Ten wzorzec męskości wojskowej stracił społeczną legitymację w stanie wojennym, a kryzys ekonomiczny lat 80. sprawił, że praca nie dawała już stabilności materialnej i gwarancji awansu. Męskość znów trzeba było ustalić na nowo, w co aktywnie zaangażowała się opozycja polityczna.
To właśnie w późnym PRL-u narodziły się dwa obszary konstruowania atrakcyjnych fikcji męskości, które zdominowały lata 90. Pierwszym z nich była figura katolicka, o której już trochę powiedzieliśmy. W 1979 roku miała miejsce w Krakowie słynna wystawa "Polaków portret własny" – zdecydowana większość tych portretów to były oczywiście figury męskie. Obraz, który zamykał wystawę – "Polak 1979" Leszka Sobockiego – przedstawiał strapionego Wojtyłę, który jednocześnie prezentował się jako mężczyzna silny i mocarny. Pomiędzy jego muskularnymi splecionymi ramionami widać było niebo, jakby trzymał w rękach cały świat – a więc była to figura jednocześnie zamykająca i otwierająca. W figurze papieża dzieje Polski i świata znajdują swoje ukoronowanie.
A drugą kwestią jest to, że figury, które były dotychczas postrzegane negatywnie – prywaciarze, badylarze itd. – nagle stały się postaciami pozytywnymi. W książce przywołuję Mieczysława Wilczka, który jest taką emblematyczną postacią modernizatora i protokapitalisty.
Te dwa nurty w latach 90. będą ze sobą uzgadniane. Czyli wzorcowy mężczyzna z jednej strony ma być człowiekiem sukcesu, figurą energii, dominacji i rywalizacji. A z drugiej strony ma być dociążony religijną tradycją, żeby nie dać się porwać globalizacji. Trudno było to uzgodnić, prawda? Przecież katolicyzm – jak pamiętamy – wychwala ubóstwo, cnotę pokory.
Wskazałbym dwie osoby, które w moim przekonaniu w latach 90. ochrzciły polski kapitalizm. Przede wszystkim Jana Pawła II, w którego encyklikach możemy znaleźć aprobatę dla wolnorynkowych przemian, a na gruncie lokalnym księdza Tischnera. Żeby była jasność – nie odbieram mu jego zasług. Ale trzeba przyznać, że w swoich wypowiedziach bardzo mocno budował figurę homo sovieticusa jako postaci negatywnej i złowieszczej, a zarazem był wielkim apologetą przedsiębiorczości, zupełnie bez próby zrozumienia motywacji ludzi, którym transformacja nie przynosi niczego dobrego, a często powoduje społeczną i materialną degradację. W 1995 roku ukazała się książka "Między panem a plebanem", w której Jacek Żakowski rozmawia z Tischnerem i Michnikiem – fundatorami wyobraźni polskich elit po 1989 roku. I w tych dialogach to Tischner jest jastrzębiem, a Michnik gołębiem. Ten drugi tłumaczy się, że ma w sobie jeszcze trochę tej komunistycznej mentalności – ma w Agorze przerost zatrudnienia, ale nie ma serca zwalniać pracowników, a Józek by to zrobił bez wahania.
Ciekawe były dla mnie też te ramy transformacji, które pan wyznaczył. Pisze pan o pierwszych latach III RP jako o "festiwalu wolności, eksperymentów tożsamościowych i rozbudzonych nadziei równościowych". To okienko wolności jednak szybko się zamyka i tu wskazuje pan dwie symboliczne daty – pierwszy numer polskiej edycji "Playboya" w grudniu 1992 i uchwalenie ustawy antyaborcyjnej miesiąc później. Za drugą cezurę transformacji uznał pan Euro 2012 – dlaczego akurat to wydarzenie?
Szukałem znaczącego momentu, który pozwoliłby nam oddzielić współczesność, w której transformacja już się dokonała. Chyba nie tylko ja dostrzegłem, że należało go szukać w pięcioleciu pomiędzy katastrofą smoleńską a zwycięstwem PIS-u w wyborach parlamentarnych. Za moment tego domknięcia uznałem właśnie Euro 2012, które miało ludycznie i popkulturowo osadzić Polskę w świecie zachodnim. Polskę i Ukrainę, pamiętajmy – przecież otwarty w 2012 roku stadion w Doniecku dwa lata później był areną krwawych walk. To też jest symptomatyczne, że transformacja skończyła się wtedy w sensie geograficznym. To czasy lokalnych napięć – choćby rosnących z roku na rok Marszów Niepodległości, jak i przełomowy moment w kontekście globalnym, tuż po wielkim kryzysie ekonomicznym.
Wspomniane Euro miało rugować – mówiąc nieco górnolotnie – ludową ekspresję kibicowską z przestrzeni publicznej. Miała za nim iść modernizacja stadionów jako pewnych aren, ale też podniesienie cen biletów sprawiające, że futbol stanie się rozrywką klasy średniej. To i podobne wydarzenia, jak wykupienie Legii przez ITI, wywołało sprzeciw – pamiętamy hasło "Donald matole, twój rząd obalą kibole". Impreza sportowa była pewnym sukcesem, ale wywołała też reakcję, która zakwestionowała neoliberalny ład w Polsce. I od tego czasu liczę już kolejną epokę, którą pewnie ktoś kiedyś opisze.
Co do tej nowej epoki – pod koniec książki stwierdza pan: "powrotu do uprzywilejowanej męskości raczej nie ma i nie będzie". W ciągu ostatnich kilku miesięcy można było jednak odnieść wrażenie, że mamy do czynienia z gwałtownym powrotem do modelu maczystowskiego.
W ostatnim akapicie napisałem, że na paliwie nieprzepracowanej żałoby za uprzywilejowaną męskością można bardzo długo ujechać, więc mimo wszystko zostawiłem furtkę na taką ewentualność. Uważam, że przed nami są dwie możliwości. Jedną z nich jest utopijne – w sensie pozytywnym i progresywnym – myślenie o przyszłości, którego obecnie odczuwamy deficyt.
Natomiast, proszę zwrócić uwagę na to, że za tym powrotem silnego maczyzmu nie stoi żadna inna wizja świata niż denialistyczna. Za Baumanem nazywam to retrotopią, czyli wyidealizowanym wyobrażeniem o przeszłości, do której mielibyśmy powrócić. Jednak wdrażanie takiej retrotopii za pomocą konkretnych decyzji politycznych nie wydaje się wcale wolą społeczeństw. To bardzo wyraźnie teraz widać w Stanach, gdzie np. z oficjalnych stron US Army wymazuje się zdjęcia kobiet, które służą w wojsku. Skala przemocy jest zupełnie niezwykła, ale wierzę, że napotka ona opór. Z pewnością będziemy świadkami dużych napięć w społeczeństwach Zachodu. Nie jestem optymistą, ale mam wrażenie, że porządek narzucany siłą zawsze jest porządkiem słabym i jako taki nie będzie stabilny.
Wojciech Śmieja (ur. 1977) – profesor Uniwersytetu Śląskiego, literaturoznawca i polonista, zajmuje się głównie literaturą i kulturą polską XX i XXI wieku. Jego zainteresowania badawcze obejmują reprezentacje i ekspresje płci i seksualności (badania z zakresu studiów gender i queer, krytycznych studiów nad mężczyznami i męskościami). Opublikował cztery monografie autorskie, tom reportaży, kilkadziesiąt artykułów, szkiców, esejów w czasopismach naukowych i pracach zbiorowych. Za książkę "Po męstwie" (2024) otrzymał nominację do Nagrody im. Marcina Króla.