W swojej biografii Lema odsłoniła pani wiele białych plam, przez sześć lat przeprowadziła ogrom archiwalnych badań. Zacznę więc z drugiej strony: co jest dla pani wciąż największą zagadką w życiu Lema?
Na pewno chciałabym bardziej zgłębić losy jego dalszej rodziny, odtworzyć całe drzewo genealogiczne. Zakładam, że w polskich archiwach są dokumenty dotyczące kuzynostwa Lema, tylko nie mamy jeszcze do nich łatwego dostępu i trudno się je przeszukuje.
Nie udało mi się także ustalić wszystkich kryjówek, w których Stanisław Lem przebywał podczas okupacji niemieckiej Lwowa. W książce omawiam trzy z nich, lecz wiadomo, że Lem bardzo często zmieniał miejsca pobytu – dlatego, że jako syn znanego lekarza był rozpoznawalną osobą. Sam fakt, że rodzina ukrywała się we Lwowie, był dość niezwykły i generował ryzyko, że ktoś ich zadenuncjuje, więc siatka przyjaciół, która im pomagała, musiała być dosyć duża. Sam Lem zapewne często nie wiedział, pod jakimi adresami się ukrywał i przypuszczam, że niektóre osoby, które go ukrywały, też nie wiedziały, kim on jest. To są problemy, z którymi często mierzą się badaczki i badacze Zagłady.
Być może udałoby się odkryć coś jeszcze z twórczości literackiej ojca pisarza, Samuela Lema albo odnaleźć wczesne utwory Stanisława Lema, pisane podczas okupacji. Pochodziłyby one najprawdopodobniej z okresu tzw. drugich Sowietów, jak mówią w Ukrainie, ponieważ wiele dokumentów z czasów okupacji niemieckiej przepadło. Nie ocalało też zbyt wiele pamiątek, takich jak przedwojenne zdjęcia rodziny Lemów.
Starałam się rzetelnie wykonać swoją pracę i korzystałam z pomocy osób doświadczonych w badaniach archiwalnych. Wiele dokumentów mogło się po prostu nie zachować lub, jak głoszą miejskie legendy, zostały wykradzione z archiwów. Na przykład zaginęło wiele dokumentów ze szkolnych czasów Lema. Nie wiem, czy one zniknęły z jakiegoś historycznego powodu, czy ktoś wyniósł je i nie wie, jak je zwrócić nie ponosząc konsekwencji. Niemniej takie sensacyjne historie słyszałam.
W jednej z rozmów wspomniała pani o fascynacji postacią ojca Lema. Co spowodowało tę fascynację?
To postać, przez pryzmat której można opowiadać o historii XX wieku z zupełnie innej perspektywy. Samuelowi przyszło żyć w ciekawych czasach: ukształtował go austriacki modernizm, dorastał w c.k. monarchii. Należał do pierwszego pokolenia Żydów, które awansowało społecznie, ponieważ zdobyło wyższe wykształcenie. Jego rodzina nie była zamożna, ale uznała, że drogą do emancypacji i niezależności jest edukacja. W dwudziestoleciu międzywojennym, pomimo nastrojów antysemickich i endeckiej nagonki, zrobił karierę zawodową. W książce pokazuję, że atakowano go personalnie, gdy ruch narodowy starał się wyeliminować Żydów z życia publicznego. Był też społecznikiem, jest bardzo wiele śladów jego działalności charytatywnej. Utrzymywał kontakty z najważniejszymi postaciami lwowskiej nauki, kultury i sztuki.
A przy tym jego losy są przejmujące: przeżył dwie wojny światowe, jedną domową, umarł w 1954 roku nie doczekawszy odwilży politycznej. Tuż po wojnie nosił staroświecki fular, a jednocześnie jedyną pracą, jaką dostał, była praca w szpitalu Urzędu Bezpieczeństwa, w którym wkrótce sam padł ofiarą inwigilacji.
Wszystkie te wydarzenia historyczne, które miały oczywiście ogromny wpływ na życie jego syna i jego pisarską twórczość, Samuela Lema dotykały w jeszcze większym stopniu. Gdyby napisać scenariusz oparty na jego biografii, to odkrylibyśmy ten wycinek historii Europy, który jest mniej znany, a przy tym szalenie ciekawy. Nawet jeśli weźmiemy pod uwagę tylko i wyłącznie historię medycyny: od specyfiki zaboru austriackiego, który umożliwiał szeroki dostęp do edukacji, po konsekwencje polityki narodowościowej II RP, takie jak represje wobec mniejszości ukraińskiej, które spowodowały, że powstał podziemny ukraiński uniwersytet medyczny, czy wystąpienia Samuela wykpiwające wrogów teorii ewolucji i jego praca dla towarzystwa naukowego. To byłaby także opowieść o narodzinach ruchu narodowego, zarówno polskiego i ukraińskiego, jak i opcji syjonistycznej, którą Samuel wspierał.