I kina w zasadzie nie było, a na pewno nie w takim wymiarze, na jakim zależało reżyserowi. Co stanęło na drodze realizacji wymarzonego filmu Wajdy? Komisja Ocen Scenariuszowych, która obradowała w sprawie "Bram raju" 7 czerwca 1963 roku. Na posiedzeniu wysunięto kilka kwestii, które w rezultacie uniemożliwiły powstanie produkcji w Polsce. Były to: niezgodność projektu z linią programową "Kamery", która składała wniosek (zespół miał zajmować się tematyką współczesną), nieprzekładalność języka scenariusza na język filmu, dominująca w tekście filozofia pesymizmu oraz niezawarta w protokole, lecz sformułowana później przez Jerzego Toeplitza obawa o naruszenie "pewnych ustalonych kanonów moralności, do których przywykło społeczeństwo" (mowa o miłości homoseksualnej). Nieudzielenie poparcia musiało być dla Wajdy ciosem, gdyż w eksplikacji reżyserskiej do scenariusza czytamy (cyt. za fina.gov.pl):
Ta poetycka i dramatyczna opowieść, w której uczucia i namiętności, powiększone i nieokiełznane, prowadzą bohaterów na skraj przepaści – jest mi szczególnie bliska i stanowi naturalną kontynuację moich zainteresowań [...]. Niekończący się pochód dzieci, przez ogromne pola i lasy, skąpość rekwizytów i kostiumów oddala ten film od seryjnej produkcji historycznych obrazów, zbliżając go do prawdziwie nowoczesnych problemów kina współczesnego. Odległa, jakby wyjęta ze starych kronik, opowieść, tak odległa, że prawie baśniowa, to temat piękny i myślę, że przez to samo godny realizacji.
"Bramy raju" w reżyserii Wajdy co prawda trafiły na ekran w czerwcu 1968 roku, ale była to koprodukcja brytyjsko-jugosłowiańska, do której twórca odniósł się z dystansem:
Najtańsza produkcja filmowa w tym czasie była w Jugosławii, która dysponowała bardzo profesjonalnymi środkami. Umieściliśmy się tam na prace, ale to spowodowało, że trzeba było mówić po angielsku, aktorzy angielscy, ekipa zbierana, tylko operator polski – Mieczysław Jahoda. I ja w tym wszystkim bardzo zagubiony. Poetycki, wspaniale napisany tekst, nie rymuje się dobrze z filmem. Pięknie się go czyta, ale do oglądania potrzebne są sytuacje. [...] Co mi z tego, że słońce świeci, że jestem w scenerii podobnej do średniowiecznej Europy, mury i wszystko inne mam, skoro ucieka mi główny temat?!
Nawet dodatkowe sceny i dialogi dopisywane przez Andrzejewskiego na bieżąco na niewiele się zdały. Recenzenci również byli bezlitośni. Claude Michel Cluny napisał w "Cinéma 79", że obraz filmowy "nie doścignął niestety ani mocy, ani twardej wspaniałości książki", z kolei Bolesław Michałek w wydanej w Londynie publikacji "The Cinema of Andrzej Wajda" uznał, że "filmowi brak jest wyraźnej linii i może dlatego narracja jest chwiejna, zatrzymuje się" (oba cytaty za: "Wajda. Filmy", Warszawa 1996).
Bez przerwy