Jest wreszcie i on – Tomasz Karolak. O ile pozostałe typy bohaterów grane są przez różnych aktorów, o tyle Karolak jest tylko jeden. W ostatnich dwóch dekadach stał się on dla polskiej komedii tym, czym "Kevin sam w domu" dla polskich świąt – nieco irytującym, ale niezbędnym elementem tradycji. Bez Karolaka nie byłoby współczesnej nadwiślańskiej komedii romantycznej. Dość powiedzieć, że tylko w 2018 roku na kinowe ekrany trafiły cztery romantyczne komedie z jego udziałem.
Z jego diastemą, okrągłą twarzą i sylwetką, która nie próbuje być idealna, Karolak jest symbolem polskiej męskości. Nie tej wyobrażonej i idealnej, ale męskości przaśno-prawdziwej. O jego znaczeniu dla polskiej komedii pisała niedawno Katarzyna Czajka-Kominiarczuk, autorka bloga ZwierzPopkulturalny, słusznie wskazując, że Karolak stał się w polskim kom-romie reprezentantem męskiego widza.
Bo choć komedia romantyczna jest gatunkiem skrojonym głównie pod potrzeby kobiecej publiczności, aby mogła odnieść duży kasowy sukces, także męska część publiczności musi odnaleźć w niej swoje odbicie. I tu na scenę wkracza Tomasz Karolak. Zwykle gra przyjaciela głównego bohatera, rubasznego doradcę z pulą szowinistycznych poglądów, podstarzałego Piotrusia Pana z dużą dozą pewności siebie. Nie jest idealny, ale jakimś trafem nie przeszkadza mu to ani w erotycznych podbojach, ani w odnoszeniu życiowych sukcesów.
Playboye polskiej komedii romantycznej się zmieniają: Pawła Deląga i Piotra Adamczyka zastępują kolejno Maciej Stuhr i Zakościelny, Mikołaj Roznerski, Piotr Stramowski i Bartosz Gelner, a tymczasem Karolak przeżywa ich wszystkich. Widać ideały się zmieniają, a męska fantazja o kumplu z sąsiedztwa zawsze pozostaje tak samo potrzebna. Czego dowodem jest również kariera Pawła Domagały, aktora obdarzonego porównywalnym do Karolaka komediowym zmysłem i specjalizującego się w sprzedawaniu ekranowej niedoskonałości.
Wszystko na sprzedaż