Katar sienny, uściślijmy, więc wątku epidemiologicznego tu nie ma (choć pierwotnie powieść miała nazywać się "Grypa"). Jest za to seria tajemniczych zgonów pośród turystów w Neapolu i prywatne śledztwo prowadzone w tej sprawie przez emerytowanego kosmonautę. Inspiracją dla stworzenia tego bohatera była dla Lema lektura opublikowanego w "New York Timesie" wywiadu z Buzzem Aldrinem, "drugim człowiekiem na księżycu". Opowiadał w nim o bolączkach związanych z uczuciem, że najważniejsze, co go mogło spotkać w życiu, ma już za sobą.
Pomysł jednak znacznie wyewoluował i otrzymujemy coś na kształt kryminału, choć nie jest to klasyczna narracja detektywistyczna, prowadząca nas po nitce do kłębka, aż poznamy odpowiedź na pytanie "kto zabił?".
Niewiele tu też science fiction. Lem umieścił akcję w bliskiej przyszłości, zawarł tu swoje rozważania nad tym, jak zmieni się świat w nadchodzących latach 80. Gdyby jednak podmienić kilka rekwizytów i historycznych szczegółów (wciąż czekamy na załogową misję na Marsa), to można by odnieść wrażenie, że została napisana w ostatnim dziesięcioleciu, a nie w 1975 roku.
Znaczna część powieści rozgrywa się w obiektach, które francuski antropolog Marc Augé nazwał "nie-miejscami", czyli w bezosobowych przestrzeniach hipernowoczesnego świata: w sieciowych hotelach, takich samych pod każdą szerokością geograficzną, na lotniskach, autostradach i stacjach benzynowych. Do tego ujemne skutki globalizacji ("Powstaje ta […] globalna wioska, tyle że rozpołowiona. Biedniejsza połowa się męczy, a bogatsza importuje te męki telewizją i współczuje im zdalnie"), eskalacja międzynarodowego terroryzmu ("Nowozelandzki turysta chcąc zaprotestować przeciw porwaniu w Boliwii australijskiego dyplomaty, usiłował porwać w Helsinkach czarterową maszynę z pielgrzymami do Watykanu"), masowa turystyka, powszechna farmakologizacja. Brzmi znajomo?
Jerzy Ambroziewicz – "Zaraza"