Czwarty pełnometrażowy film Stanisława Barei okazał się ostatnią kinową premierą Elżbiety Czyżewskiej przed jej wyjazdem z Polski. W momencie wejścia filmu do kin krytycy nie pozostawili na nim suchej nitki – dziś ta muzyczna widokówka (głównie z odbudowanego warszawskiego Starego Miasta) oglądana jest przez pryzmat podskórnych napięć drugiej połowy lat 60.
W ostatnich dniach grudnia, premierą "Małżeństwa z rozsądku" kinematografia polska zakończyła publiczną prezentację dorobku roku 1966. Powiedzmy sobie otwarcie – marną premierą, żałosną prezentację, lichego dorobku, feralnego roku. Niestety, sporo produktów filmowych z datą 1966 jeszcze wejdzie do rozpowszechniania
– ogłaszał i martwił się "Wieczór" 2 stycznia 1967 roku.
Uleganie sugestii tak zwanych złych wróżb jest równie irracjonalne, jak wiara w to, że będzie lepiej. Zawsze liczą się tylko fakty. Jest faktem, że kinematografia polska nowy rok swoich możliwości rozpoczęła prezentacją tworu nieudanego
– ogłaszało następnego dnia "Życie Warszawy".
"Małżeństwo z rozsądku" nie podobało się.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Stanisław Bareja na planie filmu "Małżeństwo z rozsądku", 1966, fot. Wojciech Urbanowicz / Studio Filmowe Kadr / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
Bareja Stanisław na planie filmu "Małżeństwo z rozsądku", 1966, fot. Wojciech Urbanowicz/ Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
"Nowy film Barei należy do zupełnie pozbawionego ambicji nurtu naszej komediowej twórczości filmowej, obliczonej głównie na wpływy kasowe i opóźniającej proces wychowania kulturalnego" – pisała "Trybuna Opolska". "Wszystkie współczesne próby makijażu nie mogą jednak przysłonić starego wodewilowego wzorca sprzed pół wieku" – narzekała "Gazeta Robotnicza". "Jeżeli muzyka Matuszkiewicza przypomina najbanalniejsze szlagiery Golda i Petersburskiego; jeżeli tekstów Osieckiej nie można odróżnić od płodów Własta…" – wyzłośliwiał się "Dziennik Ludowy". "Fabułka jak fabułka. Gogol by się do niej nie przyznał" – żartowała "Trybuna Ludu". "Jest to więc Warszawa z przymrużeniem oka. Może raczej samo przymrużenie oka", pisał recenzent "Stolicy", statystycznie rzecz biorąc bardziej przyjazny filmowi niż większość krytyków. Nawet tytuły recenzji zdawały układać się w konkurs złośliwości: "Tragedia z komedią" ("Trybuna Opolska", 22 I 1967), "Nagroda Złotego Jelenia" ("Trybuna Ludu", 22 I 1967,), "Kumedyja" ("Sztandar Młodych", 1–2 I 1967), "Komedia z zakalcem" ("Żołnierz Wolności", 10–12 I 1967), "Czarny dzień polskiego filmu" ("Zwierciadło", 7–12 II 1967). Nie pomagała też konkurencja: recenzentowi "Trybuny Opolskiej" (21–22 I 1967) dużo bardziej podobał się "Sublokator" Janusza Majewskiego, a co gorsza, "Małżeństwo z rozsądku" musiało walczyć o przychylność krytyki z filmem "Grunt to zdrowie" (1966) Pierre’a Etaix, twórcy, który w dyskursie rytualnego narzekania na polską komedię zastąpił nieoczekiwanie René Claira.
"Sztuka jest zwierciadłem, ale można je ustawić pod różnymi kątami" – głosi powracający kilkukrotnie w filmie żart. "Małżeństwo z rozsądku" ogląda się dziś różnie – przez nostalgię, przez symptomy i konteksty. To już "ugruntowany", ale jeszcze nie "dojrzały" Bareja (to jego czwarty film pełnometrażowy, a w międzyczasie był jeszcze serial "Kapitan Sowa na tropie"). Fabuła jest niby prosta, ale opowiadana Barejowskim półgębkiem, jakby klasyczna hollywoodzka ekspozycja zacinała się w podtekstach. Daniel Olbrychski jest Andrzejem, malarzem z poddasza; Elżbieta Czyżewska zaś Joanną, córką „prywaciarzy”, która marzy o studiach na ASP, a poza tym chodzi z niejakim Edziem (w tej roli Bohdan Łazuka), pretensjonalnym znajomym Andrzeja ze zubożałej ziemiańskiej rodziny. Rodzicom Joanny (Hanka Bielicka i Bolesław Płotnicki) zależy na wydaniu córki za mąż: odpowiedni zięć przydałby się do ukrywania dochodów "z ciuchów".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
“Małżeństwo z rozsądku”, reż. Stanisław Bareja, nz. Daniel Olbrychski i Elżbieta Czyżewska, 1966, fot. Wojciech Urbanowicz / WFDiF / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
malzenstwo_z_rozsadku_rez_bareja_1-f-361-10-1500x.jpg
Recenzenci byli bezlitośni wobec nawiązań do przedwojennej pulpy – chociaż będą równie niezadowoleni lata później przy filmach i serialach, w których Bareja będzie używał tropów awanturniczo-przebierankowych z dużo większą satyryczną brzytwą (i rozmachem). Irytowała też warstwa muzyczna – piosenek z tekstami Agnieszki Osieckiej bronił samotnie recenzent "Głosu Wielkopolskiego" (5–7 I 1967), nieprzychylny jednak samemu kinu rozrywkowemu. "Nie wiem, czy Matuszkiewicz jest dobrym kompozytorem muzyki rozrywkowej, ale wydaje mi się, że Agnieszka Osiecka jest jednym z naszych najlepszych tekściarzy – tym razem jednak miała złą passę", narzekały "Argumenty" piórem Romana Zimanda.
I właśnie w kontekście gatunku należałoby chyba postawić "Małżeństwu z rozsądku" pytanie nie tylko o jakość, lecz także o ilość, jako że numery muzyczne można (dosłownie) policzyć na palcach jednej ręki. Wśród nich jest oczywiście słynna sekwencja w sklepie meblowym, taniec głównej pary, Joanny i Andrzeja, pomiędzy "meblami z ekspozycji". To być może najbardziej samozwrotny moment w filmie, który jak w dialektycznym kołowrotku co chwilę wyśmiewa sam siebie. "Kolorowa, panoramiczna komedia muzyczna w pocztówkowych dekoracjach" sama staje się obiektem własnej satyry.
Text
[…] ten musical à la PRL odsłania coś z lakierowanej rzeczywistości małej stabilizacji – pisała Iwona Kurz w swoim portrecie Elżbiety Czyżewskiej ("Twarze w tłumie", Izabelin 2005, s. 148). – Pojawiło się w niej i odniosło niebywały sukces określenie medialne – bo pośredniczące pomiędzy różnymi rzeczywistościami – "à la", jak "Warszawa à la Paryż" lub "śledź à la łosoś". Jego funkcją jest załatanie przepaści między oczekiwaniami i tęsknotami a możliwościami. Sama jednak struktura zwrotu wskazująca na coś, co udaje, że jest czym innym, zawsze tę przepaść odsłania.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Ideologia samego filmu pozostaje podobnie dialektyczna. Małżeństwo jest tu otwarcie traktowane jako umowa ekonomiczna – a konkretnie, pralnia pieniędzy – przez wszystkich poza młodą parą. To romantyczni i nowocześni ("Dziś bardzo się zmienił świat, bo mamy już system rat") dążą do modelu stabilnej niezależności, "urządzenia się". Tymczasem wokół nich wszystko, co stałe, rozpływa się w powietrzu: to film o ruchu pieniądza (trochę nierealnego – ojciec Joanny odkopuje w jednym momencie przemokłe czy spleśniałe piętnaście tysięcy dolarów), o spekulacji, cwaniakowaniu. Ciągłym kombinowaniu, któremu Bareja poświęci większość swojej późniejszej kariery. Jednocześnie wybrzmiewa tu niechęć do sił wrogich temu kombinowaniu i obrotowi pieniędzy – vide Wojciech Pokora w roli podstępnego agenta i Bohdan Łazuka jako obślizgły kumpel, który marzy tylko o powrocie do dawnego statusu ("Jeszcze będę przy manatkach", śpiewa, być może, proroczo). I w gruncie rzeczy największą zagadką w całej para-kryminalnej intrydze filmu jest to, czemu nikt nie znacjonalizował jego irytującej cioteczki (Janina Romanówna).
Można więc oglądać "Małżeństwo z rozsądku" i jako zbiór symptomów, i samoświadomą satyrę, śledząc pęknięcia na lukrowanej/lakierowanej powierzchni. W zmęczonej krytyce status quo coś zawsze wieszczy jego koniec. W przypadku tego filmu schyłek pewnej epoki i gorycz zerwania wiąże się z postacią Elżbiety Czyżewskiej, dla której "Małżeństwo z rozsądku" okazało się ostatnią kinową premierą przed wyjazdem z Polski – kolejną będzie już "Wszystko na sprzedaż" Wajdy, powstające w atmosferze nagonki na aktorkę.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
"Małżeństwo z rozsądku", reż. Stanisław Bareja, nz. Elżbieta Czyżewska, 1966, fot. Wojciech Urbanowicz / WFDiF / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
malzenstwo_z_rozsadku_rez_bareja_1-f-361-103-1500x.jpg
Ikoniczność ma to do siebie, że przekracza, nagina czas – telewizyjną powtórką, pamiętnym fotosem, powracającym cytatem. Kiedy się jednak przyjrzeć konkretnym datom, okazuje się, że popularność Czyżewskiej jako pracującej aktorki zamknęła się tak naprawdę w kilku latach – drugi plan w "Mężu swojej żony" był początkiem kinowej kariery, "Małżeństwo z rozsądku" tego samego reżysera okazało się jej końcem. Pomiędzy tymi cezurami zdarzały się filmy z różnych rejestrów artystycznych i gatunkowych, budzący zazdrość wśród koleżanek ciąg ról, oraz dwa małżeństwa – to drugie, zawarte z amerykańskim dziennikarzem Davidem Halberstamem w 1965 roku, ściągnie na Czyżewską wrogość państwa. Choć jeszcze w tym samym roku aktorka wygrała, wraz ze Zbigniewem Cybulskim, plebiscyt "Expressu Wieczornego" na najpopularniejszych aktorów Polski Ludowej, już wtedy, po krytycznej dla rządu polskiego korespondencji Halberstama dla "The New York Times", nad Czyżewską zaczęły gromadzić się czarne chmury – skutkujące wyjazdem aktorki do Stanów Zjednoczonych w 1966 roku.
"Małżeństwo z rozsądku" jako ostatnia kinowa premiera Czyżewskiej przed emigracją nie była więc z perspektywy środowiska filmowego wielkim zaskoczeniem – przy czym ciekawe, że recenzje samego filmu milczą na temat tych kontrowersji. Ale też końce mają to do siebie, że są raczej nieforemne. Rola Joanny nie jest specjalnie rozbudowana – Bareja więcej miał aktorce do zaproponowania w "Żonie dla Australijczyka" (1963). "Małżeństwo z rozsądku" daje aktorom do zagrania raczej epizody, ale jeszcze nie tak wyraziste, jak w późniejszej twórczości reżysera. Co ciekawe, nawet jako obiekt seksualny funkcjonuje tu raczej Daniel Olbrychski – już po "Popiołach" Wajdy (1965), ale chwilę przed premierą "Boksera" Juliana Dziedziny (premiera w marcu 1967) czy "Jowity" Janusza Morgensterna (jesień tego samego roku). Andrzej w prochowcu bez spodni, w nowych obcisłych dżinsach, dziw, że nie w spódniczce. Dużo skromniej kadrowana Joanna jest świadomą kliszą (nowoczesna dziewczyna, przechadza się ulicami warszawskiej starówki z rakietą tenisową); jeśli Bareja coś tu wykorzystuje, to charakterystycznie nieprzyjemny głos Czyżewskiej, tak ironiczny, dziwny i proroczo kpiący.
- "Małżeństwo z rozsądku". Reżyseria: Stanisław Bareja. Scenariusz: Krzysztof Gruszczyński. Zdjęcia: Franciszek Kądziołka. Montaż: Krystyna Rutkowska. Muzyka: Jerzy Matuszkiewicz. Premiera: 01.01.1967.