Aleksander Laskowski, rzecznik prasowy Konkursu, przywołuje słowa Bena Laudego – cenionego pianisty, podcastera, YouTubera i swoistego ambasadora International Republic of Chopin: „Tak jak Ameryka ma Black Friday, tak Polska ma Konkurs Chopinowski”. I dodaje: – Myślę, że powinniśmy być z tego dumni, kształtując Konkurs jako „czarnego konia” polskiej kultury.
Jak to się stało, że muzyczne igrzyska, których patronem jest kompozytor kojarzony z romantyczną egzaltacją i figurą wiecznie cierpiącego artysty, stały się nowoczesną marką, wymykającą się standardom muzyki poważnej? Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy przenieść się do epoki, w której nie było jeszcze TikToka.
„Często spotykałem się z poglądem, że Chopin jest zbyt romantyczny, roztkliwia duszę i rozbraja psychicznie. Niektórzy uważali nawet, że z tych względów nie należy umieszczać utworów Chopina w programach szkół muzycznych. Wszystkie te przejawy absolutnego niezrozumienia muzyki Chopina były dla mnie bardzo bolesne” – pisał Jerzy Żurawlew (1886–1980), inicjator Konkursu Chopinowskiego w 1970 roku.
Założyciel tej nowoczesnej marki kulturalnej był pedagogiem i pianistą, uczniem Aleksandra Michałowskiego (1851–1938), który z kolei pobierał nauki u Karola Mikulego (1821–1897) – wychowanka samego Fryderyka Chopina (1810–1849). Był więc spadkobiercą mistrza, depozytariuszem stylu chopinowskiego w jego czystej postaci. Przynajmniej w teorii. Chopin zmarł bowiem przed epoką utrwalania dźwięku. Może to i dobrze? Być może to właśnie dzięki temu wciąż mogą toczyć się spory o ideał wykonawczy, a podczas Konkursu mamy szansę wysłuchać tak skrajnie różnych interpretacji tego samego tekstu.
Odpowiedź na swoje rozterki Żurawlew odnalazł w sporcie. Widząc, jak wielkie emocje budzi wśród młodych rywalizacja o wyniki, uznał, że format konkursu będzie strzałem w dziesiątkę. Dla pianistów miało to wymiar czysto praktyczny: poza gratyfikacją finansową, turniej dawał im to, co dla artysty najcenniejsze – widoczność i wstęp na międzynarodowe estrady. W pierwszej edycji do walki o laury stanęło 26 uczestników z ośmiu krajów. Zwyciężył reprezentant Związku Radzieckiego, Lew Oborin – późniejszy filar rosyjskiej pianistyki i niezapomniany partner w duetach ze skrzypkiem Dawidem Ojstrachem. O ile jednak Oborin pamiętany jest dziś głównie przez koneserów, o tyle nazwisko innego uczestnika tamtego turnieju zna cały świat. Na scenie Filharmonii wystąpił Dmitrij Szostakowicz. Co ciekawe, przyszły gigant muzyki XX wieku nie znalazł się na podium – wyjechał z Warszawy jedynie z wyróżnieniem.
Od tamtego czasu panteon zwycięzców zasiliły takie gwiazdy, jak Maurizio Pollini, Martha Argerich, Krystian Zimerman, Đặng Thái Sơn czy Bruce Liu. Równie imponująca jest lista finalistów – wystarczy wymienić Władimira Aszkenaziego, Arthura Moreirę Limę, Fou Ts'onga czy Bernarda Ringeissena.