W 2005 roku otrzymał dyplom z malarstwa w pracowni prof. Leszka Misiaka w krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych. Jest autorem scenografii do opartego na sztuce Lionela Spychera spektaklu Pit-Bull w reżyserii Arkadiusza Tworusa, wystawionego w warszawskim Teatrze Rozmaitości. Od 2004 roku współpracuje z Fundacją Galerii Foksal. Mieszka i pracuje w Krakowie. Jego prace znajdują się m.in. w kolekcji Małopolskiej Fundacji Kultury "Znaki Czasu".
Jakub Julian Ziółkowski, "Bez tytułu", 2010, fot. dzięki uprzejmości artysty
Jakub Julian Ziółkowski ukończył krakowską Akademię mającą opinię bardzo konserwatywnej uczelni. Gatunki malarstwa, jakie uprawia, także zaliczają się do tradycyjnych: pejzaże, martwe natury, portrety, akty. Mimo tych pozornych anachronizmów twórczość Ziółkowskiego podejmuje wyraźny dialog zarówno z postawą akademickich wykładowców, jak i wcześniejszą formacją malarzy, którzy pojawili się na scenie artystycznej w okolicach roku 2000. Ziółkowskiego nie interesuje zastana rzeczywistość, ani świat przetworzony w mediach. Sztukę rozumie jako autonomiczną sferę nasyconą własnymi kodami i motywami, bogatą w gotowe do użycia stylistyki. Autonomiczna przestrzeń sztuki łączy się w jego pracach z wyobraźnią i podświadomością. Artysta szuka inspiracji nie na zewnątrz, ale we własnej głowie.
Jest to pomieszanie skojarzeń z improwizacją, wszystko to wygląda jak wywoływanie ducha z płótna, a myśli biegają zapewne bardzo kolorowymi torami. Nie korzystam ze zdjęć, nie maluję z natury. W takich przypadkach mówi się banalnie: 'malowanie z głowy', ja jeszcze dodam, że malowanie jest jej wentylacją."
Ziółkowski zaczynał od rysowania, a jego ulubionym formatem była kartka A4. Otrzymał w prezencie jeszcze przed studiami kilka tysięcy sztuk takiego papieru. Papier był stary, pożółkły, mięsisty. Przez wiele lat artysta rysował na nim ołówkiem i tuszem, potem zaczął używać farb olejnych i płócien. Siłą przyzwyczajenia starał się upodobnić kolor gruntu do barwy starego papieru, robił je w odcieniach kremu, stosował przecierki w celu postarzenia obrazu.
W pracach Ziółkowskiego można się doszukać echa nadrealizmu, ekspresjonizmu, abstrakcji, konstruktywizmu, kubizmu, op-artu, sztuki orientalnej, a także konwencji komiksowej. Ten rozbudowany eklektyzm mocno spaja fantazja artysty, dla którego najważniejszym odniesieniem są jego własne obrazy. Ziółkowski wydaje się prowadzić nieustanny dialog z własnym malarstwem. Buduje w nim szczególny mikrokosmos, który jest daleki od świata zewnętrznego, realnego. Tworzone przez niego wizje odsyłają widzów raczej do rewirów marzeń, snów, pragnień, podświadomych lęków, niepokojów.
Odkąd zacząłem malować, miałem jakieś wewnętrzne przekonanie, że w malarstwie akademickim, realistycznym, tkwi kłamstwo, że wszystko, co widzą moje oczy, to dzban, który dopiero po rozbiciu pokazuje swoją zawartość.
Prace Ziółkowskiego z wdziękiem odwołują się do stylistyk znanych z historii sztuki. Na niektórych ("Dwie głowy") rozwibrowane, nasycone barwami kompozycje wyłaniające się z organicznych form przywodzą na myśl obrazy Kandinsky'ego. Na innych widać wyraźnie zachwyt nad Andrzejem Wróblewskim czy Mondrianem ("Postrzał"). Sam artysta mówi o wpływie, jaki wywarli na niego w młodości Witkacy i Bruno Schulz, i rzeczywiście może najbardziej wyczuwa się w jego pracach klimat Sklepów cynamonowych.
Na obrazach Ziółkowskiego formy przedstawiające łączą się zupełnie bezkolizyjnie z abstrakcyjnymi. Tajemnicze krajobrazy porastają fantastyczne rośliny, wśród których pełzają najrozmaitsze insekty i kryją się postaci, jak z Boscha ("Zachłanny władca", 2006) lub Ensora. Czasami artysta przewrotnie ukrywa przed okiem widza namalowany motyw, jak w obrazie "Duch" (2006), gdzie pod zamalowaną na zielono powierzchnią, przypominającą źdźbła trawy, kryje się czyjaś twarz. Bujna roślinność rozpełzająca się na wielu obrazach Ziółkowskiego to być może echo wrażeń z podróży do Brazylii, gdzie artysta miał pierwszy kontakt z prawdziwą, dziką przyrodą. Podobnie wątki orientalne pojawiły się po wyprawie do Chin ("Różowa kobieta").
Strategia "zarastania" widoczna na jego obrazach pojawiła się na początku lat 2000, gdy artysta wprowadził na płótna niezwykle płodną roślinę, którą nazwał "nogami ogrodnika". Zestawiając jego obrazy z różnych okresów można prześledzić rozwój tej tajemniczej rośliny. Na początku były to doniczki z zielenią, potem ożywiona przyroda zaczęła żyć własnym życiem i ewoluować na płótnach, a w jej pędach pojawiły się m.in. gniazda dla owadów i ludzi.
Na płótnach Ziółkowskiego aż kipi od detali i szczegółów, panuje na nich swoisty horror vacui. Przypominają one gęste struktury z rozbudowanymi narracjami rozwijającymi się, jak szkatułkowe opowieści. Na pierwszy rzut oka wydają się królestwem chaosu, ale szybko ujawniają swój szczególny porządek, zaczynają się układać w konstelacje, logiczne ciągi narracji w narracji.
Mam zamiłowanie do małego formatu, miniaturowego modułu, do wymownych detali. Jest to wynikiem wielu czynników, o których nie da się w kilku zdaniach napisać. Jeszcze na studiach dokonałem 'radykalnego przeskalowania'. Było to wynikiem pracy na ogromnych ilościach miniaturowych obrazów o formacie 13 x 16 cm. Przeskalowałem wówczas wszystko, cały swój świat. Następnie zmieniając format płótna na większy zachowałem małą skalę przedstawianych elementów i nagle obok dużej doniczki z kaktusem wyrastał mały człowiek albo drzewo, potem wszystko zarosło trawą i żywą tkanką, pojawił się 'robak'.
Robaki czy owady to u Ziółkowskiego przede wszystkim metafora, która często zastępuje postać człowieka.
Owad (na równi z człowiekiem) jest bohaterem akcji wielu obrazów, jako symbol brzydoty i zapowiedzi nieszczęścia naciera na rozłożysty piękny kwiat dziewictwa i naiwności; uderza na tętniące serce, albo zwija się w kłębek i wciska między pulsujące fałdy kory mózgowej, a wywija się uchem. W nowym obrazie owady ciągną trumny na pole bitwy, służą jako stół, koń, odbierają poród, zniecierpliwione nowej dostawy towaru spacerują po cmentarzu, jednego niebieskiego wysłałem (bez powodu, ale dla przykładu) na szubienicę. Jako główny sędzia, reżyser i Pan ich egzystencji traktuję owady i wszystkie inne elementy jak ekipę aktorów, która ma określoną scenę do odegrania na tle wymalowanej scenografii.
Odrębną kategorię w twórczości Ziółkowskiego stanowią prace przedstawiające motywy aktów. Ciało ludzkie widziane jest tu z perspektywy atlasu anatomicznego, z zaznaczonymi arteriami tętnic i żył, czasami otwarte w waginalne formy. Ziółkowski maluje też serca wypełnione barwnymi plamami emocji ("Serce", 2006). Często powracającym tematem jego prac jest głowa.
Od dawna – wspomina Ziółkowski – powtarza się motyw głowy. Często otwieram głowę i badam ten pulsujący wielki generator, wielką niewiadomą. Stabilnym tematem jest osobliwa martwa natura i człowiek; studium ciała, w którym skóra nie stanowi bariery, staram się przez nią przenikać i inscenizować to, co może być w środku, przyglądam się wewnętrznym kolorom, określam 'ducha'. Powtarza się portret oraz wariacje na temat wszystkich części ciała."
Na wystawie "Demi volte" (2007) można było po raz pierwszy obejrzeć rzeźby Ziółkowskiego, który przeniósł w trzeci wymiar niektóre elementy ze swoich obrazów. Pojawiły się tam surrealistyczne przedmioty wycięte z lśniącego pleksi i drewniane machiny, a także zagadkowe portrety.
W 2009 roku Ziółkowski był jednym z 50 artystów z 25 krajów, biorących udział w pierwszej edycji The Generational Triennale zatytułowanej "Younger Than Jesus". Wystawa zaprezentowała prace twórców urodzonych po 1976 roku. Oprócz Ziółkowskiego z Polski zostali zaproszeni Anna Molska oraz Wojciech Bąkowski.
W 2013 odbyła się pierwsza indywidualna wystawa Jakuba Juliana Ziółkowskiego w Hauser & Wirth w Zurychu zatytułowana "Raw Thoughts". Oprócz obrazów, ekspoycja uwględniała asymetryczne drewniane postumenty, które prezentowały rzeźby małego formatu, stworzone przez artystę oraz obrazy zawieszone na linii wzroku. Przypominające makiety scenografie, zostały ułożone według różnych tematów, takich jak alergia, dieta czy autoportret.