Monografistka i badaczka twórczości Jerzego Nowosielskiego, Krystyna Czerni, pisała wielokrotnie o tym, że malarz potrafił "reżyserować sakralne wnętrza", wyznaczyć w nich rolę malarstwu, ale i umiejętnie zharmonizować je z przestrzenią architektoniczną. Cerkiew w Białym Borze jest tego doskonałym, najpełniejszym, ale nie jedynym dowodem. Z malarzem chętnie współpracował inny wybitny twórca, posiadający wyjątkową zdolność tworzenia przestrzeni sacrum, czyli architekt Stanisław Niemczyk. W kościele pw. Św. Ducha, który zaprojektował pod koniec lat 70. w Tychach wnętrze jest dziełem Nowosielskiego.
Kościół św. Ducha w Tychach, fot. Wojciech Krynski / Forum
Ukryta pod rozległym, spływającym prawie do ziemi spadzistym dachem kryje się założona na planie centralnym przestrzeń o pochyłych, drewnianych, pokrytych polichromiami ścianach i doświetlona wyciętym w szczycie dachu świetlikiem, z którego słońce spływa wprost na usytuowany pośrodku ołtarz. Choć tu malarz stworzył "zaledwie" malowidła naścienne, trudno oprzeć się wrażeniu, że powstały one w głębokim zrozumieniu samej architektury, zaproponowanych przez Stanisława Niemczyka rozwiązań przestrzennych. Prostota, syntetyczność form, jakimi posługiwał się Nowosielski, powodują, że jego obrazy nie dominują nad bryłą, a harmonijnie ją uzupełniają. Malarz nie bał się żywych barw – i one w niezwykle ciekawy sposób dopełniają zwykle monochromatyczne sakralne wnętrza.
Ołtarz z wizerunkami świętych autorstwa Jerzego Nowosielskiego. Kościół Opatrzności Bożej w Warszawie, fot. Agata Grzybowska/Forum
W neoromańskim kościele Opatrzności Bożej w dzielnicy Wesoła w Warszawie malowidła wypełniają tylko absydę (półokrągłe zamknięcie prezbiterium) i narteks (przedsionek powstały pod chórem muzycznym) – pierwsze utrzymano w tonacji czerwieni, te drugie są ciemnoniebieskie; uzupełniają je wielobarwne witraże i ciemne, prawie monochromatyczne sceny drogi krzyżowej. Nowosielski stworzył te dzieła w latach 70., prawie pół wieku po powstaniu kościoła, zaproszony do współpracy przez proboszcza, który uznał, że syntetyczne, surowe obrazy malarza dobrze uzupełnią wręcz minimalistyczną bryłę świątyni z lat 30.