Tatarski obóz w królewskich komnatach. „Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu”
W encyklopedii poświęconej historii tkaniny w Polsce abakany i arrasy zajęłyby miejsca na samym szczycie listy – nie tylko ze względu na alfabet, ale i rangę. Wystawa zestawiająca tapiserie gromadzone przez Zygmunta Augusta w jego królewskiej rezydencji z przestrzennymi tkaninami-rzeźbami Magdaleny Abakanowicz, które zrewolucjonizowały całą dyscyplinę, to właściwie samograj. Aż dziw, że nikt nie zrobił tego wcześniej.
By zrozumieć, dlaczego to spotkanie nie wydarzyło się na Wawelu wcześniej, musimy cofnąć się o kilka dekad, a w drodze do Sali Senatorskiej zatrzymać się na innej wystawie. Kuratorowana przez Lidię Brzyską ekspozycja A może coś innego? Współczesność na Wawelu śledzi długą historię wprowadzania do nobliwych wnętrz królewskiej rezydencji sztuki współczesnej – długą, acz owocującą dość skromną w skali kolekcją. Przez dekady na Wawelu poszukiwano właściwego sposobu na przewietrzenie zamkowych komnat i wprowadzenie w nie ducha nowoczesności.
Historię tego delikatnego uwspółcześniania królewskiej rezydencji można by podzielić na trzy rozdziały. W pierwszym akcenty nowatorskie odgrywały rolę użytkową. W sposób dosłowny, pod postacią designu – aranżacji przestrzennych i mebli projektowanych przez współczesnych twórców. Te projektowane dla wawelskich wnętrz przez Mariana Sigmunda i Adama Młodzianowskiego w latach 60., w wielu miejscach do dziś obecne i spełniające swoją funkcję, to jedne z najlepszych, choć mało znanych przekładów PRL-owskiego wzornictwa. W odróżnieniu od produkowanych masowo ikon ówczesnego designu, nie sposób znaleźć ich na internetowych grupach i portalach – to projekty szyte na miarę do konkretnych wawelskich pomieszczeń.
Także dzieła sztuki – obrazy i grafiki – początkowo pełniły na swój sposób użytkową, służebną funkcję, będąc de facto narzędziem promocyjnym. Prezentowane na wystawach organizowanych przy współpracy z ZPAP, takich jak Wawel w grafice współczesnej, były właściwie czymś w rodzaju pocztówki w wersji premium. Przedstawiały charakterystyczny zarys wawelskiego wzgórza, dziedziniec arkadowy czy historyczne obiekty z zamkowych zbiorów – jak barwny drzeworyt Zbrojownia wawelska z 1974 autorstwa Krystyny Wróblewskiej, matki Andrzeja Wróblewskiego.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Widok z wystawy „Abakanowicz. Bez reguł. arrasy i abakany na Wawelu”, Zamek Królewski na Wawelu, 2025, fot. Adam Golec, Zamek Królewski na Wawelu
Obrazek
zknw_2025-10-15_konferencja_przed_wernisazem_ag-5441.jpg
Kilka lat później strategia kolekcjonowania współczesnej sztuki zmienia się o 180 stopni. Wśród obrazów zgromadzonych w latach 80. nie znajdziemy ani widoku wawelskiego wzgórza, ani lśniącej kopuły kaplicy zygmuntowskiej czy choćby drobnego architektonicznego detalu z zamku królewskiego. Jedyny lokalny punkt zakorzenienia jest taki, że wawelska kolekcja poszerza się wówczas o prace twórczyń i twórców najczęściej związanych z Krakowem, a konkretnie II Grupą Krakowską: Jerzego Nowosielskiego, Erny Rosenstein czy Marii Jaremy. Nabywane są z myślą o zamiejscowym pokazie – galerii w filii Państwowych Zbiorów Sztuki w innym zamku, w Suchej Beskidzkiej. Plany porzucono, a Wawel został z osieroconym, skromnym zbiorem na kolejne lata.
Tak dochodzimy do rozdziału współczesnego, który otwiera Edward Dwurnik w roku 2010. Na Wawelu odbywa się wówczas wystawa malarza, a ten przy okazji darowuje do zbiorów obraz Kraków – Wawel. W kolejnych latach wawelska kolekcja poszerza się o zbiory współczesne ostrożnie. Prace kupowane są z rzadka i pozostają znacznie ciaśniej zszyte z głównym wątkiem polityki wystawienniczej zamku. Wykraczają przy tym poza ilustracyjność charakterystyczną dla prac sprzed półwiecza, zamiast wielu obrazów i grafik na ten sam temat, pojedynczy artyści wchodzą w wawelski kontekst głębiej. Kinga Nowak tworzy abstrakcyjną instalację z tafli barwionego szkła nawiązująca do Wyspiańskiego i jego ambicji przemodelowania wawelskiego wzgórza. Łukasz Stokłosa tworzy nastrojową, melancholijną wariację na temat malarstwa historycznego, które do opowiadania o losach dawnej monarchii nie potrzebuje postaci i jakiejkolwiek „akcji”, a jedynie wnętrz i przedmiotów. Marcin Maciejowski zwiedza zamkowe komnaty, ekspozycje i biura, a także sięga do własnych wspomnień, łącząc je wszystkie w artbooku Rysunki wawelskie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Widok z wystawy „Abakanowicz. Bez reguł. arrasy i abakany na Wawelu”, Zamek Królewski na Wawelu, 2025, fot. Jeremi Dobrzański, Zamek Królewski na Wawelu
Obrazek
abakanowicz_w_komnatach_7.jpg
W tym kontekście na Wawelu pojawia się wreszcie Magdalena Abakanowicz. O ile pierwszy pokaz pod hasłem Abakanowicz. Bez reguł, letnia prezentacja rzeźb artystki w Ogrodach Królewskich, był raczej malowniczym wypełniaczem programu na sezon ogórkowy, tak zderzenie abakanów z królewskimi arrasami jest już projektem znacznie ambitniejszym.
Czy abakany i arrasy z królewskiej kolekcji mają ze sobą cokolwiek wspólnego poza faktem, że jedne i drugie mieszczą się pod szerokim parasolem pojęciowym tkaniny? Dzieli je aż pół tysiąclecia, ale właśnie ten dystans pozwala zrozumieć, jak wielką rewolucję stanowiły swego czasu abakany oraz dzieła innych twórczyń i twórców polskiej szkoły tkaniny. U progu lat 60. ubiegłego wieku sposób pracy nad tkaninami przypominał bardziej metodę tkania arrasów dla polskiego króla w brukselskich warsztatach doby renesansu niż filozofię pracy Abakanowicz. Autor dostarczał więc karton – rysunkowy szkic projektu w odpowiedniej skali – a zespół tkaczy i tkaczek możliwie najwierniej odtwarzał go przy krosnach.
Przez stulecia zmieniły się oczywiście formy, tak jak projektowane przez Michiela Coxcie arrasy czerpały z doświadczeń dojrzałego włoskiego renesansu, tak nowoczesne tkaniny prezentowane na biennale w Lozannie formalnie wiele zawdzięczały modernistycznemu malarstwu. Ale nie zmieniał się podział pracy. Skonfrontowane z wybitnymi dziełami tkaniny tworzonej w ów tradycyjny sposób w złotej epoce, dzieła Abakanowicz pokazują śmiałość gestu artystki, która tkaninę potraktowała zupełnie inaczej, nie tylko odrywając ją od ściany, ale też kształtując własnoręcznie i wydobywając ekspresję samego włókna. Na tym poziomie dzieła Abakanowicz – wykorzystującej m.in. surowe sznury z sizalu, runo i końskie włosie wiązane na lnianej osnowie – zdają się buńczucznie rzucać wyzwanie eleganckim tapiseriom, utkanym z wełny i jedwabiu przeplatanego srebrnymi i złoconymi nićmi.
Mniejsze tapiserie dekorujące królewską rezydencję wędrowały i stanowiły okolicznościową oprawę dworskich uroczystości, jednak najdłuższą podróż arrasy odbyły długo po śmierci Zygmunta Augusta w dramatycznych okolicznościach. Ewakuowane z Wawelu po napaści nazistowskich Niemiec, transportowane były w pierwszych dniach wojny w ukryciu, umykając nazistowskim wojskom i przecinającym niebo myśliwcom, spławione Wisłą na niepozornym galarze węglowym, następnie załadowane na chłopskie furmanki, wreszcie wiezione autobusami i samochodem do Rumunii, skąd wyruszyły w dalszą drogę do Kanady przez porty w Marsylii i Londynie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Widok z wystawy „Abakanowicz. Bez reguł. arrasy i abakany na Wawelu”, Zamek Królewski na Wawelu, 2025, fot. Jeremi Dobrzański, Zamek Królewski na Wawelu
Obrazek
abakanowicz_w_komnatach_2.jpg
Abakany, jak większość nowoczesnych tkanin, nie powstawały z myślą o konkretnym wnętrzu. Ale w dzieła Abakanowicz nomadyczność wszyta jest jeszcze głębiej. Pochodzący z tatarskiej rodziny ojciec artystki zaszczepił w niej zainteresowanie dziejami tej gałęzi rodziny, której korzenie według opowieści Konstantego Abakanowicza sięgać miały trzynastowiecznego mongolskiego wodza Abaka-chana. Dla artystki genealogia ta urosła do rangi szczególnego mitu biograficznego. Choć przez lata pomijany przez badaczy jej twórczości, wątek tatarskiego pochodzenia – jak udowodniła niedawno Dorota Jagoda Michalska – znajdował subtelne odbicie w jej pracach. Odrywając się od płaskiej ściany, rozłożyste, przestrzenne tkaniny Abakanowicz stawały się nie tylko rodzajem miękkiej rzeźby, ale i powidokiem jurt, rozkładanych przez koczowniczy lud na kolejnych przystankach podczas wędrówki przez euroazjatyckie stepy.
W uprzestrzennieniu tkaniny można dopatrywać się świadectwa odkrywania przez artystkę tatarskich korzeni, dla którego kolekcja arrasów szesnastowiecznego władcy tworzy nieoczywisty kontekst. W końcu Tatarzy osiedlający się powoli na terenach Wielkiego Księstwa Litewskiego i Korony od XV wieku właśnie w czasach pierwszych Jagiellonów cieszyli się szczególnymi wolnościami. To nie kto inny jak Zygmunt August dwoma przywilejami z lat 1561 i 1568 nadał im prawa pod wieloma względami zrównujące Tatarów hospodarskich ze szlachtą polską. W tym kontekście quasi-jurty Abakanowicz przypominają o podstawach potęgi Rzeczpospolitej z jej złotego wieku, która manifestowała się m.in. w olśniewających zbiorach sztuki na królewskim dworze – potęgi zbudowanej na wielokulturowości i tolerancji.
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Niełatwo dziś dobrze pokazać abakany. W całej ich historii bodaj najlepiej charakter przestrzennych tkanin polskiej artystki wydobyła nie żadna wielka muzealna retrospektywa, a krótki film Abakany z 1970 roku, w reżyserii Jarosława Brzozowskiego (ukończony po jego śmierci przez Kazimierza Muchę), z muzyką Bogusława Schaeffera. Znajdziemy w nim zapadający na długo w pamięć obraz tkanin wynoszonych niemal jak w religijnej procesji na wydmy Słowińskiego Parku Narodowego, gdzie ustawione pod gołym niebem delikatnie poruszają się na wietrze i, jak wskazywała Michalska, ujawniają swoje nomadyczne konotacje z pustynno-stepowymi krajobrazami wypełniającymi wyobraźnię artystki od dzieciństwa.
W muzealnych wnętrzach dzieła Abakanowicz stają się nieruchome, wręcz spetryfikowane. Gdybyśmy chcieli ich dotknąć, wejść pomiędzy fałdy materiału i skryć się w nich na moment – zgodnie z intencją artystki – przyprawilibyśmy zapewne osoby pilnujące o palpitacje serca, a wystawę opuszczalibyśmy wzięci za fraki przez ochronę. Ale choć pozostaje jedynie podziwiać je z lekkiego dystansu, abakany w niecodziennych przestrzeniach królewskiej rezydencji zdają się ożywać niemal tak, jak w piaszczystym nadmorskim pejzażu i ujawniają całe bogactwo znaczeń. I choć dotknąć możemy jedynie przygotowanych próbek materiałów (zarówno abakanów, jak i arrasów, co warto docenić), przyglądanie się subtelnym niciom porozumienia między tkaninami oddzielonymi setkami lat historii okazuje się równie satysfakcjonujące.
Abakanowicz. Bez reguł. Arrasy i abakany na Wawelu
17.10.2025 – 6.01.2026
zespół kuratorski: Bogumiła Wiśniewska, Natalia Koziara-Ochęduszko, Andrzej Szczepaniak
Zamek Królewski na Wawelu