Dokumentację przemian pejzażu na szeroką skalę, w sposób metodyczny, ale i obarczony elementem przypadkowości, przeprowadziła Natalia LL, krążąc po okolicy i co 250 metrów wykonując zdjęcia lokalnego krajobrazu z okna samochodu. W bezpośredni i nieco paradoksalny sposób do zagadnienia nadprodukcji odniosła się Wanda Gołkowska w "Dezaprobatorze" — obiekcie z nawiniętą na szpulę taśmą, na której znalazł się tekst "NADPRODUKCJA DZIEŁ SZTUKI I NADMIAR INFORMACJI utrudniają możliwość wyboru".
Nie bez powodu w tytule pleneru w Opolnie-Zdroju — a następnie kilku plenerów w Osiekach i Zielonej Górze, podążających przetartym wówczas szlakiem — obok sztuki znalazła się też nauka. Istotną część plenerów na przełomie lat 60. i 70. stanowiły bowiem sympozja z udziałem tak artystów i artystek, jak i naukowczyń i naukowców, uzupełniających dyskusję nad zmianami środowiskowymi o specjalistyczną perspektywę. Co ważne, w sympozjum z roku 1971 wzięli udział także przedstawiciele lokalnej społeczności – mieszkańcy Opolna-Zdroju, a także dyrekcja kopalni i pracujący w niej górnicy. Przedstawiciele lokalnego przemysłu nie stali bynajmniej w kontrze do innych uczestników sympozjum, zwracających uwagę na skalę zniszczeń środowiska i poszukujących możliwości zmiany kursu. Wymowny jest tytuł referatu wygłoszonego przez Eugeniusa Mroza, dyrektora elektrowni Turów — "Ochrona środowiska naturalnego w obrębie zakładów przemysłowych, z uwzględnieniem terenów rekreacyjnych".
W perspektywie globalnej Ziemia Zgorzelecka raczej wpisywała się w ducha czasu, niż stanowiła rewolucję, atmosfera panująca za Żelazną Kurtyną była jednak zupełnie inna. W rok po plenerze członkowie ONZ obradowali na konferencji w Sztokholmie pod wymownym tytułem "Mamy tylko jedną Ziemię" nad kwestiami ochrony środowiska i zmian klimatu. Z precyzją z dzisiejszej perspektywy mrożącą krew w żyłach przewidywał je opublikowany w tym samym roku raport Klubu Rzymskiego "Granice wzrostu". Związek Radziecki w ogóle nie wziął w konferencji udziału, a do środowiska przejawiał właściwie niezmiennie od czasów stalinizmu stosunek skrajnie użytkowy, opierający się na eksploatacji wszelkich możliwych zasobów.