Pytani o to, czego szukają na scenariuszowym rynku, polscy producenci mówią jednym głosem: dobrej komedii. Zarówno na rynku kinowych fabuł, jak i serialowych konceptów komedia jest towarem szybkozbywalnym i upragnionym. To właśnie w poszukiwaniu komediowych pomysłów polski Canal+ przed rokiem zarzucał sieci na rynku młodych scenarzystów, organizując warsztaty Canal+ Series Lab poświęcone wyłącznie komediowym formatom we wczesnej fazie rozwoju.
Dla producentów z wielkiego i małego ekranu komedia wydaje się bezpiecznym towarem. Łatwo znaleźć inwestorów, którzy uwierzą w przyszłe zyski z eksploatacji filmu, stworzyć strategię promocyjną, a także pozyskać dystrybutora, który zdecyduje się włożyć pieniądze w produkcję i promocję, mając świadomość, że przyciągnie do kin odpowiednio liczną publiczność. Telewizyjnych decydentów przekonują też koszty realizacji – bo serialowa komedia w przeciwieństwie do produkcji dramatycznych jest tańsza niż pełnokrwisty kryminał czy serial sensacyjny.
Ale czy rzeczywiście komedia jest tak bezpieczną inwestycją? Ta kinowa – niekoniecznie. Przekonują o tym wyniki finansowe filmów produkowanych nad Wisłą w ostatniej dekadzie. O ile bowiem komedia romantyczna regularnie nadaje ton polskiemu box office, o tyle komedia jako taka ma mniejszą siłę rażenia.
Wprawdzie w 2019 roku na czele polskiego rankingu popularności znalazł się "Miszmasz, czyli Kogel Mogel 3", który przyciągnął do kin 2,4 miliona widzów, ale jego sukces był raczej ewenementem niż potwierdzeniem tezy o popularności komedii jako takiej. W latach wcześniejszych rankingiem kinowej popularności rządziły komedie romantyczne: w 2018 roku w pierwszej dziesiątce najlepiej oglądanych filmów znalazły się aż 4 rom-komy, a w latach 2017 i 2016 – po trzy romantyczne komedie.
Franczyza i cała reszta