W nowej perspektywie artystki pozostające dotąd w cieniu postaci Ernsta, Dalego czy Magritte'a, od Toyen i Remedios Varo po Ernę Rosenstein, stały się pierwszoplanowymi bohaterkami opowieści, a skoncentrowana na Paryżu perspektywa rozszerzyła się na kilka kontynentów. Równie ważnymi jak Francja ośrodkami okazały się Syria, Meksyk, Haiti, Japonia, Egipt czy Polinezja. Ta zmiana z jednej strony nie jest niczym nowym – proces reinterpretacji artystycznego kanonu nowoczesności i wychodzenia poza zachodniocentryczną perspektywę trwa już od dobrych kilkunastu lat. W Polsce, która po kilku dekadach funkcjonowania po wschodniej stronie żelaznej kurtyny również pozostawała na marginesach globalnego dyskursu, potrzebę wyjścia poza logikę centrów i peryferii dostrzegał wyraźnie i opisał Piotr Piotrowski. Postulowana przez niego w 2009 roku horyzontalna historia sztuki, wyczulona na równoległość artystycznych zjawisk i znaczenie lokalnej specyfiki społeczno-polityczno-kulturowej dla ich rozwoju, dziś staje się faktem. Surrealizm jest jednak na tym tle wyjątkowy – jako nurt nie tylko dający się zobaczyć na nowo w szerszej niż dotąd perspektywie, ale ruch ze swej natury antykolonialny. Jako pierwszy rozdział w historii sztuki nowoczesnej, w który dekolonialna optyka wpisana jest od samego początku.
Dlatego też wspomnianą wystawę "Surrealizm Beyond Borders" otwierała powiększona grafika "Świat w czasach surrealistów" – zamieszczona w 1929 roku na łamach czasopisma "Variétés" mapa świata nijak nie przypominająca tych znanych z klasycznych atlasów. Kraje globalnej Północy uległy w niej skurczeniu, a w samym centrum znalazły się wyspy Pacyfiku. Warszawską wystawę otwiera z kolei praca współczesna, choć związana z innym dwudziestowiecznym magazynem. "Madame MMMorpgologie" kolektywu Slavs and Tatars to "ożywiony" tom azerbejdżańskiego magazynu satyrycznego "Molla Nasreddin", mrugający do widza cyklopim okiem. Magazyn odnosił się do wszystkich tych kwestii, które ważne są dla dzisiejszej dyskusji nad surrealizmem – od piętna kolonializmu, przez kwestie równości płciowej, po splot lokalnej tradycji z nowoczesnością. Co zaskakujące, nie odnosi się do nich jednak głębiej sama wystawa.