Ekspresja w wielkim formacie
Mural Przemysława Blejzyka (Sainer) (z grupy EtamCru), Łódź, fot. Grzegorz Michałowski/PAP
Przemysław Blejzyk zaczynał kilkanaście lat temu zafascynowany kulturą graffiti. Jako nastolatek uczestniczył w graffiti jamach, uczył się, jak używać sprejów i farb, malując na murach. Zawsze jednak bardziej od tradycyjnych dla graffiti liter interesowały go przedstawienia figuratywne i portrety. Podczas studiów na Akademii Sztuk Pięknych im. Władysława Strzemińskiego w Łodzi razem z kolegą z uczelni, Mateuszem Gapskim, tworzyli duet Etam, który stał się jedną z najbardziej wyrazistych ekip twórczych na przeżywającej wówczas prawdziwy boom scenie muralistycznej. Ich wielkoformatowe obrazy robiły wrażenie nietypowym, jak na murale, realizmem, szczegółowością przedstawienia obiektów, osadzonych w bajkowo surrealistycznych przestrzeniach. Jako Etam Crew zdobyli rozgłos, brali udział w dziesiątkach festiwali i imprez artystycznych, zjeździli cały świat. W okresie największej popularności bywali w trasie po kilka tygodni, podróżując od miasta do miasta, od ściany do ściany. Ich murale znaleźć można na murach w Barcelonie, Paryżu, Rzymie, Wiedniu, Los Angeles czy Miami. Malowali w Norwegii, Bułgarii, Portugalii, Belgii, w Szwecji, Rosji i na Słowacji. W Polsce ich prace znajdziemy m.in. w Łodzi, Warszawie czy Katowicach.
Choć jego aktualne prace są bardzo dalekie od tego, co robił wcześniej, Blejzyk przyznaje, że bez tamtych nie byłoby obrazów, które powstają w jego pracowni dzisiaj. – Graffiti było czymś, co sprawiło, że zrozumiałem, iż chcę być częścią świata kultury wizualnej. Zmobilizowało mnie do rysowania, doskonalenia kreski. Poza tym, uczucie, które towarzyszy tworzeniu muralu – wysoko, na wysięgniku – jest niepodrabialne. Ta świadomość, że twoja praca ma znaczący wpływ na zmianę przestrzeni, w jakiej się pojawia, jest niesamowita – twierdzi. Murale dały mu swobodę w posługiwaniu się dużymi formatami, nauczyły też pewności siebie w podejmowaniu decyzji. Czasami takie prozaiczne rzeczy, jak zmiana pogody, nagły deszcz, sprawiały, że trzeba było zmieniać projekt. To sprawiło, że obcy jest mu strach przed eksperymentowaniem, koncepcję pracy dostosowywał do warunków czasami już "na ścianie". Artysta przyznaje też, że lata spędzone na imprezach i festiwalach dały mu pewność siebie, obycie w świecie sztuki. Otworzyły drzwi do wystaw w galeryjnych przestrzeniach, gdzie zaczął pokazywać swoje obrazy i grafiki.
Pejzaże nowych technologii