Jego dwa ostatnie spektakle mają odmienne punkty wyjścia: "Żaby" są przykładem dramaturgicznego patchworku, z kolei "Czarne papugi", choć także nie są są literalną inscenizacją dramatu, za podstawę i główny punkt odniesienia obierają jeden tekst: surrealistyczny monolog autorstwa chilijskiego przyjaciela Borczucha. Dwie dramaturgiczne drogi spotykają się i rozwijają w podobnych strategiach.
Prywatność
Borczuch wierzy w historię pisaną małą literą. W to, co prywatne, bardziej niż w to, co zewnętrznie narzucone jako oficjalna wersja rzeczywistości. Mimo że pracuje w różnych teatrach, stara się zbierać wokół siebie swoich stałych współpracowników. "Aktorami Borczucha" są m.in. Dominika Biernat, Marta Ojrzyńska czy Krzysztof Zarzecki. To dla niego ważne, bo osobiste porozumienie staje się w jego spektaklach podstawą do wspólnego stawiania światów. W "Żabach" antyczne komedie Arystofanesa dzieliły przestrzeń z prywatnymi opowieściami aktorów, balansujących na granicy między kreacją i realnością. Starogreckie teksty, które można by przyłożyć do bieżącej rzeczywistości politycznej, zderzały się z wyciszonymi sekwencjami zwierzeń, jak między Dominiką Biernat i Robertem Wasiewiczem, którzy, wyrabiając garnki, dzielili się wspomnieniami: on, gej – z seksu z kobietą; ona, nazwana w spektaklu "pedałką", czyli przyjaciółką gejów – z intymnej sytuacji z homoseksualnym przyjacielem. Ta scena trwa długo, rozwija się niemal naturalistycznie (a więc, w realiach teatralnych: "nudno"), przypomina też dialog Dominiki Biernat z Jackiem Poniedziałkiem z wcześniejszego spektaklu Borczucha, "Zewu Cthulhu" – przydługie wspomnienie seksu analnego. Można by zadać pytanie po co wprowadzać takie rozmywające, niewytwarzające napięcia sceny. Jest to jednak najpewniej gest włączenia do spektaklu właśnie tego, co małe, ściśle prywatne, cielesne i niedramatyczne.