Choć spektakl Teatru Narodowego zapowiedziany został jako adaptacja opowiadania Kazimierza Brandysa, nie sposób nie porównywać go z kultowym melodramatem Wojciecha Jerzego Hasa z 1962 roku. W tym zestawieniu teatr przegrywa z filmem.
Z konfrontacji ze słynną ekranizacją – z wybitną kreacją Barbary Krafftówny i niemniej interesującą rolą Zbigniewa Cybulskiego – trudno jednak wyjść zwycięsko; trudno także zrozumieć, dlaczego reżyserka zdecydowała się na wystawienie właśnie tego tekstu. W spektaklu Frankiewicz próżno bowiem szukać momentów autorskiego, świeżego spojrzenia na podejmowany temat.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Kadr z filmu "Jak być kochaną" w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa, 1962. Na zdjęciu: Barbara Krafftówna i Zbigniew Cybulski., fot. Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
Obrazek
Kadr z filmu "Jak być kochaną" w reżyserii Wojciecha Jerzego Hasa, 1962. Na zdjęciu: Barbara Krafftówna i Zbigniew Cybulski., fot. Studio Filmowe Kadr/Filmoteka Narodowa/www.fototeka.fn.org.pl
Literacki pierwowzór to opowiedziana z perspektywy głównej bohaterki historia o poświęceniu w imię miłości: Felicja, wzięta aktorka, podczas okupacji – wzorem wielu koleżanek i kolegów po fachu – zapisuje się w oficjalnym rejestrze jako kelnerka i pracuje w jednej z warszawskich kawiarni. Jej sceniczny partner, Wiktor Rawicz, w pijackim widzie obraża odwiedzających lokal Niemców, za co grozi mu areszt i egzekucja. Felicja, zakochana w mężczyźnie, decyduje się go chronić. Jej oddanie nie spotyka się jednak z wdzięcznością Rawicza. Powojenne spotkanie aktorów okazuje się gorzkim, pełnym resentymentu doświadczeniem – sfrustrowany mężczyzna popełnia samobójstwo, skacząc z okna. Całość ujęta jest w ramy spojrzenia wstecz – w trakcie podróży samolotem do Paryża Felicja wspomina wypadki sprzed niemal dwóch dekad w rozmowie z przypadkowo napotkanym byłym lotnikiem.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Scena z przedstawienia "Jak być kochaną" w reżyserii Leny Frankiewicz, 2019. Na zdjęciu: Gabriela Muskała (Felicja), Adam Szczyszczaj (Nieznajomy), fot. Magda Hueckel/ Teatr Narodowy w Warszawie
Obrazek
jak_byc_kochana_galeria_1.jpg
Podobno po obejrzeniu filmu w reżyserii Hasa Brandys stwierdził, że od tej pory postać Felicji będzie już zawsze miała twarz i sylwetkę Barbary Krafftówny. Nic dziwnego, bowiem w oszczędnej, skupionej grze, aktorka zdołała pomieścić całe spektrum targających jej bohaterką emocji. Kreacja ta dostrzeżona została także za granicą. W 1962 na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w San Francisco Krafftówna otrzymała nagrodę Złote Wrota dla najlepszej pierwszoplanowej roli kobiecej. W spektaklu Frankiewicz Felicję gra Gabriela Muskała, Rawicza – Jan Frycz. Jednak, mimo wielkich nazwisk na afiszu, przedstawienie nie zachwyca. Inscenizacja nie podkreśla scenicznej charyzmy aktorów, a w zestawieniu z niezapomnianym obrazem Hasa wypada pod tym względem wręcz blado. Krafftówna była w tej roli magnetyczna, Cybulski – neurotyczny, oboje mocno zapadali w pamięć. Frankiewicz stworzyła realistyczny spektakl z psychologicznym aktorstwem, jednak pejzaż emocjonalny pozostaje tu niestety jedynie naszkicowany. Jest jak powidok po dylematach, przed jakimi stawali bohaterowie Brandysa. Scena gwałtu na Felicji, w spektaklu pokazana poprzez formalną choreografię autorstwa Marty Ziółek, ma w sobie co prawda coś hipnotycznego, jak ze złego snu, ale pozostawia wrażenie bezpiecznego rozwiązania, pozwalającego poradzić sobie z tabu, jakim jest przedstawianie przemocy) i w rezultacie nie oddaje dramatu bohaterki.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Scena z przedstawienia "Jak być kochaną" w reżyserii Leny Frankiewicz, 2019, fot. Magda Hueckel/ Teatr Narodowy w Warszawie
Obrazek
jak_byc_kochana_galeria_4.jpg
Lena Frankiewicz w przedpremierowych rozmowach jako główny temat inscenizacji wskazywała pamięć – zbiorową i indywidualną. Trzeba przyznać, że dramaturgia zaproponowana przez Małgorzatę Annę Maciejewską pomaga ów temat w sposób plastyczny i wyrazisty zobrazować. Ale z chaosu zestawionych porządków czasu nie wyłania się nic frapującego czy zaskakującego. Obserwujemy poprawnie skrojony sceniczny seans, w którym przeszłość i teraźniejszość przeplatają się w mozaikowej kompozycji. Jednak montaż, z jakim mamy do czynienia w "Jak być kochaną" Frankiewicz trudno obronić na scenie. Poszatkowanie i sytuacyjny miszmasz zdecydowanie lepiej sprawdzają się w filmie, który jako medium oferuje dużo bardziej wdzięczne narzędzia do takiego prowadzenia opowieści – choćby poprzez czytelne sygnalizowanie przesunięcia w czasie.
Walorem inscenizacji jest niewątpliwie jego stonowana, elegancka i funkcjonalna scenografia nawiązująca stylem do lat 60.; przywodząca na myśl słynny "Kosmos" Jerzego Jarockiego, w którym w prostej, białej przestrzeni opartej na geometrii poszczególne elementy jedynie nienachalnie sygnalizowały istnienie realistycznego świata. W "Jak być kochaną" nieskazitelna biel umownej konstrukcji zderzona została z umieszczoną na środku przestrzeni gry czarną dziurą. Kojarzącą się z lejem po bombie scenograficzną czeluść uznać można za metaforę pamięci albo groźnego uwikłania, w które – bez możliwości wydostania się zeń – wpadli bohaterowie przedstawienia. Ciekawym estetycznie rozwiązaniem okazały się także projekcje video stworzone przez fotografa Szymona Rogińskiego – minimalistyczne i nieilustracyjne, tworzyły nieoczywiste, rozedrgane tło dla zdarzeń i budowały atmosferę niepokoju.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Scena z przedstawienia "Jak być kochaną" w reżyserii Leny Frankiewicz, 2019, fot. Magda Hueckel/ Teatr Narodowy w Warszawie
Obrazek
jak_byc_kochana_galeria_11.jpg
Na uwagę zasługuje reżyseria światła Agaty Skwarczyńskiej – świetnie oddającego klimat epoki. Można się jednak zastanawiać, czy widz potrzebuje dodatkowej podpowiedzi w postaci punktowego reflektora oświetlającego postać, by zrozumieć, że to na jej barkach spoczywa odpowiedzialność protagonistki. Tego rodzaju teatralne tautologie budziły jedynie zażenowanie, podobnie jak np. dźwięk uderzenia z offu towarzyszący wymierzaniu ciosu w twarz czy "rozemocjonowane" odśpiewanie patriotycznego klasyka "Czerwone maki na Monte Cassino" w wykonaniu Michaliny Łabacz. Aktorka, wcielająca się w postać Stewardessy, mogłaby być w tym spektaklu niepokojącą i intrygującą tricksterką – zamiast tego przechadza się jednak po scenie z energią prowadzącej Koło Fortuny, nie wnosząc niczego interesującego.
Spektakl w Narodowym prezentuje krajobraz etyczny, który dziś jest nam trudny do wyobrażenia. Tu odnaleźć by można wartość "Jak być kochaną" w inscenizacji Frankiewicz, choć nie jest to wszak zasługa reżyserki, ale opowiadania i scenariusza stanowiącego kanwę przedstawienia. Nie powiodła się próba wniknięcia w skomplikowane dylematy bohaterów.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Scena z przedstawienia "Jak być kochaną" w reżyserii Leny Frankiewicz, 2019, fot. Magda Hueckel/ Teatr Narodowy w Warszawie
Obrazek
jak_byc_kochana_galeria_15.jpg
Choć spektakl przywitany został owacjami na stojąco, nie sposób nie dostrzec jego ewidentnych słabości: inscenizacyjnej niekonsekwencji i płaskiego sposobu prowadzenia narracji. O ile film Hasa przypominał momentami rozwibrowane emocjonalnie obrazy Ingmara Bergmana, o tyle spektakl Frankiewicz pozostaje dramaturgicznym reliefem – prześlizgującym się po temacie, marnującym krytyczny potencjał.
Styl wyświetlania galerii
Wyświetl slajder (domyślny)