W Czechosłowacji nowa ekspresja, która w latach 80. w różnych kontekstach politycznych święciła międzynarodowe triumfy, nie tyle pozostawała w kontrze do wszystkich, co stanowiła próbę przekształcenia kultury oficjalnej. Jak pisał Piotrowski: "Młodzi artyści pragnęli wydobyć sztukę z kręgu opozycyjnego etosu i nadać jej charakter »normalności«. Był to więc ruch jakby w odwrotnym kierunku niż w Polsce; w przeciwieństwie do deklaracji bojkotu oficjalnych instytucji oraz deklaracji »trzeciej drogi«, artyści Czechosłowacji zmierzali w kierunku zdobycia publicznej akceptacji i pokazania swej sztuki »na scenie«, jawnie, a nie w podziemiu; zmierzali w stronę odrzucenia zaangażowania i oporu wobec władzy, jaki przejawiali twórcy artystycznego podziemia poprzednich lat". Stawką stała się w kruszejącym systemie komunistycznym prawdziwa normalizacja, do której dążyli między innymi twórcy grupy Tvrdohlavi, ironicznie nawiązującej do określenia "twardogłowych" stalinistów, a ich manifestacją stała się seria wystaw "Konfrontacje", organizowana od 1984 roku przez Jiříego Davida i Stanislava Diviša. Krytycy Jana i Jiří Ševčík zwracali uwagę na postmodernistyczne tendencje przenikające ówczesną kulturę popularną, od muzyki i filmu po modę i projektowanie – sztuka miała do nich wreszcie dołączyć.
Polską sztukę w pewnym stopniu spotkał podobny los. W liberalizującej się gospodarce schyłkowego PRL po X Zjeździe PZPR w 1986 roku nowa ekspresja stopniowo włączana była w oficjalny obieg kultury, prezentowana na dużych wystawach w oficjalnych instytucjach, jak "Ekspresja lat 80." (BWA Sopot, 1986). Pomiędzy biegunami kolaboracja-opór, budującymi uproszczony obraz dekady, po końcu stanu wojennego istniało wiele postaw bardziej zniuansowanych. Zdaniem Jindřicha Chalupeckiego, czołowego czeskiego krytyka drugiej połowy XX wieku, sztuka czasów "normalizacji" nie była bardziej skrępowana niż ta powstająca na Zachodzie – a jedynie skrępowana innymi więzami. O ile w Czechosłowacji ograniczała ją polityczna kontrola i biurokratyzacja, o tyle po drugiej stronie żelaznej kurtyny, twierdził krytyk, rolę gorsetu pełnił biznes. Różnymi drogami sztuka w Polsce i Czechosłowacji zmierzała do podobnego punktu na przełomie dekad, zrzucając ograniczenia systemu socjalistycznego, by wkrótce musieć odnaleźć się w aksamitnym więzieniu rynku.