Jak to wygląda w praktyce? Pisząc o początkach pisarskiej działalności Orbitowskiego, Piotr Mirecki (Dwutygodnik.com) zauważa:
Autor „Lśnienia” wywiódł grozę z gotyckich zamków na leniwe amerykańskie przedmieścia, a wszelką makabrę obudował bardzo silnym tłem społecznym; autor „Tracę ciepło” otworzył natomiast na niesamowitość polskie blokowiska. Ze świata młodzieżowych subkultur, drobnych karierowiczów i braku perspektyw zapijanego wódką rodziła się tam magia i Zło.
Tak było w kolejnych powieściach Orbitowskiego, jak pisał Mirecki w recenzji Widm:
W „Lombardzie” tytułowy przybytek służył jako czyściec, w „Zmierzchu rycerzy światła” diabeł korumpował ludzi za pośrednictwem strony internetowej z wróżbami, w „Świętym Wrocławiu„ zwykłe osiedle zmieniało się w aglomerację czarnych wież, jakie pewnie nieraz śniły się H.P. Lovecraftowi.
Historia fantastyczna

Łukasz Orbitowski, fot. Marek Szczepański/Przekrój/Forum
Ważną rolę w wielu książkach Orbitowskiego odgrywa historia, często w alternatywnym ujęciu. Orbitowski wielokrotnie pokazał, że potrafi przekuć narodowe mity i traumy w gatunkową literaturę. Tak było w Nadchodzi, gdzie opowieść o mordowaniu AK-owców zmienia się w thriller; w dwutomowym cyklu Pies i klecha, napisanym razem z Jarosławem Urbaniukiem, okazywało się, że za obradami Okrągłego Stołu stał satanistyczny spisek. W Widmach (2012) Orbitowski spróbował wyobrazić sobie historię Polski bez powstania warszawskiego – dzięki temu mógł pokazać, jak mogłoby wyglądać życie Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, gdyby ten przeżył wojnę.
O Widmach jako o najlepszej powieści Orbitowskiego pisał na łamach „Dwutygodnika” Piotr Mirecki:
Jeśli pierwsza połowa powieści, łącząca romans z kryminałem, przypomina nieco „Złego” Leopolda Tyrmanda, to już druga okazuje się sumą pomysłów z seriali science fiction: są tu komunistyczne archiwa X, Warszawa żywych trupów, bohaterowie zagubieni w czasie. Zamiast zimnej spekulacji dostajemy postmodernistyczną jazdę bez trzymanki: Krzysztof Kamil Baczyński – bo to on kryje się za postacią Krzysia – przeżywszy wojnę, pisze takie powieści jak „Siła niewolnika”, „Liczba Bestii” i „Strach przed ciemnością”. To spolszczone tytuły płyt heavymetalowej grupy Iron Maiden.
Orbitowski jest świetny w opisywaniu miast i miasteczek pełnych beznadziei i stagnacji. Czy to Kraków, nieokreślone Rykusmyku czy Warszawa. Dobrze mu wychodzą też portrety miast zombi czy miast widm – takich właśnie jak w Widmach.
Szczęśliwa ziemia
Pewną zmianę w estetyce pisarskiej Orbitowskiego przyniosła Szczęśliwa ziemia, powieść nominowana do Paszportu Polityki 2013. Dariusz Nowacki pisał o nominowanej powieści:
W 2012 r. błysnął „Widmami”, w tym roku wydał interesującą „Szczęśliwą ziemię”, powieść obyczajową z niewielką domieszką fantastyki. To rzecz o dojrzewaniu i bilansach dzisiejszych trzydziestopięciolatków. Urodzeni pod koniec lat 70. pytają, co poszło nie tak.
W Szczęśliwej ziemi fantastyki jest mniej niż w poprzednich książkach Orbitowskiego – poetyka baśni czy horroru staje się tu raczej tylko podporą fabuły, opowiadającej z perspektywy upływu lat losy grupki kolegów, których łączy wspólne dzieciństwo w małym śląskim miasteczku i pewne niewyjaśnione, tragiczne wydarzenie. Rozjeżdżają się, żeby po latach powrócić w rodzinne strony, przegrani, ze złamanymi życiorysami. Szczęśliwą ziemię krytycy zdążyli określić jedną z najważniejszych polskich powieści o dojrzewaniu, a także dojrzałości dzisiejszych trzydziestoparolatków.
Inna dusza
Paszport Polityki 2015 przyniosła pisarzowi Inna dusza. W uzasadnieniu werdyktu czytamy między innymi, że tę prestiżową nagrodę Łukasz Orbitowski otrzymał za książkę „będącą doskonałym połączeniem powieści inicjacyjnej, psychologicznej i obyczajowej. Za precyzyjne, poruszające i zapadające w pamięć studium zła”.
Inna dusza to historia oparta na faktach, która zarazem pozostaje pełnokrwistą powieścią. Nie tylko historią mordercy, ale też – co odnajdywali w niej i nominujący krytycy, i kapituła Paszportów Polityki – historią o Polsce lat dziewięćdziesiątych. Jak pisał Marcin Sendecki (www.instytutksiazki.pl):
Napisać, że kapitalną „Inną duszą” Łukasz Orbitowski otworzył nowy rozdział swojej twórczości to jeszcze nic nie napisać. Bo sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Zacząć trzeba od tego, że geneza książki jest dość wątpliwego autoramentu: seria Na F/Aktach, w której się, jako jedna z pierwszych pozycji, ukazała „Inna dusza”, prezentować ma, wedle wydawcy, „na podstawie dokumentów, doniesień z sal sądowych oraz zeznań i artykułów prasowych […] sfabularyzowane historie głośnych zbrodni, które popełniono w ciągu ostatnich dekad”. Niedaleko stąd do niesmacznego epatowania publiczności krwią, lecz Orbitowski potraktował tę wyjściową sytuację jako artystyczne wyzwanie – i wygrał na całej linii.