Juliusz Słowacki na litografii W. Barwickiego, fot. Biblioteka Narodowa, Polona.pl
W literaturze polskiej i obcojęzycznej Chopin bardzo często pojawia się w towarzystwie innych artystów. Jeśli nie są to muzycy (a wówczas najłatwiej wydobyć kontrast, wykazać indywidualizm lub wręcz wyższość polskiego kompozytora nad pozostałymi), partnerują mu poeci. Autor Cienia jaskółki wielokrotnie odwołuje się do Mickiewicza, a zwłaszcza do Słowackiego, którego utwory świetnie obrazują myśli i poczynania Chopina. Oczywiście Przybylski nie był pierwszym, który zwrócił uwagę na współbrzmienie ich dzieł i życiorysów.
Podobieństwo fizyczne, bliskość dat urodzenia i śmierci oraz inne biograficzne analogie (po klęsce powstania listopadowego obaj znaleźli się w Paryżu, darzyli gorącym uczuciem Marię Wodzińską, umarli przedwcześnie – rozpoznano u nich gruźlicę), wreszcie ta sama wrażliwość estetyczna wielokrotnie były przedmiotem dyskusji podczas spotkań towarzyskich bądź na łamach prasy.
Redaktor „Przeglądu Poznańskiego” Jan Koźmian we wspomnieniu pośmiertnym kompozytora podkreślał: „Jak Chopin był najwznioślejszym poetą w muzyce, tak Słowacki był najsubtelniejszym muzykiem w poezji”. Artyści przyglądali się sobie jednak z chłodnym dystansem. Być może Słowacki zazdrościł pianiście sławy i wygodnego życia? To mijanie trafnie opisał Jarosław Iwaszkiewicz w wierszu Spotkanie:
Na ulicy na szarym rogu się spotkali […]
Szopen miał ócz emalię na kształt medalików
Częstochowskich; pan Juliusz źrenice ze stali.
[…]
Stali tak. Może nawet nie przeszła sekunda.
Szopen sobie przypomniał: ach, to ten… Poeta
Bez talentu. Słowacki westchnął: moribunda […].
Chociaż Gide we wspomnianych Notatkach o Chopinie deklaruje sprzeciw wobec porównywania muzyki do innych dziedzin sztuki, sam wpada w sidła poezji. Powiela opinię o podobieństwie kompozytora do Charles’a Baudelaire’a. Obu traktuje jako poszukiwaczy doskonałości, odnajduje w nich jednakowe „zastosowanie zaskoczenia i uzyskane za jego sprawą nadzwyczajne skróty”.
Tak jak Kwiaty zła – najsłynniejszy tom wierszy francuskiego prekursora symbolizmu i dekadentyzmu – określa się mianem „niezdrowej poezji”, tak o dziełach Chopina mówi się „niezdrowa muzyka”. Sam Baudelaire mianuje pianistę „muzykiem-poetą”.
Madame Pylinska z powieści Schmitta twierdzi, że „Chopin szuka poezji fortepianu i w niej się zamyka”, a instrument jest dla niego niezależnym, skończonym światem bez okien i drzwi. Honoriusz Balzac, posuwa się jeszcze dalej: „Chopin, wspaniały geniusz, jest nie tyle muzykiem, ile duszą”.
Właśnie ta liryczna nuta Chopina sprawia, że jest on częstym gościem w poezji, powieściach i esejach, za każdym razem prezentującym czytelnikom inną twarz.