Ponownie zaglądam do starych dokumentów z procesu Filomatów i Filaretów, czytam wspomnienia, dzienniki korespondencyjne. I wydarzenia sprzed dwustu lat stają się kolorowym szkiełkiem, przez które obserwuję teraźniejszość.
Kiedy piszę te zdania, w Mińsku aresztują studentów. Czytam, że kiedy opuszczają okryty ponurą sławą areszt tymczasowy na ulicy Okrestina, czekają na nich ludzie. Witają oklaskami. Wręczają kwiaty. Czytam, co mówią ich rodzice: a niech wyrzucą mojego syna z uczelni, to uczciwy człowiek…
Filomaci i filareci: Tomasz Zan, Ignacy Domejko, Adam Mickiewicz, Antoni Edward Odyniec, Jan Czeczot, obraz z 1899, fot. Wikimedia Commons
I wspominam wieczór poprzedzający zesłanie Tomasza Zana. Do jego mieszkania, gdzie przyjaciele pomagają mu przygotować się do drogi, zaczynają przybywać mieszkańcy Wilna. Żeby po raz ostatni posłuchać pieśni Filomatów. Objąć drogiego im człowieka (Zan był niezwykle popularny w Wilnie), podarować jakiś drobiazg na pamiątkę, pożyczyć książkę, pieniądze.
Mikołaj Malinowski, przyszły historyk i archiwista, wspomina, jak nieoczekiwanie uwolniono go z aresztu. I ruszył. Ale dokąd? Dokąd pójść, kiedy nikt na ciebie nie czeka. Twojej rodziny nie ma tu, w Wilnie – jest w Winnicy. Kiedy przechodzi obok apteki Gutta, pani Gutt nagle otwiera drzwi i widzi młodego mężczyznę, który kiedyś zabiegał o względy jej córki. Unosząc dłonie i płacząc z radości, zaprasza go do domu.