Eksperci i psycholodzy poświęcają ostatnio mnóstwo uwagi zachowaniu proporcji między pracą a życiem prywatnym, work-life balance. Czy odnalazła pani ten złoty środek?
To bez wątpienia istotna sprawa, ale każdy z nas odbiera ją inaczej. Chodzi tu o czysto subiektywne odczucie, czego nam potrzeba do zachowania spokoju. Muzyka to taki sposób na życie, który bez reszty pochłania moją energię, czas i duszę.
Niemniej jednak mam swoje rytuały, które pomagają mi się odciąć. Czytam, a moją wielką pasją są szachy – wciąż uwielbiam analizować partie z mistrzostw świata. Spędzanie czasu na łonie natury również pomaga mi oczyścić umysł i duszę, więc robię to tak często, jak tylko mogę. Ostatecznie jednak to muzyka jest moim największym oparciem w każdej sytuacji.
Czy uważa pani, że artyści i artystki posiadają jakieś zobowiązania wobec społeczeństwa? Są osobami publicznymi, które muszą dawać swoją postawą przykład, wypowiadać się na ważne tematy? Zadając to pytanie Garrickowi Ohlssonowi, odnosiłem się oczywiście do wojny w Ukrainie, ówcześnie był to – jakkolwiek okropnie to zabrzmi – „gorący temat. Dzisiaj takich „gorących tematów” jest niestety o wiele więcej.
Myślę, że to kwestia bardzo indywidualna. Każdy artysta sam musi rozsądzić, czy chce zabierać głos na forum publicznym. Wychodzę z założenia, że naturalnym narzędziem wyrazu dla pianistki jest właśnie muzyka. Ma ona dla mnie o wiele większą moc niż jakiekolwiek słowa, których mogłabym użyć. Właśnie w tym języku czuję się najswobodniej i za jego pomocą wyrażam całą paletę emocji.
To fascynujące, jak głębokie znaczenie niesie ze sobą muzyka XX wieku. Wcześniej świat nie doświadczył tragedii na tak niewyobrażalną skalę, jak pierwsza i druga wojna światowa czy Holokaust. Znajomość tła historycznego utworu jest dla mnie ważna, ale ostatecznie muzyka mówi sama za siebie.
Doskonale to słychać w twórczości Władysława Szpilmana, Mieczysława Wajnberga i Wałentyna Sylwestrowa (Valentina Silvestrova) – kompozytorów, po których sięgam bardzo często. Wykonywanie ich dzieł to mój własny sposób na uzewnętrznienie moich odczuć i moja osobista odpowiedź na to, co dzieje się na świecie. Taki właśnie jest mój wybór.
Muzyka daje nam szansę na znalezienie piękna i harmonii, o których często zapominamy w pędzie codzienności. Utwory Szpilmana, Wajnberga i Szostakowicza zdają się potwierdzać tezę, że możliwe jest to nawet w sytuacji wojny. Zostawmy jednak na chwilę muzykę. Czy są inne formy sztuki, które są pani bliskie, jak malarstwo czy kino? Co daje pani komfort w trudnych momentach?
Będę się powtarzać, ale podkreślę raz jeszcze, że muzyka to mój najbardziej naturalny język. To przez nią wyrażam siebie i znajduję w niej nadzieję, pocieszenie oraz wyjście z każdej sytuacji. Szczerze? Zdarzają się chwile, gdy muzykowanie wydaje się w pierwszej chwili czymś wręcz niestosownym, a jednak ostatecznie zawsze do niego powracam. Muzyka jest przy mnie w momentach wielkiego szczęścia i w obliczu najgłębszych tragedii.
Inne dziedziny sztuki także odgrywają w moim życiu ogromną rolę – zwłaszcza literatura i malarstwo. I choć muzyka to zawsze moja pierwsza, instynktowna reakcja na to, co się dzieje, zgłębienie kontekstu historycznego dzieła jest dla mnie absolutnie niezbędne. Wszystkie formy sztuki są ze sobą połączone, a twórcy od wieków czerpali z siebie nawzajem.
Uwielbiam czytać książki z okresu, w którym komponowano dany utwór, czasem napisane wręcz przez znajomych kompozytora. Z obrazami jest tak samo – stanowią fantastyczne źródło inspiracji i pomagają mi zinterpretować zamysł twórcy. Te najważniejsze, bazowe elementy sztuki są wspólne dla wszystkich jej form, niezależnie czy to obraz, książka, czy utwór muzyczny.