Saksofonista, kompozytor i aranżer, lider zespołów Polmuz i Fanfara Awantura. Współtworzy też zespół Koń i Jazz Band Młynarski-Masecki. W muzyce pociągają go niskie rejestry i transowe powtarzanie fraz. Wielbiciel orkiestr dętych, które uważa za organizmy niemalże doskonałe.
Pochodzi z Mysłowic, gdzie mieszkał do czasu ukończenia liceum. Gdy miał dwanaście lat, mama zapisała go do Szkoły Muzycznej I stopnia im. Grażyny Bacewicz w Jaworznie. Jak wspomina, tam właśnie zaczęła się jego przygoda z saksofonem. Naukę w tej placówce rozpoczął w 1994 roku – kto wie czy gdyby nastąpiło to kilka lat później, nie chwyciłby raczej za jakiś klasycznie rockowy instrument.
Text
Drugą połowę lat dziewięćdziesiątych zapamiętałem jako złoty okres mojego. Był to czas ogólnopolskich sukcesów najpopularniejszego zespołu wywodzącego się z Mysłowic, co istotnie oddziaływało na lokalne środowisko muzyczne i młode osoby do niego aspirujące. Ostatecznie nigdy tak naprawdę nie związałem się trwale z Mysłowicami na płaszczyźnie zawodowej. Mało tego, nigdy dotąd nie zagrałem z żadnym swoim zespołem w rodzinnym mieście.
W tamtym czasie, to jest w latach 90., śląska kultura wydawała się młodemu muzykowi "obciachowa", niewarta zainteresowania. Zamiast czerpać z lokalnego dziedzictwa mysłowicka młodzież wolała śnić sen o nazwie "polski Manchester". W siódmej klasie szkoły podstawowej Fetler przez prawie rok grał w orkiestrze górniczej KWK Mysłowice.
Text
Jako niepełnoletni nie mogłem wtedy zarabiać, toteż za jedyną Barbórkę, w jakiej w życiu uczestniczyłem, dostałem paczkę ze słodyczami. Pamiętam, że musiałem wstać o jakiejś nierealnej porze typu 4 nad ranem i od godziny 5:30 grać marsze na osiedlach górniczych. Przypomnę tylko, że mówimy o grudniu.
Choć saksofonista opuścił Śląsk dwadzieścia lat temu, czuje, że ten region trwale wpłynął na jego wrażliwość i etos pracy. Dziś przyznaje, że wzrusza go śląska kultura i czasem za nią tęskni. Zresztą nie bez powodu regularnie występuje w orkiestrach dętych i pisze muzykę z myślą o takich składach, a nie zespołach próbujących naśladować brzmienie Manchesteru.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Michał Fetler, fot. Konrad Król
Obrazek
michal_fetler_mf_orwo_8.jpg
Niskie rejestry
Kolejnym ważnym miejscem dla rozwoju artystycznego Fetlera był Poznań, gdzie studiował na Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego. Saksofonista przyznaje, że pobyt na uczelni odbiegał mocno od przyświecających mu idei i wyobrażeń:
Text
W dużym skrócie: okazało się, że to jest szkoła zawodowa, która uczy przede wszystkim rzemiosła i często zakłóca indywidualną wizję uprawiania muzyki. Mówiąc pół żartem, pół serio, odniosłem wrażenie, że określenie "artysta" ma w środowisku akademickim zabarwienie pejoratywne. Największą wartością studiowania na akademii muzycznej było nieustanne funkcjonowanie w domenie sztuki muzycznej, jakakolwiek by ona nie była.
Uczelni Fetler zawdzięcza natomiast poznanie wielu ważnych osobowości rodzimej sceny – przyszłych jazzmanów, improwizatorów, twórców muzyki współczesnej: Wacława Zimpla, Ksawerego Wójcińskiego, Maurycego Zimmermanna (vel mooryc), Rafała Zapały, Weroniki Partyki, Krzysztofa Dysa. Saksofonista wspomina, że przez czas studiów miał "ustawiony radar" na wyłuskiwanie ze społeczności akademickiej jednostek, które wyróżniały się kreatywnością, a zarazem zdradzały podobną wrażliwość.
Fetler nigdy nie opanował literatury jazzowej. Nie zadawał sobie pytania: Coltrane, Ayler czy Coleman? Od najmłodszych lat słuchał raczej alternatywy, później elektroniki, wreszcie – muzyki tradycyjnej. A że zgadza się z twierdzeniem, że muzyk jest tym, czego słucha, to jako saksofonista nie planował więc być jazzmanem, grać jak jazzman.
Text
Inspirowały mnie metody ćwiczenia na saksofonie polegające na ciągłym powtarzaniu bardziej problematycznych fragmentów. Stąd już niedaleko do repetytywności muzyki elektronicznej i techno. Podobna powtarzalność jest też domeną polskiej muzyki ludowej. Ona w gruncie rzeczy posługuje się podobnymi mechanizmami, co techno.
Dalekie od jazzu były nie tylko inspiracje Fetlera, lecz także preferencje dotyczące samego instrumentu. Jak wspomina artysta, choć klasyczna edukacja odbywa się na saksofonie altowym, on już w liceum poczuł, że lepiej rezonuje z nim saksofon barytonowy. Od razu zauważył, że ma predyspozycje w kierunku instrumentów grających w niższych rejestrach. Z tego powodu, w swoim arsenale nie posiada dziś w ogóle saksofonu sopranowego, natomiast naturalnie zainteresował się saksofonem basowym – instrumentem bardzo trudno dostępnym i z tego powodu też rzadko w Polsce spotykanym.
Text
Szukałem tego instrumentu przez pięć lat i znajdowałem albo instrumenty piekielnie drogie, albo modele "Made in China" bez możliwości ich sprawdzenia przed zakupem. Ostatecznie mój serwisant znalazł względnie tani egzemplarz saksofonu Conn New Wonder z 1925 roku, gdzieś w okolicach Chicago i ściągnął go swoimi kanałami do Polski. Tym sposobem zostałem pierwszym regularnym saksofonistą basowym w naszym kraju.
Organizmy niemalże doskonałe
Z pewnością bardziej niż klasyczny jazz pociągały Fetlera orkiestry dęte. Zespoły, z którymi zetknął się we wczesnym dzieciństwie i z którymi pracuje do dzisiaj. Czasem nadaje tym składom wyrazisty, autorski sznyt, innym razem podporządkowuje się ich ograniczeniom i przypisanej im roli.
Text
Będąc na studiach w Poznaniu, wstąpiłem do tramwajarskiej orkiestry dętej przy MPK w Poznaniu, gdzie przez 8 lat piastowałem zaszczytne stanowisko pierwszego saksofonisty. Z dzisiejszej perspektywy wiem, że doświadczenia uczestnictwa w orkiestrach ukształtowały moją postawę już chyba na zawsze.
Owocem fascynacji orkiestrami dętymi jest między innymi założona przez niego Fanfara Awantura, która przez lata skupiała się na tradycyjnej muzyce bałkańskiej. Zespół zaczynał jako septet, obecnie funkcjonuje w składzie 8-10 osobowym. Fetlerowi marzy się jednak rozbudowanie orkiestry do 20-30 muzyków. O zespole zrobiło się głośniej w mediach, kiedy pod koniec 2020 roku ukazał się album Fanfary Awantury zatytułowany "Prawdziwe Polskie Techno". To wiejskie melodie z terenów polski południowo-wschodniej skalibrowane z myślą o klubach Berlina i Detroit. Bazując na wspomnianych już tu rytmicznych podobieństwach pomiędzy techno i tradycją, Fanfara Awantura podąża szlakiem wytyczonym chociażby przez występujących na klubowych scenach instrumentalistów z Brandt Brauer Frick.
Text
Orkiestry dęte to, w moim odczuciu, organizmy niemalże doskonałe: wszechstronne, elastyczne, głośne i subtelne zarazem. Kluczowy jest również ich kulturowy kontekst – wiedza z zakresu instrumentoznawstwa na niewiele się tu zdaje. W każdym nieprofesjonalnym zespole trzeba na wstępie przeprowadzić wywiad z każdym z muzyków i poznać jego możliwości. Warto o tym pamiętać i pisać aranże z dużą pokorą.
Autor cytatu
– tłumaczy Fetler.
Ten kulturowy kontekst orkiestr to, między innymi, stanowienie o prestiżu instytucji i dużych zakładów pracy, a także skupianie wokół siebie lokalnej społeczności. Fetler doświadcza tego, współpracując z Orkiestrą Klezmerską Teatru Sejneńskiego. Natomiast wraz z Orkiestrą Dętą Katowice opublikował autorską aranżację "Hymnu Górniczego". Historia zatoczyła koło.
Kosmos i blues
Oczywiście Fetler występuje też w mniejszych składach. Jego saksofon (także basowy) można usłyszeć podczas występów z zespołem Polmuz, który współtworzy ze wspominanymi już Rafałem Zapałą (syntezatory) i Ksawerym Wójcińskim (kontrabas), a także Danielem Karpińskim (perkusja) oraz Bartłomiejem Frankiem (realizacja dźwięku). Grupa wykiełkowała z rezydencji artystycznej CK Zamek w Poznaniu, w ramach której artysta miał opracować współczesne interpretacje utworów ludowych z okolic Śremu, Pleszewa i Poznania, zarejestrowanych na płytach szelakowych na przełomie XIX i XX wieku. "Lem patrzy na Kolberga" – pisał Bartek Chaciński, recenzując kosmiczne oberki w wykonaniu Polmuz zebrane na albumie "Drzewiej" (2018). Jego entuzjazm podzieliło jury Festiwalu Nowa Tradycja, które w 2018 roku przyznało Polmuzowi pierwszą nagrodę oraz nagrodę specjalną im. Czesława Niemena.
Podczas studiów Fetlerowi udało się pobierać lekcje u – jak sam go nazywa – legendarnego wykładowcy saksofonu, Bernarda Stauera. "Pan Bernard, jak mawiał i pewnie mawia do dziś, nawet konia nauczy przebierać palcami" – wspomina muzyk. I być może po latach jest na to dowód, ponieważ najnowsza grupa z udziałem Fetlera nazywa się właśnie Koń.
Text
Zespół został zainicjowany przez Sławomira Szudrowicza, który zaprosił Asię Glubiak i mnie do składu, skomponował większość utworów. Następnie zaproponowałem, aby do zespołu dołączył Jakub Królikowski na syntezatorach. Pierwszy album rodził się w bólach – materiał i nagrania powstawały przez 5 lat, toteż teraz chcemy zagrać jak najwięcej koncertów, niemniej myślimy już o kolejnym wydawnictwie.
O wydanym w 2023 roku albumie "Pierwszy" pisał na łamach portalu "Nowa Muzyka" Jarek Szczęsny: "Choć na płycie słychać sporo bluesowych tropów, to jednak wyjaśniam, że jest jeśli już, to jest to blues specyficznie pojmowany. Spontaniczność, kontrolowane szaleństwo, bez granic stylistycznych oraz perfekcja wykonawcza".
Obok planowania drugiej płyty grupy Koń, Fetler myśli też o następcy "Drzewiej". Natomiast gdy nie zajmuje się właśnie autorskimi projektami, można go usłyszeć w roli sidemana w popularnym Jazz Bandzie Młynarski-Masecki.