Architekt a konstruktor. Dzięki komu budynki stoją?
Przywykliśmy uważać, że to architekci odpowiadają za wyraz estetyczny, formę i kształt budynku, to tylko ich wyobraźni i zdolnościom zawdzięczamy spektakularne bryły muzeów, szklane drapacze chmur, efektowne domy. Tymczasem bez konstruktorów i inżynierów żaden z takich obiektów nie mógłby powstać.
Kiedy projektowaliśmy wspólnie wieżowce w kształcie spirali, Wacław zaproponował trójkątne kondygnacje, kolejno skręcane wzdłuż pionowego trzonu. Ja byłem zdania, żeby raczej stosować rzuty prostokątne, lepsze dla rozwiązań funkcjonalnych. Na to Wacław powiedział: »ale prostokąty nie będą wyglądały tak ładnie, jak trójkąty...«. Oczywiście uległem
– to wspomnienie o konstruktorze Wacławie Zalewskim przytoczył po jego śmierci w 2016 roku architekt Wojciech Zabłocki. Doskonale pokazuje ono skomplikowaną, niejednoznaczną relację pomiędzy przedstawicielami tych dwóch zawodów. Zwykło się uważać, że konstruktor przekłada wizję architekta na dającą się zbudować strukturę, tworzy projekt budowlany w oparciu o to, co wcześniej stworzył architekt, przygotowuje dokumentację techniczną, oblicza wytrzymałość, naprężenia, oddziałujące siły, opory, masy, wylicza koniczne instalacje. I to rzeczywiście jest głównym zadaniem inżynierów budownictwa, jednak nierzadko się zdarza, że ściśle współpracując z architektami, konstruktorzy mają spory wpływ na ostateczny wgląd budynku, mogą zmienić pierwotny projekt, oddziałać na skalę, kształt, rodzaj użytych materiałów.
Architekt nie jest samotną wyspą
A jednak o nich nie pamiętamy, nie znamy ich nazwisk, nie uświadamiamy sobie, jak duże znaczenie ma ich praca. Czy swoje najbardziej spektakularne gmachy, widowiskowe bryły, które czasem zdają się stać w sprzeczności z prawami fizyki Frank Gehry czy Zaha Hadid projektowali sami? Skądże! Żadna z tych rozfalowanych, pogiętych, przedziwnych struktur nie powstałaby, gdyby nie zastępy inżynierów prowadzących skomplikowane wyliczenia naprężeń stali czy betonu, ich wytrzymałości i możliwości do wyginania, nadwieszania, wybrzuszania. Współczesnym konstruktorom w ogromnym stopniu w owych wyliczeniach pomagają komputery, mimo niezwykłego zaawansowania technologii to wciąż człowiek jest potrzebny, by cyfrowe dane przełożyć na bezpieczny i funkcjonalny budynek.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
London Aquatics Centre, proj. Zaha Hadid Architects, fot. Chris Harris/UCG/Universal Images Group via Getty Images
Obrazek
london_aquatics_centre_gettyimages_6.jpg
Zaha Hadid zwykła podobno mawiać, że linia prosta definiowała budowanie w przeszłości, dopiero wprowadzenie do budownictwa linii ukośnych przyczyniło się do eksplozji form zmieniających naszą przestrzeń i przyczyniających się do postępu w architekturze. Nie ma wątpliwości, że architekturę końca XX i początku XXI wieku definiują formy nigdy wcześniej nie widziane, jak choćby "połamany", rozkładający bryły na pozamieniane miejscami kawałki dekonstruktywizm czy biomorfizm, inspirowany strukturami przyrodniczymi, organicznymi. To nowatorskie konstrukcje, możliwe do realizacji dzięki rozwojowi technologii, tak cyfrowych narzędzi projektowych, jak technik budowania, stanowią najważniejszy architektoniczny owoc naszych naszych czasów. Patrik Schumacher, wieloletni wspólnik Zahy Hadid, a dziś szef jej pracowni (Hadid zmarła w 2016 roku), uważa, że projektowanie parametryczne (w uproszczeniu: tworzenie skomplikowanych konstrukcji o bardzo złożonej geometrii z użyciem narzędzi cyfrowych) jest "nowym wielkim stylem po modernizmie".
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Muzeum Historii Żydów Polskich, okno w holu głównym, fot. dzięki uprzejmości MHŻP
Obrazek
Muzeum Historii Żydów Polskich, okno w holu głównym, fot. dzięki uprzejmości MHŻP
W Polsce nie powstały konstrukcje podobne do spektakularnych struktur z rozfalowanego betonu, szkła czy stali na wzór dzieł brytyjskiej architektki i jej licznych naśladowców, są jednak gmachy, w których doszukać się można – na mniejszą skalę – podobnych inspiracji. Efektowny kontrast pomiędzy prostą, szklaną bryłą siedziby Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie a miękko falującymi ścianami z żółtawego betonu w holu wejściowym do budynku stanowi główny element wyrazu gmachu zaprojektowanego przez fińską pracownię Lahdelma & Mahlamäki. Do dziś nie powstało na świecie wiele podobnych realizacji, tym bardziej że falujące ściany w Polin nie są tylko ozdobą, pełnią również funkcję nośną. Ich konstrukcja została opracowana wspólnie przez architektów i inżynierów z firmy Polimex-Mostostal S.A., która budowała muzeum. To ci drudzy zaproponowali zastosowane ostatecznie rozwiązanie, gdy pomysł Finów o budowaniu falujących ścian z betonu tradycyjną metodą okazał się za drogi. Konstruktorzy wymyślili, aby na stalowy szkielet i rozpiętą na nim metalową siatkę nanieść kilkucentymetrową warstwę barwionego w masie betonu natryskowego.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Europejskie Centrum Solidarności, fot. Grzegorz Mehring
Obrazek
budynek_ecs_grzegorz_mehring_archiwum_ecs.jpg
Bez współpracy z posługującymi się nowoczesnymi narzędziami cyfrowymi inżynierami nie mógłby zapewne powstać masywny, stalowo-szklany gmach gdańskiego Europejskiego Centrum Solidarności (proj. pracownia Fort) o pochylających się pod różnymi kątami elewacjach.
Pracownia "Ingarden & Ewý", autorskie biuro projektowe w Centrum Kongresowe w Krakowie, fot. © Krzysztof Ingarden/www.iea.com.pl
Ani szklana bryła Centrum Kongresowego w Krakowie (proj. Ingarden & Ewý), którego ściany wyginają się i falują niczym zrobione z wody. Ale zaawansowane rozwiązania konstrukcyjne powstawały także na długo przed wynalezieniem komputerów. Inżynieryjną innowacją była niezwykła, betonowa kopuła Hali Stulecia we Wrocławiu, zbudowanej w latach 1911-13 według projektu Maxa Berga. Żelbetowa struktura o rozpiętości 65 metrów była w chwili powstania największą kopułą na świecie, a przede wszystkim rewolucyjnym w owym czasie dowodem na to, jak ogromne konstrukcje można wznosić z użyciem zbrojonego betonu. Niedługo później, w latach 20. i 30. znany polski konstruktor, Stefan Bryła, jeden z niewielu, którego nazwisko "przebiło się" i stało znane, tworzył nowatorskie konstrukcje mostów, a później także pierwszych w Polsce drapaczy chmur. Poruszające zdjęcie z powstania warszawskiego, pokazujące płonący wieżowiec Prudential pokazuje, że 66-metrowej supernowoczesnej stalowej konstrukcji opracowanej przez Bryłę nie naruszył nawet niemiecki ostrzał artyleryjski.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Stacja kolejowa Warszawa-Powiśle, 1963, fot. archiwum fotograficzne Zbyszka Siemaszki/Narodowe Archiwum Cyfrowe (NAC)
Obrazek
stacja_kolejowa_warszawa-powisle_nac.jpg
Gdy w 1956 roku polska architektura "odzyskała wolność" po prawie dekadzie obowiązywania doktryny socrealizmu architekci znów mogli projektować nowocześnie, chętnie zaczęli poszukiwać nowatorskich rozwiązań konstrukcyjnych. W tym gronie znaleźli się Arseniusz Romanowicz i Tadeusz Szymaniak, projektując na przełomie lat 50. i 60. przystanki warszawskiej kolei średnicowej (współpracowali z konstruktorami, których nazwiska mniej zapisały się w historii, m.in. Stanisławem Błachnio, Henrykiem Wolskim, Wiesławem Bronowskim, Włodzimierzem Bronowskim, Mieczysławem Gołębiem). Niewielkie pawilony na Powiślu i Ochocie zostały nakryte efektownymi dachami o nowoczesnych wiszących formach paraboloidy hiperbolicznej; to właśnie te łupinowe, żelbetowe struktury dachów upodobniły małe, przeszklone pawilony kasowe do niezwykłych miejskich rzeźb. Znacznie większą skalę miał dach rozpięty nad halą samoobsługowego sklepu i baru pawilonu handlowego Supersam, zbudowanego w latach 1959-1962 w Warszawie według projektu zespołu pod kierunkiem Macieja Krasińskiego. Nowatorska forma ogromnego wiszącego, wygiętego dachu – to dzieło najwybitniejszego zapewne polskiego konstruktora XX wieku, Wacława Zalewskiego. Autor tej i wielu innych niezwykłych konstrukcji, opisywanych nie tylko w polskich podręcznikach na temat nowoczesnej architektury, od 1966 roku był wykładowcą na najlepszej technicznej uczelni świata, czyli Massachusetts Institute of Technology (MIT).
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Supersam, Warszawa, 1962, fot. Zbyszko Siemaszko / Forum
Obrazek
Supersam, pierwszy sklep samoobslugowy, projekt Jerzy Hryniewiecki i Waclaw Zalewski, Warszawa, 1962, fot. Zbyszko Siemaszko / Forum
Mniej więcej w tym samym czasie, gdy buldożery zrównywały z ziemią uważany za jedno z najlepszych konstrukcyjnych osiągnięć swojej epoki warszawski Supersam, w USA odbywała się duża wystawa monograficzna poświęcona wzbudzającemu za oceanem podziw dorobkowi Zalewskiego. Warto dodać, że tworzone we współpracy z wieloma architektami konstrukcje Zalewskiego nie były tylko popisami nowoczesnych rozwiązań technicznych. Jak wspominał projektujący m.in. efektowne i nowoczesne hale sportowe architekt Wojciech Zabłocki:
Wacław Zalewski udowadniał, że sposób tworzenia racjonalnych konstrukcji jest prawdziwie twórczym procesem, a optymalizacja powinna służyć do tworzenia ekscytujących form architektonicznych.
Bohaterowie z drugiego rzędu
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Hala Spodek w Katowicach, fot. Michał Łuczak / Forum
Obrazek
full_spodek_forum_770.jpg
Pracy konstruktorów często nie widać lub nie widać jej w całości. Jak w przypadku katowickiej hali sportowo-widowiskowej Spodek w Katowicach, której efektowny kształt – to jedna z najbardziej znanych i rozpoznawalnych struktur w dziejach polskiej architektury i dzieło zespołu pod kierunkiem Wacława Zalewskiego (głównymi architektami byli Maciej Krasiński i Maciej Gintowt). Kojarzący się z ufo gmach swoją sławę zawdzięcza w dużym stopniu niezwykle oryginalnej formie, za która stoi nowatorska konstrukcja, w skład której weszły m.in. potężne, zdolne lekko się odchylać żelbetowe słupy, rozpięte pomiędzy nimi 120 stalowych lin czy betonowe żebra parabolicznej kopuły. Tym, czego widz w hali nie zobaczy, jest ukryta głęboko pod ziemią druga część konstrukcji gmachu, sadowiąca ją stabilnie na terenie szkód górniczych i dawnych wyrobisk. Pod Spodkiem puste przestrzenie dawnych szybów sięgały nawet 35 metrów w głąb – inżynierowie musieli opracować sposób solidnego "zamocowania" ogromnej budowli w tak niekorzystnym miejscu.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Muzeum II Wojny Światowej, Gdańsk, proj. Studio Architektoniczne Kwadrat, fot. Bartosz Makowski/Reporter
Obrazek
muzeum-ii-wojny-swiatowej-gdansk-en.jpg
Mało również kto wie, że wykonana z rdzawego betonu bryła Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku powstała na wyjątkowo podmokłym terenie, na wyspie w rozwidleniu kanałów, gdzie wody podziemne znajdują się bardzo wysoko. Aby móc zagłębić część sal ekspozycyjnych muzeum pod ziemią – a taki mieli pomysł projektujący gmach architekci ze Studia Kwadrat – budynek należało "opakować" specjalną, ogromną żelbetową "wanną", która nie tylko chroni jego wnętrza przed wilgocią i napierającymi z zewnątrz masami wody, ale i czyni całą konstrukcję bardziej wytrzymałą i stabilną w niedającym wystarczającej stateczności mokrym, torfowym gruncie. Tylko dzięki solidnej "podbudowie" można było muzealny gmach wyróżnić w przestrzeni miasta za pomocą pochyłej, betonowo-szklanej, 40-metrowej wieży. Za projekt konstrukcji gmachu Muzeum II Wojny Światowej odpowiadał Paweł Gębka i jego Biuro Projektów PG-Projekt.
Choć przyzwyczailiśmy kojarzyć budynki tylko z szefami projektujących je zespołów, architektura to jednak działalność zespołowa i potrzeba wielu specjalistów, aby budynek stanął i przez kolejne setki lat bezpiecznie służył użytkownikom. Trochę jak w przypadku produkcji filmowej, w której za ostateczny efekt wizualny odpowiada rzesza ludzi – nie znamy zwykle nazwisk oświetleniowców, osób odpowiedzialnych za scenografię czy kostiumy. W przypadku budynków także nie przywiązujemy wagi czy nie pamiętamy o tych, którzy w znaczący sposób wspomagają architektów. Warto czasem oddać honor tym pozostającym w tle postaciom, bez których żaden znaczący budynek nie mógłby po prostu stanąć.