Gdy długo się nie widzieli, pisali listy. Czapski dłuższe, Wajda krótsze, często podpisane wspólnie z Krystyną Zachwatowicz. Ręcznie, na maszynie, w formie pocztówki, telegramu. Malarz – z Maisons-Laffitte, reżyser – z Warszawy, Sailly pod Paryżem, Wiednia czy Berlina.
Gdy Wajda i jego żona obejrzeli wystawę Soutine’a, wysłali Czapskiemu kartkę z reprodukcją obrazu Enfant de choeur i dopiskiem: „Dziękujemy Ci za to, że jesteś! I że malujesz!”. (W późniejszym eseju Spacery po Luwrze reżyser wspomni: „Kiedyś miałem szczęście oglądać z Czapskim wystawę Bacona. Widziałem, jak potrafi patrzeć. Czapski przyglądał się z taką uwagą, że wtapiał się w obraz, jakby był jego częścią”).
Gdy Czapski otworzył urodzinową kopertę z Madrytu Czapski, znalazł w niej nie tylko kartkę z życzeniami, lecz także medalik z wizerunkiem Matki Boskiej. Z kolei przesyłka z Japonii zawierała zawinięte w srebrny papier słodycze, których ryżowego smaku nie potrafił docenić (o czym wprost napisał przyjaciołom), i lupa, której jednak nie mógł użyć, bo jego wzrok już był na nią za słaby.
Gdy Wajda podczas pracy nad Kroniką wypadków miłosnych trafił do pracowni Tadeusza Pruszkowskiego, malarza, którego Bractwo św. Łukasza nienawidziło kapistów, przepisał przyjacielowi ich wierszyk o Komitecie Paryskim:
Jest taki rodzaj pawiana,
co wielbi tylko Cézanne’a.
Jest taki rodzaj buldoga,
co wielbi tylko van Gogha.
Jest taka banda łobuzów,
co wielbią tylko Francuzów…
Gdy Czapski nie mógł już pisać, dyktował listy i przepraszał adresatów za gadulstwo. Czasem wracał do przeszłości („Ten mój pierwszy Paryż z kapistami był chyba jednym z najcięższych okresów mego życia”). Częściej zdawał relację z codzienności („Miałem jeszcze wystawę w Szwajcarii, która mi się bardzo dobrze udała finansowo, dzięki której, ale przede wszystkim dzięki Aeschlimannowi, mojemu marchandowi i przyjacielowi, mam z czego żyć”).
Ubolewał, że nie rozróżnia kolorów, a jego widzenie jest nieprzekazywalne. Za to wciąż notował w dzienniku, chociaż nie widział liter. „Uciekają mi nie tylko oczy, ale i strugi słów” – napisał w niedatowanym, więc być może ostatnim liście do przyjaciół.
***