Potańcówki w remizie, spódnice w grochy, pierwsze zauroczenia i miłości. Sklep, bar, przejeżdzające przez peron pociągi i pytanie, które nie daje spokoju: co by było, gdyby do nich się wsiadło? Do tego las, a za lasem wielka rzeka, której, jak się okazuje, już nie ma. Filmem Andrzeja Barańskiego rządzi kult młodości i małomiasteczkowy krajobraz.
W Nad rzeką, której nie ma odnajdziemy stałe motywy twórczości Andrzeja Barańskiego. Reżyser, swoim zwyczajem, ucieka od tego, co w centrum, co dominuje w debacie publicznej. Bardziej interesuje go to, co znaleźć można na skraju. Jego opowieści przenoszą widza z bezimiennych metropolii do małego miasteczka, trzymając się z dala od wielkich zdarzeń. Druga charakterystyczna rzecz dla Barańskiego to literatura. Nie taka, która kształtuje kanon, ale znowuż – literatura „mniejsza”, „osobna”, sytuująca się poza utartymi szlakami. Przyjęło się, że Barański adaptuje książki dziś rzadziej czytane, wyszperane z antykwariatów, gdzie zakurzone zasilały regały, co tylko częściowo jest prawdą. Czycz, Filipowicz, Wojciechowski czy Kozieł, owszem, to autorzy mniej popularni. Ale Białoszewski i Kuncewiczowa to przecież klasycy polskiej literatury.
Jego film z 1991 roku, jak niemal wszystkie obrazy Barańskiego, to adaptacja. Kanwą były opowiadania Stanisława Czycza ze zbioru Nim zajdzie księżyc z 1963 roku, w których autor nawiązał do lat młodości spędzonych w podkrakowskich Krzeszowicach. Barański dobrze te doświadczenia rozumiał, sam urodził się bowiem w Pińczowie, miasteczku na kielecczyźnie, a przywiązanie do rodzinnych stron naznaczyło jego widzenie całego świata. Czycz był mu bliski na jeszcze jednym poziomie, a mianowicie bezinteresowności, z jaką ukazywał ludzki los – z jego monotonią i powtarzalnością. Obu zajmowały małe rzeczy i małe sprawy. Obaj byli odporni na gatunkowe typologie, funkcjonowali poza branżowymi klasyfikacjami i układami.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Nad rzeką, której nie ma”, reż. Andrzej Barański, 1991, fot. Roman Sumik / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
nad_rzeka_ktorej_nie_ma_1991_rez_andrzej_baranski_1-f-1748-42-1500x.jpg
Text
Czycz opisuje bardzo zwyczajny, dobrze znany świat, opowiada historyjki niezbyt albo zupełnie niezaskakujące. Mimo to jest odkrywczy. Dla tego, co tak dobrze znaliśmy, znalazł odkrywczą formę. […] Pyta pan, czy udało mi się to opowiedzieć po Czyczowemu? Według mnie, tak. Gdy bliżej przyjrzeć się mojemu językowi filmowemu, łatwo dostrzec dużą odpowiedniość. Cały czas byłem czujny, żeby w ferworze opowiadania nie wpaść w pospolitą narrację, nie mnożyć ujęć i nie tracić naturalnej przestrzeni na rzecz montażowej […] Kiedy realizowałem „Nad rzeką…” nie miałem w głowie żadnego klasycznego filmu, do którego mógłbym się odnieść, nie odwoływałem się do malarstwa, muzyki – nie było mi to potrzebne. Miałem natomiast radosną świadomość, że film powinien być zrobiony tak, jak tylko ja to czuję. W takim stanie ducha robi się wszystko według własnego pragnienia, bez oglądania się na ewentualne konsekwencje podjęcia złej decyzji
– mówił reżyser w rozmowie rzece z Piotrem Mareckim, wydanej w serii Przewodników Krytyki Politycznej. Znakomitym dopowiedzeniem tej opowieści jest aneks do książki z prywatnymi listami pisarza i reżysera, którzy, choć korespondowali, osobiście nigdy się nie poznali. Czycz wyraża radość, że jego książka okazuje się jakoś „filmowa”, służy pomocą przy wprowadzeniu uwag do dialogów i scenariusza, a w lutym 1991 roku zobowiązuje się przyjść do krakowskiego kina Apollo, by obejrzeć film. W końcu zobaczy go dopiero w listopadzie i z początku prawie nic mu się w nim nie spodoba. Po paru dniach jednak stwierdza, że film jest bliski jego widzeniu. Nad rzeką, której nie ma nazywa kinem, które nie schlebia aktualnym modom. Barański w podobny sposób wypowiada się o prozie Czycza. Na pytanie Mareckiego, co najbardziej go w niej ujmuje, odpowiada:
Text
Delikatność. Piło się dużo wina marki „Wino”, ale nie było ani wulgaryzmów, ani złych myśli. Ponieważ film zrobiłem już jako „starszak”, tekst oglądałem przez mgiełkę przemijania. Od początku podobała mi się kwestia posuwania się opowiadania do przodu. U Czycza jest to, co najbardziej lubię w literaturze, świadomość zakończenia jest oddalona albo nie istnieje. W gruncie rzeczy zakończenie nie jest ważne, nie przesądza sprawy. Ważna jest młodość, ważne są chwile spędzone z przyjaciółmi. Była choroba, była bieda, ale w podsumowaniu została tylko piękna pogoda. […] U Czycza nie ma manipulacji pisarskiej, nie ma gry z czytelnikiem, zwodzenia. Te cechy cenię najwyżej, mimo że są zupełnie „niefilmowe”.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Nad rzeką, której nie ma”, reż. Andrzej Barański, 1991, fot. Roman Sumik / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
nad_rzeka_ktorej_nie_ma_1991_rez_andrzej_baranski_1-f-1748-140-1500x.jpg
Barański czuje podobnie, tworzy kino – jak określa to Dorota Masłowska we wstępie do wydawnictwa Krytyki Politycznej – „prowokacyjnie i wywrotowo niespektakularne”. Niewdzięczące się do widza, pozbawione intryg czy kulminacji, tezy czy prostego morału, skupiające się na rzeczach „drobnych, bezbarwnych, żałosnych, niezauważalnych”. Podobnie nazywa to Paulina Kwiatkowska, historyczka i teoretyczka filmu, która stawia tezę, iż kino Barańskiego trudno uznać za wywrotowe czy formalne. Bardziej niż awangardowe czy eksperymentalne jest to kino własne, wręcz prywatne. Kwiatkowska zwraca uwagę na jeszcze jedno – Barański uprawia tu kino „młodzieżowe”, stroniące od dydaktyzmu, a więc takie, które nigdy nie przyjęło się na gruncie polskiego kina.
Admirał, Ataman, Wódz i Pasza – tak przedstawiają się kumple z paczki przyjaciół będącej w centrum tej opowieści. Ksywki z dziecięcych lat zostały, ale przecież to już nie dzieci, a młodzieńcy. Ten stan zweryfikuje przyjazd do ich rodzinnego miasteczka grupy dziewcząt z obozu studenckiego. Admirał zaczyna spotykać się z Martą, szwendają się po okolicy, flirtują ze sobą. Nagłe zauroczenie zaważy na męskiej przyjaźni, aż w końcu zakochanym przyjdzie się rozstać. Nad rzeką, której nie ma to film o inicjacji w dorosłość i strachu przed nią – z jeden strony o lęku przed wejściem w dorosłe życie, z drugiej niepewności, czym ono właściwie jest.
U Barańskiego ważniejsza od samej historii i kontekstu jest senna atmosfera małego miasteczka. Akcja rozgrywa się w latach 60., ale realia PRL-u nie mają tu wymiaru ani społecznego, ani politycznego. Bohaterów filmu charakteryzuje swego rodzaju niegotowość i przejściowość, a ich perypetie wydają się rozgrywać gdzieś poza czasem. Włóczęgi, rozmowy, miłosne przekomarzania, zamyślenie i snucie marzeń – to jednak coś więcej niż pustka czy nuda, ale dziwny stan zawieszenia. Może próbują oni zwolnić bieg czasu i uniknąć nieuniknionego? Może opóźniają nieuchronne przekroczenie progu dorosłości?
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
„Nad rzeką, której nie ma”, reż. Andrzej Barański, 1991, fot. Maciej Jaszczak / Filmoteka Narodowa – Instytut Audiowizualny / fototeka.fn.org.pl
Obrazek
nad_rzeka_ktorej_nie_ma_1991_rez_andrzej_baranski_fot_maciej_jaszczak_1-f-1748-155-1500x.jpg
Film otwiera scena przeprawy przez las. Admirał, będący tu także narratorem, czyta w tle wiersz Fiński nóż Andrzeja Bursy. Wybór jest nieprzypadkowy. Tytułowy nóż to symbol świata chłopięcych marzeń i przygód, a także tęsknoty za nimi. Pod koniec filmu bohaterowie udają się na wyprawę do lasu, nad wielką rzekę, która zapisała się w ich pamięci jako gęsta dżungla i kraina dziecięcych zabaw. Jak się okaże, rzeki już nie ma. Łukasz Maciejewski, krytyk filmowy i teatralny, słusznie zauważył, że Nad rzeką, której nie ma to film o „przeczekiwaniu poważnych decyzji”.
Barańskiemu zdarzyło się zaadaptować jeszcze jeden utwór Czycza, a w zasadzie felieton, co, trzeba przyznać, jest nieczęstym zjawiskiem. Fotografia jest sztuką trudną – pod takim tytułem ukazywał się cykl publikowany na łamach „Przekroju” w latach 60., który Czycz pisał jako Michał C., fotoamator, dzielący się z czytelnikami swoimi zmaganiami z aparatem fotograficznym. Barański skorzystał z tego pomysłu, by nakręcić dokument kreacyjny. Po latach wspomni pracę nad filmem jako nietypową – wiele scen miało powstać spontanicznie, pod wpływem przypadku. Najważniejsze, jak sam stwierdza, było uchwycenie klimatu. Podobnie było, dodawał, w Nad rzeką, której nie ma: „Z dialogami Czycza lepiej współgra moje liryczne i stylistyczne ujęcie niż realizm w skali jeden do jednego” – mówił w rozmowie z Mareckim. Z tego połączenia powstał film wprowadzający do polskiego kina zupełnie nową jakość.
Nad rzeką, której nie ma. Reżyseria i scenariusz: Andrzej Barański. Zdjęcia: Ryszard Lenczewski. Montaż: Zbigniew Niciński. Scenografia: Paweł Mirowski, Albina Barańska. Kostiumy: Elżbieta Radke. Muzyka: Henryk Kuźniak. Obsada: Marek Bukowski, Joanna Trzepiecińska, Mirosław Baka. Premiera: 23.01.1991.