poskromi swój entuzjazm i uchroni tym samym bramy i kasy Bałtyku i Apollo przed grożącym im – za przykładem warszawskim – niebezpieczeństwem zniszczenia".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Plakat do filmu “Skarb”, 1948, autorzy plakatu: Włodzimierz Zakrzewski, Elżbieta Owsepian-Zakrzewska, fot. Gapla – Galeria plakatu filmowego / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny
Obrazek
skarb_p173-1000x1000.jpg
Jak zauważała dziennikarka "Expressu Wieczornego", powszechne pobudzenie to między innymi efekt intensywnej reklamy filmu w prasie, licznych zapowiedzi w radio i kolorowych plakatów rozklejanych w miastach. W archiwach można znaleźć dwa różne projekty plakatu tego filmu, które w podobny sposób starają się pobudzić wyobraźnię przyszłych widzów i koncentrować na pragnieniu znalezienia bliżej niezidentyfikowanego skarbu ukrytego przed ich wzrokiem. Pierwszy z nich zaprojektował Włodzimierz Zakrzewski, nagradzany za swoje plakaty polityczne, w tym za chyba najbardziej znany projekt "Olbrzym i zapluty karzeł reakcji" (1945). Autorem drugiego był popularny jeszcze przed wojną karykaturzysta i satyryk, Eryk Lipiński, który jako rysownik intensywnie współpracował z najważniejszymi powojennymi czasopismami. Przywołuję te dwa plakaty, bo pokazują wyraźnie najbardziej chwytliwy wątek "Skarbu", choć jednocześnie ten najmniej lubiany przez ówczesną władzę i prasowych komentatorów-moralistów, ale o tym za chwilę.
Na tle pierwszych powojennych produkcji "Skarb" zajmuje szczególne miejsce, pokazywał bowiem rzeczywistość tu i teraz, komentował tym samym na bieżąco ówczesne przemiany i codzienne doświadczenia dużej części polskiego społeczeństwa. Zdają się to potwierdzać zebrane przez "Dziennik Ludowy" opinie: "»Skarb« to film o żywych ludziach – mówi Barbara Wiśniewska, uczennica liceum. Każdy obraz tego filmu jest »na gorąco« wycięty z życia Warszawy". Nie bez powodu "w niektórych epizodach film robi takie wrażenie, jakby reżyser korzystał z notatnika zdolnego reportera" – pisał Ludomir Rubach w kolumnie "Kronika filmowa" publikowanej w "Stolicy". Znane motywy zaczerpnięte zostały bezpośrednio z powojennych felietonów Stanisława Wiecheckiego (Wiecha), jak choćby znaleziona w mieszkaniu bomba czy "mieszkanie" w szafie. Czasami nie trzeba było nawet sięgać po gazetę, by rozpoznać znaną z własnego doświadczenia scenę kolejki do łazienki we współdzielonym z wieloma lokatorami mieszkaniu. Film ujmował postaci w skrócie, nierzadko rysując je grubą kreską: "większość działających osób – to nie preteksty dla głupawego splotu zgoła bezsensownych sytuacji, lecz odwzorowane z najbliższego naszego otoczenia typy. Czasami – to typy odbite w krzywym zwierciadle. Ale niemniej – typy rzeczywiste" – pisał tuż po premierze dziennikarz "Filmu".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Skarb" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, 1948. Na zdjęciu: Ludwik Sempoliński, Jerzy Duszyński i Danuta Szaflarska., fot. Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
Kadr z filmu "Skarb" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, 1948. Na zdjęciu: Ludwik Sempoliński, Jerzy Duszyński i Danuta Szaflarska.,fot. Franciszek Kądziołka/Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
Drugi powojenny film Buczkowskiego opowiada o przygodach mieszkaniowych młodej pary Witka Konara i Krystyny Różyckiej – kierowcy miejskiego autobusu i ekspedientki w domach towarowych. Dzięki podsłuchanej w autobusie rozmowie para znajduje upragnione własne mieszkanie, które kryje jednak wiele tajemnic. Szybko okazuje się bowiem, że Witek i Krysia nie tylko muszą dzielić mieszkanie z kilkoma sublokatorami, lecz w efekcie interpretacyjnej pomyłki zostają także wplątani w sensacyjny wątek poszukiwania ukrytego skarbu, który – uwaga, tu spoiler –w końcówce filmu kładzie cały budynek w gruzach.
Chociaż w centrum fabuły znajduje się wątek romantyczny i problemy mieszkaniowe ówczesnej Warszawy, to sam obraz i jego tytuł musiał mienić się znaczeniami. "Skarb" oznaczać mógł bowiem zarówno miłość młodej pary (Witek określa swoją ukochaną żonę, Krysię, "skarbem"), jak i własne mieszkanie w zrujnowanym mieście (niezaprzeczalnie cenne i trudne do zdobycia). Bezpośrednią identyfikację ze swoją rolą podkreślała w "Filmie" kilka miesięcy przed premierą sama Danuta Szaflarska: "Rolę moją mogę »przeżywać« w całym tego słowa znaczeniu, bo tak się składa, że w życiu prywatnym od dłuższego czasu jestem w pogoni za mieszkaniem". Mieszkanie okazało się tematem na tyle gorącym, że "Skarb" właściwie "zainicjował serię filmów o kłopotach mieszkaniowych w powojennej Polsce, które stały się rozpoznawalnym lejtmotywem PRL-owskiej komedii" – pisała z perspektywy czasu Monika Talarczyk w swojej książce "PRL się śmieje! Polska komedia filmowa lat 1945–1989". Jednak jak zwracają uwagę wspomniane plakaty projektu Władysława Zakrzewskiego i Eryka Lipińskiego, to właśnie myśl o ukrytych gdzieś w ścianie budynku wartościowych przedmiotach najsilniej pobudzała wyobraźnię. Nie tylko samych bohaterów filmu, ale również jego widzów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Skarb" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, 1948. Na zdjęciu: Danuta Szaflarska., fot. Franciszek Kądziołka/Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
Kadr z filmu "Skarb" w reżyserii Leonarda Buczkowskiego, 1948. Na zdjęciu: Danuta Szaflarska., fot.Franciszek Kądziołka/Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
Premiera odbyła się zaledwie kilka miesięcy przed Zjazdem Filmowym w Wiśle w listopadzie 1949 roku, na którym przyjęto socrealizm jako obowiązującą doktrynę estetyczno-ideologiczną. "Skarb" był jednym z dwunastu filmów pełnometrażowych wyprodukowanych od końca wojny (w latach 1946–1949), które poddano wnikliwej ocenie i krytyce na tym jednym z "najbardziej ponurych wydarzeń w dziejach powojennego kina polskiego", jak po latach Zjazd określała Alina Madej. W Wiśle dostało się nie tylko "Skarbowi", fala krytyki spłynęła też między innymi na "Ostatni etap" (1947) Wandy Jakubowskiej czy "Ulicę graniczną" (1948) Aleksandra Forda. Szczególną uwagę dyskutantów przykuwały filmy osadzające fabułę we współczesności. Jednak jak pokazuje protokół z toczącej się wówczas dyskusji, nasycenie rzeczywistymi problemami i sytuacjami w przypadku "Skarbu" okazało się, mówiąc oględnie, niesatysfakcjonujące. Stanisław Albrecht, naczelny dyrektor Przedsiębiorstwa Państwowego "Film Polski", wykładał podstawowe błędy "Skarbu" w ukazaniu ówczesnych stosunków społecznych:
Text
Mogliśmy ewentualnie na obecnym etapie twórczości pogodzić się z tym, że bohaterami obrazu są wyłącznie ludzie ze środowiska drobnomieszczańskiego, ale również należało się zdobyć na ostre satyryczne ujęcie obyczajowości tego środowiska, gdy tymczasem dając komedię, a raczej komedio-farsę, daleką od realizmu w ogóle, a od realizmu socjalistycznego w szczególności, zaszliśmy (mimo naszej woli) na pozycję obrony tych cech drobnomieszczaństwa, które zwalczamy i tępimy.
Pomimo podjęcia współczesnego tematu "Skarb" wciąż tkwił w przeszłości. Niezwykle aktualny problem i zupełnie nieaktualny już sposób jego przedstawienia to dwa wątki wiodące w krytyce filmu. Nie tylko nie spełniał on nowych założeń kinematografii, ale pozostawał przykładem przedwojennej tradycji komediowej, która, jak wskazywał Tadeusz Lubelski, miała odbijać się zarówno w farsowej formie, jak i w stylu gry aktorskiej. Głównym autorem scenariusza był Ludwik Starski, który przy "Skarbie" współpracował z Romanem Niewiarowiczem, twórcą kilku przedwojennych komedii. Również sam Buczkowski miał bogaty przedwojenny dorobek filmowy, o czym wzmianki próżno jednak szukać w recenzjach "Skarbu". Na marginesie warto dodać, że nie znajdziemy w nich również samego nazwiska reżysera, który w czołówce filmu występuje, nie z własnej woli, jako Marian Leonard. To efekt trzyletniego zakazu posługiwania się prawdziwym nazwiskiem, który był karą za wykonanie w czasie wojny przez Buczkowskiego kilku krótkich filmów instruktażowych i reklamowych na zamówienie firm niemieckich.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
"Skarb" pod względem ideologicznym nie zadowalał władzy. Zamiast pokazywać wysiłek powojennej odbudowy i bohaterów przy pracy, wręcz obsesyjnie skupiał się na sferze materialnej: "W naszej komedii albo ludzie w ogóle nie pracują, albo bawią się w pracę. A czem się zajmują? Jedni szukają mieszkania, a drudzy skarbu" – podkreślał Albrecht w swoim referacie. Szczególne zaniepokojenie budziła skala zainteresowania ukrytym skarbem, bo jak to możliwe – pytano – że w filmie "tylko dwóch osób nie ogarnia gorączka złota"? O tych niezdrowych emocjach rozpisywała się po premierze również ówczesna prasa:
Text
Czy naprawdę grupa ludzi tak łatwo dałaby się otumanić, wciągnąć w psychozę poszukiwania skarbu? Przecież w tej grupie jest sumienny i spokojny inkasent Halny, rozsądna kelnerka, sprytna Malikowa? Tymczasem przez cały czas poszukiwania nie znajdziemy tam ani jednego odruchu pozytywnego, ani jedna spośród postaci, które wiedzą o "skarbie", nie przejawia odrobiny zdrowego rozsądku – cały czas rej wodzą aferzyści.
Film nie daje odpowiedzi czego właściwie szukają bohaterowie, nie zdradza również kto i w jakim celu mógł ukryć w ścianie domniemany skarb. A co najgorsze, "sprawa skarbu nie zostaje w filmie w należyty sposób rozwiązana", co podkreślała podczas komisji kwalifikacyjnej filmu Danuta Wojtyga, przedstawicielka "Filmu Polskiego". Jej zdaniem, jak notowała protokolantka, należało doprowadzić do rozczarowania poszukujących przez pokazanie, że "kuli ścianę i nic nie wykuli".
Brak morału wpisanego w zakończenie filmu pozostawiał sprawę skarbu otwartą, co mogło budzić pewne obawy w perspektywie ówczesnej "gorączki szabru", która utrzymywała się poza ekranami kin nie tylko w zburzonej Warszawie, ale przede wszystkim na tzw. Ziemiach Odzyskanych. Film jednocześnie karykaturalnie dokumentował ten szczególny moment, jak i budził obawy o możliwe podsycanie pragnień wśród kinowych widzów – choć nie znamy bezpośrednich doniesień o poszukiwaczach skarbów zainspirowanych "Skarbem", niewykluczone, że tacy byli. Znamy jednak doniesienia dziennikarzy i komentatorów, którzy w alarmującym tonie ostrzegali przed działaniem filmu na ówczesną publiczność. Taka była moc kina.