Będąc w Polsce, tęskni za Paryżem, w Paryżu – za Polską, mimo tego, że po „przedziwnej iluminacji zachodzącego słońca” zapadła w niej właśnie stalinowska noc. Marek Beylin, biograf artystki, wiązał to z doświadczeniami wojennymi – jej żywiołowy zachwyt pewnymi aspektami Polski Ludowej nie wynikał, jego zdaniem, z krótkowzroczności czy politycznego fanatyzmu, ale był ratunkiem przed pogrążeniem się w wojennych traumach. Był konieczny, by rzeźbiarka mogła „poczuć się pełnoprawną uczestniczką rzeczywistości, by wymazać niedawne straszliwe upokorzenie człowieczeństwa”. Jeśli dla wielu artystów w międzywojniu to Paryż był pobudzającym wyobraźnię mitem, a Polska miejscem gwarantującym w miarę spokojną egzystencję, edukację i możliwość wystawiania, tak dla Szapocznikow było wręcz odwrotnie – Paryż oferował możliwości i spokój, ale to Polska, nawet za Bieruta, dawała pole do wyobraźni.
W 1952 roku, już po powrocie do Polski, Szapocznikow i Stanisławski biorą ślub i adoptują syna. Jej kariera nabiera tempa. Dostaje mieszkanie, kolejne pracownie, sprzedaje prace do publicznych kolekcji. Jak na ówczesne standardy jest majętna, porywa się nawet na burżujski luksus zatrudnienia gosposi. To jednak nic w porównaniu z konsumpcyjnymi luksusami za żelazną kurtyną. Po ledwie kilku latach w kraju Szapocznikow przy okazji krótkiego wyjazdu znów jest oczarowana Paryżem – jakby dopiero pierwszy raz postawiła w nim stopę. Uwodzi ją ten kapitalistyczny blichtr, sklepowe witryny, zapach perfum, porządna kawa na każdym kroku.
W Polsce spędza ponad dekadę i w tym czasie zdobywa także europejskie uznanie. Bierze udział w międzynarodowych sympozjach, wystawia za granicą, między innymi wchodzi w skład polskiej reprezentacji na Biennale w Wenecji w 1962 roku. Po rozpadzie małżeństwa ze Stanisławskim, oficjalnie zakończonego w roku 1958, Szapocznikow wiąże się z grafikiem Romanem Cieślewiczem, który w 1959 roku obejmuje kierownictwo artystyczne nad nowo powstałym magazynem „Ty i Ja”, a wkrótce, po wyjeździe w 1963 roku, zrobi bajeczną karierę na Zachodzie.
W kraju trzyma artystkę przede wszystkim matka. Gdy ta umiera, Szapocznikow zaczyna znowu myśleć o Paryżu. Po dekadzie Warszawa wydaje się jej ograniczająca, może być tutaj jedynie dużą rybą w małym stawie. Problem tylko, by wypływając na szersze wody, nie okazać się płotką.