W przyszłości Henryk napisze, że jest jedynym Sienkiewiczem nieimającym się rzemiosła wojennego. Skrywana trauma nakazała mu niepokaźnego pana Michała Wołodyjowskiego, jednego z pierwszoplanowych bohaterów Trylogii, uczynić najlepszym szermierzem Rzeczypospolitej. Po latach stwierdził:
Gdyby około roku 1895 Polska była państwem niepodległym, na pewno zostałbym oficerem.
Twórca Trylogii miał oryginalną technikę pracy. Pisał akurat tyle, ile trzeba było na codzienny odcinek w gazecie. W 1886 roku, przebywając za granicą, drukował "Potop" w warszawskim "Słowie". Pewnego dnia redakcja otrzymała następującą depeszę:
Telegrafujcie, gdzie jest Kmicic? Zapomniałem i nie mogę dalej pisać Sienkiewicz
Redaktor odtelegrafował:
Kmicic w Częstochowie wysadza armatę Redakcja
Podobna historia wydarzyła się przy pisaniu "W pustyni i w puszczy". Chodziło o miejsce pobytu Stasia i Nel (Sudan).
Nie zbywało na dowcipie pierwszej żonie pisarza Maryni z Szetkiewiczów (Mańci) Sienkiewiczowej, o czym rozkochany mąż pisał w listach do… teściowej.
Mateczko! Mańcia tak wygadana, że nie ma sposobu. Pokazuje mi jakiś kwiatek i pyta z miną pedagoga: "Czy wiem, co to za rodzina?" Ja na to: "Nie wiem, bo nie moja", a ona: "Owszem, twoja, bo to psianka".
Najnowszy dowcip Mańci. Ja: Pojedziemy do Meksyku. Powiozę Cię pod zwrotnik Raka. Ona: A ja zrobię z Ciebie Koziorożca.
W maju 1888 roku wcześniej niezapowiedziany pisarz odwiedził współredaktora "Słowa" Edwarda Leo. Gospodarz wkroczył z dłonią kordialnie wyciągniętą do uścisku i naraz ze zdumieniem spojrzał na twarz gościa.
Co się stało, panie Henryku? – zapytał. – Nieszczęście jakie? Chory kto?
Sienkiewicz próbował się uśmiechnąć.
Nie, panie Edwardzie – odrzekł z wysiłkiem. – Ale... dziś rano... zabiłem Wołodyjowskiego...
Oto skutki...
Daniel Olbrychski (Kmicic ) w filmie "Potop" (1974) Jerzego Hoffmana, fot. Filmoteka Narodowa / www.fototeka.fn.org.pl
W liście do szwagierki, Jadwigi Janczewskiej, z 20 listopada 1887 roku, pisarz nadmienił między innymi:
Jeszcze jeden szczegół tragikomiczny. Gazety donoszą, że z Grójeckiego przywieziono jakiegoś nieszczęśliwego wariata, który zwariował na tym punkcie, że jest Kmicicem. Założyłem się, że "Przegląd", "Prawda" etc. napiszą: "Oto są skutki powieści Sienkiewicza!".
Jeden z wielbicieli Trylogii w 1888 roku wysłał Sienkiewiczowi w anonimowym darze piętnaście tysięcy rubli wraz z listem:
Nic to – Michał Wołodyjowski
Pisarz nie chciał przyjąć prezentu, w prasowym ogłoszeniu wezwał ofiarodawcę do cofnięcia darowizny, ten się jednak nie zgłosił. Uzyskane w ten sposób pieniądze twórca Trylogii przeznaczył na fundusz stypendialny imienia Marii Sienkiewiczowej (swojej ukochanej pierwszej żony, przedwcześnie zmarłej na gruźlicę), z którego skorzystali między innymi: Maria Konopnicka, Stanisław Wyspiański, Stanisław Przybyszewski, Stanisław Witkiewicz, Gustaw Daniłowski i Kazimierz Tetmajer.
W 1891 roku trzy panie, spotkawszy pisarza na krakowskich Plantach, przystanęły wzruszone:
Patrzcie! To Sienkiewicz! Autor "Bez dogmatu"!
Na to on, uchyliwszy kapelusza:
Niestety! To nie ja, to mój brat, bliźniak, bardzo do mnie podobny!
Idący razem z Sienkiewiczem szef warszawskiej "Gazety Polskiej" Edward Leo oraz jego córka Anna nie wytrzymali i parsknęli śmiechem.
Przebywając w listopadzie 1894 roku w Parc St. Maur, w gościnie u swego przyjaciela Brunona Abakanowicza, Sienkiewicz doznał kontuzji.
Wracałem inną drogą, nie wiedziałem, że jest znaczna pochyłość i nie obliczyłem, że bicykl nie ma hamulca – nie mogłem go więc wstrzymać i mając wybór między wleceniem ze znacznej wysokości do Marny a murem, skręciłem ku murowi i rozbiłem się bardzo silnie.
Ranę na głowie lekarz zszył zwykłym szpagatem. Pisarz wyrżnął czaszką obok hasła z niedawnej kampanii politycznej: "Śmierć burżujom!".
Latem 1898 roku Sienkiewicz przebywał u Abakanowicza na wyspie Ploumanach w Bretanii. Ignacy Chrzanowski, który też tam wówczas gościł, po latach opisał jego pracę nad "Krzyżakami":
[Sienkiewicz] zamykał się w swoim pokoju na cztery spusty i pracował od pół do dziewiątej rano do południa, poczem wychodził na plażę, często blady – i – dosłownie – ze spotniałym czołem. Otóż, kiedy go niżej podpisany zapytał, co go tak męczy, odpowiedział: "Praca nad prostotą stylu".
Pałacyk w Oblęgorku, który Sienkiewicz otrzymał z okazji 25-lecia pracy, 1900, rep. FoKa/Forum
W 1900 roku niezmiernie uroczyście obchodzono w całym kraju jubileusz pracy pisarskiej Henryka Sienkiewicza. Jak wiadomo twórca Trylogii otrzymał dar narodowy – posiadłość ziemską Oblęgorek. Uroczystości jubileuszowe rozciągnęły się na pierwsze miesiące roku 1901, krzyżując się w prasie z wiadomościami o wojnie w Chinach. Udręczony hołdami i pochwałami pisarz powiedział pewnego dnia do któregoś z przyjaciół:
Chin i Sienkiewicza mam już serdecznie dosyć.
Henryk Sienkiewicz lubił męskie rozrywki: polowania i grę w karty. Polował u Dzieduszyckich, Krasickich, Reyów, a do domu z upodobaniem zwoził trofea myśliwskie. Jeden ze współtowarzyszy pobytu w Dubnikach tak wspomina pisarza:
Albo polował, albo grał w winta tak zapamiętale, że można było wieczór jeden i drugi spędzić pod gościnnym dachem dziedzica Dubnik i słowa z ust Sienkiewicza nie usłyszeć, okrom wintowej licytacji.
Kiedy Sienkiewicz przemieszkiwał już w Oblęgorku, często przyjeżdżał do niego na winta pan Adam Popławski z sąsiedniego Promnika, znakomity skądinąd gospodarz. Właśnie panowie spokojnie klapali sobie kartami w gabinecie, kiedy ktoś z domowników zauważył z tarasu wielki pióropusz dymu nad odległym o dziewięć kilometrów Promnikiem. Gore!… Trzeba było starszym panom przerwać partyjkę. Poszła w ruch luneta z afrykańskich polowań pisarza. Oblęgorek leży na górze, Promnik na równinie, a drzewa parku były jeszcze młode i nie zasłaniały widnokręgu. Pan Popławski popatrzył, popatrzył, wreszcie zakonkludował:
To chyba nie dwór, a tylko stogi, i może stodoła. Nie, nie trzeba zaprzęgać. Zanim bym dojechał, albo sami ugaszą, albo wszystko się spali. Lepiej wróćmy do winta…
Co też uczynili.
Kieliszek do obiadu
Henryk Sienkiewicz, rep. Piotr Mecik / Forum
W przystępie dobrego humoru Sienkiewicz zwrócił się do Ferdynanda Hoesicka, znanego autora studiów historyczno-literackich:
Panie Ferdynandzie! Chce pan, ażebym panu opowiedział, kiedy się pierwszy raz naprawdę zakochałem?
Na to Hoesick:
Nie, nie, nie jestem ciekawy. Kiedy pan się naprawdę pierwszy raz zakochał, to ja dopiero ustalę.
Kiedyś przedstawiono Henrykowi Sienkiewiczowi aktorkę, weterankę scen, która przystąpiła do umizgów, licząc na wzajemność.
Jakie uczucia wzbudzam w panu, drogi mistrzu – spytała po pewnym czasie.
O pani! Jedno z najwznioślejszych uczuć: wstręt do grzechu.
Do Warszawy przyjechał jeden z amerykańskich tłumaczy Henryka Sienkiewicza. Kiedy zapytano autora Trylogii o cel przybycia tłumacza, Sienkiewicz odpowiedział:
Nikt mu nie mógł wytłumaczyć w całej Ameryce, co znaczy słowo "wciórności" i jak to wyrazić po angielsku.
Kazimierz Szetkiewicz, teść Henryka Sienkiewicza, był postacią niezmiernie malowniczą, człowiekiem niestroniącym od rozkoszy dobrego stołu. Pewnego razu przyniósł do domu kieliszek potrójnej wielkości. Na pytanie rodziny, co z tym kieliszkiem zamierza zrobić, odrzekł poważnie, że lekarz pozwolił mu wypić jeden kieliszek wina do obiadu, ale nie określił jakiej wielkości ma być ten kieliszek, więc on taki właśnie uznał za odpowiedni. Wiele celnych powiedzonek teścia Sienkiewicza weszło do repertuaru konceptów pana Zagłoby.
Czy to prawda – zapytano raz Henryka Sienkiewicza – że żonaci mężczyźni żyją dłużej niż nieżonaci?
Bynajmniej – odparł znakomity pisarz – tak im się tylko wydaje…
Autor "W pustyni i w puszczy" był namiętnym podróżnikiem. Słynne były jego "Listy z Ameryki" i późniejsze "Listy z Afryki". Pewnego dnia wybrał się na Czarny Ląd wprost z Zakopanego. Kolej dochodziła wtedy tylko do Chabówki, dokąd trzeba było dojechać góralską furką, niemiłosiernie trzęsącą na kocich łbach. Na kartce wysłanej z Chabówki Sienkiewicz napisał:
Najtrudniejszą część drogi z Zakopanego do Afryki mam już poza sobą.
Z Afryki autor "W pustyni i w puszczy" przywiózł sporo trofeów, jednak nie własnoręcznie upolowanych, bo w tym przeszkodziła mu febra, której się akurat nabawił. Jak wynika z "Listów…" większość z tych fantów nabył w Zanzibarze. Były to między innymi pokrętne poroża antylop, które wraz z ich nabywcą zawędrowały do Zakopanego, gdzie przebywały dzieci pisarza. W rodzinie przetrwało opowiadanie, jak to staruszek Sabała, ongiś zawołany myśliwy, popatrzył na nie nieufnie:
Takie to chyba tylko złe nosi…
Som je mądre ludzie na świecie – mawiał Sabała. – Furmany, dochtory, polowace, a i z panów poniechtóry nie prawie głupi…
Wojtek Gandara, nawiedzony góralski mędrzec, któremu Stanisław Witkiewicz poświęcił piękną nowelę w cyklu "Z Tatr", chwalił Sienkiewicza jako "dobrego pana", ale wielce lekceważył jego pracę.
I co ta z tego! Ino se ocy zepsuje... Kaby sie wzion do role, ziemecke świętom orać, grule sadzić, jesce by do dudka przyseł i ludzie by go za co mieli. Ale tak!
Poznać mistrza
Henryk Sienkiewicz, według portretu Kazimierza Pochwalskiego, 1891, fot. Cyfrowa Biblioteka Narodowa Polona
Wielki kłopot miał Henryk Sienkiewicz z Zagłobą, związanym przez Bohuna "w kij do własnej krzywej szabli", żeby wiarygodnie wyratować go z fatalnego położenia. Pomógł mu przyjaciel, współredaktor "Słowa" Władysław Olendzki, nazywany majorem. Warszawski publicysta występujący pod pseudonimem Jacek Soplica. Zawołany blagier, zapewnił pisarza, że Moskale w jakiejś krwawej potyczce w 1863 roku także go pojmali i w kij związali. Ale on się uwolnił i potem wszystkich zarąbał… Wie więc zatem doskonale, jak to się robi. Olendzki rzucił się na środek pokoju i kazał się związać według obowiązujących prawideł: kolana mocno zgięte, aż pod samą brodę. Pod kolanami przeciągnięty kij, a [pod nim] ręce wysunięte naprzód kolan, ciasno związane mocnym sznurem. Na pozór pozycja taka uniemożliwiała samodzielne uwolnienie. Olendzki był jednak krzepki i zręczny. Kołysząc się, doczołgał się do otomany i zaczął stukać jednym końcem kija o drewniane pudło mebla. Kij powoli się przesuwał, aż wreszcie upadł na podłogę. Reszta była kwestią chwilki. Jego zmagania pisarz wiernie przedstawił we fragmencie "Ogniem i mieczem". Tytuł powieści podsunął autorowi właśnie Olendzki. On również był jednym z prototypów pana Zagłoby.
Henryk Sienkiewicz w Zakopanem, 1894, rep. Piotr Mecik / Forum
Tadeusz Boy-Żeleński we wspomnieniach "Znaszli ten kraj?…" opisał zakopiańskie spotkanie Henryka Sienkiewicza ze Stanisławem Przybyszewskim. Sienkiewicz, który lubił po trosze kokietować młodszych kolegów po piórze, dowiedziawszy się, że Przybyszewski jest niezdrów, wybrał się do niego z wizytą. Przybyszewski przyjął go z szacunkiem, choć absolutnie nie wiedział, o czym z nim mówić. Zakłopotany chodził w milczeniu po pokoju, w końcu zbliżył się, położył gościowi rękę na ramieniu i rzekł szeptem:
Panie Henryku, napijmy się wódki…
Kopiec Henryka Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej, fot. Wojciech Traczyk / East News
W dniu jubileuszu dwudziestopięciolecia pracy pisarza wręczono mu żartobliwie przykazania, które ułożyli dlań przyjaciele:
Jam jest Henryk Sienkiewicz. Wielka Wielkość Twoja, którym Cię wywiódł na pole sławy wszechświatowej.
- Nie będziesz miał Mickiewicza, Słowackiego, Krasińskiego i innych nade mnie.
- Nie będziesz używał wielkiego Imienia Mego nadaremno.
- Pamiętaj, abyś Dzień Jubileuszu Mego uroczyście święcił.
- Czcij Skrzetuskiego, Zagłobę, Wołodyjowskiego i Baśkę Jego, a Mnie nade wszystko, bom nieporównany jest.
- Nie śmiej używać na utworach Moich.
- Nie używaj dzieł Moich na podpałkę.
- Nie popularyzuj dzieł Moich bez dodatkowej opłaty na ręce Moje.
- Nie fałszuj myśli Mojej, gdyż lojalność jej murem stoi.
- Nie pożądaj żony Skrzetuskiego, albowiem Kniaziówną jest.
- Ani Oblęgorka, ani pióra brylantowego, ani zaprzęgów, ani jarzma na woły nie będziesz pożądał, ani pragnął, gdyż narodowym darem jest! Będziesz miłował każdego literata w miarę możliwości i chęci osobistej, a Mnie bez żadnych zastrzeżeń.
Ludzie w miarę upływu lat coraz bardziej nie dawali spokoju pisarzowi. A to chcieli "poznać mistrza", a to "mieć zaszczyt", a to "prosić o udział". Przygniatały go codziennie dziesiątki spraw, o czym pisał w liście z 10 grudnia 1902 do Adama Krechowieckiego.
Gdybym teraz chciał tylko ograniczyć się na odpowiadaniu na listy najważniejsze, już nie znalazłbym ani minuty [...] na własną pracę. Jest to rzecz ciekawa, że to samo społeczeństwo, które tyle razy dało dowód, że mu cośkolwiek zależy na moim pisaniu, robi wszystko co w jego mocy, abym nigdy ani litery nie mógł napisać. Że biedni chcą jałmużny, to jeszcze nic dziwnego, ale ci, którzy chcą odczytów, protekcji, artykułów do jednodniówek, autografów – to wprost mordercy wszelkiej twórczej działalności.
Dla tzw. świętego spokoju za granicą Sienkiewicz meldował się pod obcym nazwiskiem. We Włoszech na przykład jako... Sąsiad. Po odbiór nagrody Nobla udał się wraz ze swoim paryskim tłumaczem Bronisławem Kozakiewiczem. W liście do żony referował:
W Kopenhadze zapisani jesteśmy w hotelu jako Kozakiewicze, więc nikt mnie nie piłował.
Przypomina się anegdota o kobiecinie, która dawała na mszę za duszę pana Podbipięty i zbiorowy protest mieszkańców Zbaraża, którzy za austriackich czasów, gdzieś na przełomie dziewiętnastego i dwudziestego wieku, gardłowali przeciw budowie szkoły na placu przykościelnym:
Bo tam przecież znajduje się grób Podbipięty – argumentowali.