Wielu jednak nie było. Część prawicowych komentatorów – w tym jeden z bohaterów opowieści, Wildstein, przez dekady zaangażowany w próby wyjaśnienia śmierci przyjaciela – uznała reportaż za stronniczy i właściwie wprost wybielający Służbę Bezpieczeństwa. Trudno jednak realnie stawiać Łazarewiczowi podobne zarzuty – nie tylko w poprzednich książkach, ale i w "Na Szewskiej" autor skrupulatnie rysuje obraz systemu opresji, pokazuje skalę inwigilacji, wzajemnego szczucia i przemocy stosowanej przez służby. Nawet jeśli sama śmierć Pyjasa faktycznie, jak podejrzewano na samym początku, była wynikiem nieszczęśliwego wypadku. Łazarewicz niuansuje obraz nie tylko wydarzeń, ale też aktorów historii, jak Zdzisław Marek, lekarz i biegły sądowy, który w sprawie Przemyka nieustępliwie wskazywał na winę milicjantów, z kolei w sprawie Pyjasa – na brak śladów pobicia, przez co w latach 90. stał się właściwie czarnym charakterem, oskarżanym o chodzenie na pasku SB i wydawanie opinii potwierdzających linię służb.
Reporter daje wybrzmieć wszystkim głosom bliskich Pyjasa, twórców Studenckiego Komitetu Solidarności czy Komitetu Obrony Robotników, podejrzewających od początku, że za śmiercią studenta polonistyki stało SB. Łazarewicz dokładnie omawia wszystkie hipotezy wskazujące czy to na "wypadek przy pracy" – czyli zbyt mocne pobicie i upozorowanie wypadku przez funkcjonariuszy – czy na celowe zabójstwo. Przedstawiając wszelkie badania, zarówno prowadzone pod kierunkiem Zdzisława Marka, jak i znacznie późniejsze, już po upadku PRL, na bazie ekshumacji zwłok i zaawansowanych symulacji komputerowych przygotowanych przez Instytut Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w Krakowie przy użyciu narzędzi inżynierii, biomechaniki, kryminalistyki i medycyny sądowej, reporter nie rozstrzyga ostatecznie sprawy okoliczności śmierci bohatera reportażu. Przedstawia jednak całe spektrum analiz, które przechylają szalę prawdopodobieństwa w kierunku tezy o nieszczęśliwym wypadku. Nie unieważnia to dziesiątek innych zbrodni peerelowskich służb ani nie neguje faktu rozpracowywania przez nie środowiska studenckiego, którego jedną z istotnych postaci był Pyjas. Nadaje jednak jego śmierci tym bardziej dramatyczny rys.
Łazarewicz wziął więc na siebie niewdzięczne zadanie. Jeśli w opowieści o sprawie Grzegorza Przemyka oddawał sprawiedliwość ofiarom zbrodni, której sprawcy w stanie wojennym skutecznie zostali uchronieni od kary, a kampania matactw orkiestrowana m.in. przez generała Kiszczaka pozwoliła na uniknięcie przez sprawców odpowiedzialności również podczas kolejnych śledztw i rozpraw, to w przypadku Stanisława Pyjasa reporterska uczciwość skutkuje budzącą niekiedy rozgoryczenie dekonstrukcją mitu. Ostatni prokurator prowadzący sprawę już w III RP, Łukasz Gramza, stwierdza w rozmowie z autorem: