Malczewski prowadził więc świadomą grę z sielankową konwencją, którą w bardziej schematycznym wydaniu reanimowali w międzywojniu twórcy reprezentujący ówczesny nowy klasycyzm, podlany lekką stylizacją postkubistyczną, a niekiedy ludową. Należeli do nich zwłaszcza członkowie grupy Rytm, jak Eugeniusz Zak i Wacław Borowski. U Zaka niemal pocztówkowe arkadyjskie scenki rozgrywają się pośród wzgórz, skał i niekiedy egzotycznych drzew, w sceneriach zupełnie wyimaginowanych, ni to rodzimych, ni to włoskich czy prowansalskich. To "świat bezindywidualny, symbole bez nazwy, ucieleśnienie marzenia o jakimś życiu wegetacyjnym, którego jednym mianownikiem jest wszechobejmująca harmonia", jak jeszcze w międzywojniu pisała Stefania Zahorska.
Rytmistom (przy całym synkretyzmie postaw członków grupy nieposiadającej założeń programowych) zarzucano, że w swojej wyrafinowanej wizji tracą wszelki kontakt z rzeczywistością nowoczesnego świata, "z życiem współczesnym, które wre codziennie na ulicy", jak pisał w 1936 roku Mieczysław Wallis. Malczewski, choć również ostrożnie inkorporujący do swojej twórczości zdobycze awangardowych ruchów, w tym zakresie szedł o krok dalej. Idealizował i tworzył fikcję, ale jednak silnie osadzoną w rzeczywistości nowego zindustrializowanego krajobrazu. Rozdźwięk między arkadyjską sielanką a fascynacją nowoczesnością, przemysłem, pędem i hałasem w jego obrazach przeistacza się w ich współistnienie, wybór między jedną a drugą ścieżką okazuje się alternatywą z gruntu fałszywą. Dwie siły – naturalny pejzaż i przemysłowa cywilizacja – oddziałują na siebie nawzajem. Zdobycze ery industrialnej wdzierają się w krajobraz łąk i lasów, szeroka perspektywa krajobrazowa z kolei niejako wycisza zdobycze technologii. Kolej żelazna przestaje być czymś na kształt buchającej parą mitycznej bestii, zamienia się w pudełkowaty sznur niemal zabawkowych wagoników, które spokojnie toczą się pomiędzy tatrzańskimi szczytami. W zestawieniu z ich masywami pęd pociągu przestaje być tak imponujący.
Wallis owo odklejenie Rytmistów od współczesności podkreślał aż nadto, pytając: "Co ma wspólnego »Sielanka« Zaka z łodzią podwodną, »Madonna« Roguskiego – z teorią Einsteina, grafika Skoczylasa z nowymi dążeniami państwowymi Polski?". U Malczewskiego co prawda też nie znajdziemy ani łodzi podwodnych, ani Einsteina, ale bliższe codziennemu doświadczeniu widoki torów kolejowych, fabryk czy rurociągów wgryzających się w naturalny krajobraz – jak najbardziej. Choć nie kontynuował bezpośrednio drogi artystycznej ojca, jako nieodrodny syn Jacka Malczewskiego od kwestii polskości zresztą także się nie uwolnił.