A co z krajobrazem społecznym Tuchowa? Czy ma dla ciebie znaczenie, że jest to miasteczko w Małopolsce, a nie na przykład na Śląsku albo Podlasiu?
Nie badam namiętnie kontekstu kulturowego, socjologicznego i historycznego tego miejsca, wydają mi się one kolejnymi studniami bez dna, którym można poświęcić całe życie. Skupiam się na przebywaniu w terenie, spacerowaniu, odnajdywaniu coraz mniejszych fragmentów otoczenia, które wcześniej mi umknęły. Pomimo, że mieszkam tutaj od dziecka, to wciąż jest bardzo dużo przestrzeni, w których nie byłem, a jedynie widziałem z okna pociągu, przejeżdżając samochodem czy ze słyszenia.
Ale nie gloryfikuję Tuchowa, bo mam świadomość, że dzieją się tu też nieprzyjemne rzeczy, od których włos się jeży na głowie, jak głośna uchwała o "strefie wolnej od LGBT", którą tutejsi radni przyjęli. Mój lokalny etos zachwiał się w tej sytuacji, okazało się, że nie mogę się z tym miejscem identyfikować w stu procentach. Mógłbym pewnie pracować w każdym innym miejscu, które mieściłoby się w mojej skali – nie za dużym, możliwym do oswojenia, rozpracowania, zanurzenia się w nim. Gdybym nagle musiał przeprowadzić się w inne miejsce, miałbym trzydziestoletnie zaległości w jego eksploracji, ale byłoby to możliwe. Bardzo podoba mi się tutejsza rzeźba terenu, wzgórza i pagórki bardziej mi odpowiadają niż płaski pejzaż na północy kraju, ale pewnie gdybym urodził się nad morzem, to od dziecka pociągałby mnie krajobraz wybrzeża. Tuchów kojarzy mi się nostalgicznie, lubię tę perspektywę. Kiedy wracam z podróży, uświadamiam sobie, jak bliskie jest dla mnie to miejsce.