Starszy, zamożny i zadowolony z życia szlachcic nosi – jak to często u Aleksandra Fredry bywa – znaczące nazwisko. Słowo jowialny pochodzi z łac. jovialis (od Jowisza) i oznacza pogodnego, szczęśliwego, wesołego człowieka. Bez ryzyka popełnienia błędu, można uznać, że właśnie ten bohater jest bodaj idealnym porte-parole autora.
Wprawdzie komedia "Pan Jowialski" pisana była prozą, ale wykreowane przez Jowialskiego gawędy – mową wiązaną. Wiele z nich egzystuje samodzielnie w licznych wydaniach kanonu rodzimych bajek. Znakomita część powiedzonek z tejże sztuki zasila z kolei zbiory cytatów i aforyzmów, jak choćby:
- Oj, figle, figle!
- Znacie? Znamy! – To posłuchajcie.
- Wszak sam pan chciałeś.
- Gruby można zestrugać, ale cienki, zje kaduka, kto grubszym zrobi!
- Ja mam rozum i wieś.
- Z tej to powiastki morał w tym sposobie: jak ty komu, tak on tobie.
Jowialski z komedii Fredry miał około 80 lat. Pamiętał zatem czasy "króla Sasa", rozbiory i utratę niepodległości Rzeczypospolitej w 1795 roku. Zapewne boleśnie przeżył klęskę Napoleona, a wraz z nią koniec nadziei na odzyskanie wolności.
"Pan Jowialski" Aleksandra Fredry, reż. Olga Lipińska, 1976, Teatr Telewizji, nz. Zdzisław Mrożewski (Pan Jowialski), fot. Wiktor Kuc / TVP
Krytycy nie są jednomyślni w ocenie Jowialskiego. Jedni widzą w nim uosobienie umysłowego marazmu i bezmyślności, drudzy "wewnętrznego emigranta", który stara się uciec od ponurego świata narodowych katastrof.
Co na to sam Fredro? "Robią z Jowialskiego jakiegoś bohatera, stroją w kontusz i żupan bez potrzeby" – złościł się na swych komentatorów. Pierwowzorem postaci Jowialskiego był bowiem znajomy pisarza, staruszek nazwiskiem Grzymała, znany z życzliwości do ludzi oraz umiłowania rozmaitych przysłów i bajeczek.
Osiem osób występujących w utworze, którego akcja toczy się współcześnie w wiejskim dworze Jowialskiego, reprezentuje różne pokolenia i doświadczenie życiowe: bohater główny wraz z żoną przynależy wiekiem do czasów stanisławowskich, jedyny ich syn, Szambelan, osobnik wyjątkowo ograniczony, i jego druga małżonka, twarda i wyrachowana, stanowią generację następną, czwórka młodych: sentymentalna, rozpoetyzowana Helena, córka Szambelana, przymuszana przez macochę do małżeństwa z pospolitym hreczkosiejem Januszem, onże Janusz oraz odbywający typowo romantyczną wędrówkę po kraju poeta Ludmir i malarz Wiktor – to już współcześnicy romantyzmu. W Jowiałówce [de facto: w Pustakówce] Ludmir, udając spitego do nieprzytomności prostego szewczyka, staje się ośrodkiem zabawy znudzonego towarzystwa wiejskiego w dwór sułtański; przebranie za sułtana daje mu możność mówić otoczeniu prawdę w oczy, a Fredrze służy do rozwinięcia antyzaborczej aluzji politycznej. W toku dalszych perypetii Ludmir, rozpoznany przez Szambelanową jako zaginiony w niemowlęctwie syn jej z pierwszego małżeństwa, otrzymuje rękę Heleny z prawem do zasobnego dziedzictwa.
[Kazimierz Wyka w: Literatura polska. Przewodnik encyklopedyczny. Tom II", Warszawa 1984]
Prof. Juliusz Kleiner zwraca uwagę na inny ważny aspekt: postawy Aleksandra Fredry w obliczu tragedii narodu – upadku powstania listopadowego.
Chory na podagrę dawny żołnierz napoleoński nie mógł zaciągnąć się w szeregi, ale gorliwie pracował w tajnym komitecie obywatelskim, dopomagającym powstaniu wysyłką broni i pieniędzy. Humoru, stanowiącego istotę jego psychiki, nie zabiło we Fredrze nieszczęście. Pisany po klęsce "Pan Jowialski" nadal bawi farsowymi pomysłami; nie tylko padają pod tym płaszczykiem ostre drwiny w stronę rządu austriackiego i jego stosunku do Galicji, lecz anegdociarz miły Jowialski i jego głupkowata rodzina w błogostanie zadowolenia bezmyślnego są może oskarżeniem ówczesnego społeczeństwa o degenerację umysłową i moralną, do której wiodło zamieranie normalnego życia umysłowego.
[Juliusz Kleiner, "Zarys dziejów literatury polskiej. Część I i II", Wrocław–Warszawa–Kraków–Gdańsk 1974]
Sekunduje mu Kazimierz Wyka, dopowiadając, że "Pan Jowialski" to najbardziej wieloznaczne dzieło Fredry: "walor komedii mieści się nie w akcji, ale w gorzkiej przenikliwej analizie środowiska, przeprowadzonej poprzez wyraziście zarysowane postaci. Na ich czele staje Jowialski, na pozór tylko «stara Bajka», sypiąca bajkami, przysłowiami i porzekadłami, w istocie mądry kpiarz pod płaszczykiem dobroduszności, stawiający przed otoczeniem ironiczne zwierciadło; postać ta – popisowa kreacja wybitnych aktorów, zwłaszcza Wincentego Rapackiego (w latach 1870–1911) i Ludwika Solskiego (1900–1950) – była także przedmiotem zaciętych sporów interpretacyjnych (m.in. Stanisław Tarnowski, Eugeniusz Kucharski, Tadeusz Boy-Żeleński, Jerzy Stempowski, Stanisław Pigoń). […] Przekłady: węgierski, jidysz, rosyjski, słowacki, niemiecki".
Przywołany wyżej Tadeusz Boy-Żeleński krytyczne sprzeczności uczonych w ocenie głównej postaci dzieła widział następująco:
Gdy Tarnowski widzi w "Panu Jowialskim" "najmilszego pod słońcem staruszka", Siemieński posuwa się aż do takiego określenia: "Pan Jowialski, ten melancholijny filozof sypiący pełną garścią głębokie prawdy życia, których nikt nie słucha… upersonifikowana tradycja zdrowego rozsądku, kończąca się niestety tylko na nim…". Zestawmy te sądy ze znaną tezą prof. Kucharskiego, dla którego komedia ta piętnuje rozpalonym żelazem "życie nikczemne" jowialszczyzny, lub z koncepcją p. Jerzego Stempowskiego, który w niezmąconym, dobrym humorze jowialisty widzi e u f o r i ę charakterystyczną dla… paraliżu postępowego. I pomyśleć, że dobry Chmielowski uważał, iż u Fredry jest wszystko tak jasne… Wręcz przeciwnie, okazuje się, że nie ma pisarza, co do którego więcej by się tworzyło dziś rozbieżności. Uświadomić je sobie to może najlepsza droga do ich pogodzenia.
[Tadeusz Boy-Żeleński, "Obrachunki fredrowskie", Warszawa 1989]
Z kolei prof. Julian Krzyżanowski uważa, że:
"Pan Jowialski" jest jedną z najosobliwszych sztuk Fredry, odbiega bowiem znacznie od wcześniejszych, prostych, bo jednowątkowych dzieł jego i łączy w bogato rozbudowaną całość motywy stare i nowe. Autor tedy wprowadził tu wątek tradycyjny, u nas znany z komedyjki Baryki "Z chłopa król", ale odmienny o tyle, iż zabawa kosztem biedaka przebranego za króla zwraca się przeciw jej organizatorom, biedak bowiem okazuje się frantem, który prześladowców swych wywodzi w pole. U Fredry biedakiem tym jest poszukujący wrażeń literat Ludmir, który umie wystrychnąć na dudka panicza, swego przeciwnika, a co więcej, pod dachem dworu, gdzie usiłowano zabawić się jego kosztem, znajduje matkę oraz, odbitą owemu paniczowi, narzeczoną. Dzięki temu stary wątek obrósł tu dodatkami Fredrowskiego pomysłu tak obficie, iż komedia robi wrażenie wielowątkowej, i to związanej z życiem polskim, w którym letnie włóczęgi artystów po kraju nie były już wówczas rzadkością.
[Julian Krzyżanowski, "Dzieje literatury polskiej", Warszawa 1979]
"Pan Jowialski" Aleksandra Fredry, reż. Anna Polony i Józef Opalski, 2010, Teatr Polonia, Warszawa, nz. Anna Polony (Pani Jowialska) i Marian Opania (Pan Jowialski), fot. Marek Dusza
I dalej, zdaniem tegoż:
Czynnikiem potęgującym wrażenie tego bogactwa jest duży zespół postaci charakterystycznych, składających [się na] rodzinę Jowialskich, a więc stary facecjonista – pan domu, a więc syn półgłówek a mąż jędzy snobki, więc jego córka – panna, której lektura romansów przewróciła trochę w głowie. Każda z tych postaci żyje w swoim odrębnym światku, każda odbija od otoczenia. Na plan pierwszy wysuwa się tu stary jowialista, zasypujący słuchaczy przysłowiami i bajkami w takiej obfitości i tak świetnymi, iż pasmo tych wstawek zmienia się niemalże w wątek samodzielny. Komedia, jedna z najzabawniejszych w repertuarze Fredry, rozbrzmiewająca śmiechem od początku do końca, graniczy z farsami, z którymi łączy ją również tok prozaiczny, ale zawiera pewne elementy satyry i politycznej. Jest bowiem niewątpliwie jakaś doza słuszności w próbie dostrzeżenia w "Panu Jowialskim" karykatury systemów, które w okresie Świętego Przymierza panowały w Europie Środkowej i Wschodniej, jakkolwiek tej strony komedii nie należy przeceniać. Politycznie jednak wiersze Fredry i późniejsza komedia "Rewolwer" pozwalają przypuścić, iż widowisko sułtańskie w "Panu Jowialskim" było wymierzone przeciw ustrojowi, który głosił o sobie, że pochodzi od Boga.
[Julian Krzyżanowski, "Dzieje literatury polskiej", Warszawa 1979]
Bez względu na rozwój akcji, bogactwo odcieni różnicujących postacie, jak też zgrabnie wtopione w dzieło akcenty satyrycznego ujęcia ówczesnej galicyjskiej rzeczywistości, centralną osobą, do której wszystko zmierza, a i każdy z osobna musi się do niej odnieść, jest niezaprzeczalnie Pan Jowialski. Bohater, co się zowie: nieprzeciętna indywidualność o bezspornej osobowości. Osobistość o wyraziście nakreślonym charakterze, która – toutes proportions gardées – w następnym okresie literackim poniekąd się odrodzi; choćby na kartach trylogii Henryka Sienkiewicza, w nieco bardziej rubasznym wcieleniu imć pana Jana Onufrego Zagłoby.
Wróćmy jednak do dzieła Aleksandra Fredry, w ciekawym ujęciu historyka literatury zdecydowanie bliższego naszym czasom:
Tytułowy bohater jest człowiekiem uciekającym od ponurej rzeczywistości w świat fikcji, co mu ułatwia talent poetycki. Znając doskonale nicość moralną i intelektualną swego otoczenia, woli przybrać maskę błazna i z tej pozycji drwić z całego świata. Od pana Jowialskiego ciągnie się w literaturze polskiej ten typ bohatera, który znajdzie swoje najpełniejsze ujęcie u Witolda Gombrowicza i Sławomira Mrożka. Fredro w komedii tej zaatakował galicyjskich romantyków ośmieszając ich pseudofilozoficzny bełkot i wskazując na zauważalny u nich życiowy oportunizm, zakryty zasłoną frazesów. Zgryźliwie wyszydził wszystkie pokolenia mieszkańców Galicji, żywiąc przekonanie, że im są młodsi, tym bardziej cyniczni, zmaterializowani i bardziej obojętni na sprawy ogólnonarodowe. Zaś zabawa z przebieranką za Turków dała mu podstawę do drwin z absurdalnych poczynań biurokracji austriackiej, bezsensownej polityki wszystkich zaborców wobec Polski i Polaków.
[Marian Tatara w: "Historia literatury polskiej w zarysie", tom 1, Warszawa 1989]
Wspomniany tu już Jerzy Stempowski pisał (w: "Chimera jako zwierzę pociągowe", Warszawa 1988): "«Pan Jowialski», ze swą akcją toczącą się naraz w kilku planach, ze swymi przebłyskami i cieniami głębinowymi, nie posiada dotąd żadnego szablonu interpretacyjnego i może być jeszcze terenem odkryć dla aktora i reżysera". Pełna zgoda! Spośród kilku przeniesień komedii do Teatru Telewizji za najciekawszą – z plejadą aktorskich gwiazd – uchodzi widowisko Olgi Lipińskiej z 1976 roku, z nieodżałowanym Zdzisławem Mrożewskim jako Panem Jowialskim.