Stanisław Rembek, “W polu” (1937)
Żołnierze polscy w okopie podczas wojny polsko-bolszewickiej 1919-1920. Źródło: NAC
Jak wiadomo odzyskanie niepodległości w listopadzie 1918 roku bynajmniej nie zakończyło działań wojennych na polskich granicach. Już niedługo przyszedł generalny test polskiego państwa w postaci wojny polsko-bolszewickiej – test zdany, który pokazał wielką determinację i poświęcenie obywateli młodego państwa (o czym nie zawsze pamiętamy, mając przed oczami jedynie najbardziej dramatyczne momenty, jak ten w postaci choćby Bitwy Warszawskiej – oby nie w wersji znanej z obrazu Jerzego Kossaka). Tymczasem wojna ta trwała długo (od lutego 1919 do października 1920), obfitowała w różne dramatyczne zwroty akcji i okupiona została wielkim wysiłkiem i ofiarami.
Jeden z najtrudniejszych jej momentów stał się tematem powieści “W polu” Stanisława Rembeka (1901–1985). Autor – kanonier 10. Kaniowskiego Pułku Artylerii Lekkiej, uczestnik bitew pod Dźwiną, Zamościem i Warszawą – znał temat z pierwszej ręki. Akcja jego książki w całości toczy się w okopach i na polu walki, na froncie północnym (obszar dzisiejszej Litwy i Białorusi) w momencie zawiązania się bolszewickiej ofensywy gen. Tuchaczewskiego, zakończonej odwrotem polskiego wojska – i całkowitym zniszczeniem 7. Kompanii, której losy pokazuje Rembek.
Autor połączył tu powieść społeczno-psychologiczną – jej główny motyw stanowi tajemnicza śmierć kaprala Górnego i jej fatalny wpływ na morale i psychikę kolegów – z narracją batalistyczną. Dzięki tej ostatniej wiemy dokładnie, jak wyglądało życie w okopach – w głodzie, brudzie i chłodzie, a także mordercza walka na bagnety i granaty – w błocie.
Za sprawą realistycznej narracji poznajemy niejako od środka polską armię, na którą – jak się okazuje – w przeważającej mierze składają się obywatele pochodzenia chłopskiego. I to im – zdaje się mówić Rembek – ofiarnie broniącym swojej ziemi zawdzięczała Polska ostateczne zwycięstwo w tej wojnie.
Autor portretuje żołnierzy, pokazując ich dialekt (“My, panie szefie, poszli wczoraj na odwieczerz, nawet już było kole północka, w szóści – źle mówię – w siódmi, aż tu bolszewik…”), a także niesnaski klasowe tlące się w szeregach. Są też żołnierskie dialogi i żarty (“Co to jest? Nie je, nie pije, chodzi i bije? – Polski żołnierz”), a także interesujące historyczne (i humorystyczne) ciekawostki: polscy żołnierze śpiewają na froncie bolszewickie piosenki, a bolszewik wzięty w niewolę broni się mówiąc: “Ja nikagda, pany, was nie strielał”.
Inne: Wojnie polsko–bolszewickiej poświęcona jest także debiutancka powieść Rembeka “Nagan” (1928), a także powieść Andrzeja Struga “Pokolenie Marka Świdy” (1925). Jednak w poszukiwaniu najmocniejszych obrazów wojny polsko–bolszewickiej warto zajrzeć do książki Isroela Rabona “Ulica”. Ta napisana w jidysz modernistyczna powieść, której akcja toczy się na przestrzeni kilku dni w Łodzi na początku lat 20., zawiera wręcz niesamowite, wizyjne sceny (czy wydarzyły się naprawdę? czy to tylko koszmarny sen bohatera?), które w natężeniu makabry i okrucieństwa, ale też niezwykłej symboliki, mogłyby spokojnie znaleźć się w kanonie światowej literatury wojennej.