W czasach transformacji swoje ziny wydawały najprzeróżniejsze grupy, które znalazły się poza dyskursem głównego nurtu: anarchiści, ekolodzy i obrońcy praw zwierząt, feministki, środowiska LGBT. Ciekawym przykładem jest także ukraińskojęzyczny kontrkulturowy zin "Widryżka" (1988–1992), który ukazywał się w Warszawie i stąd trafiał także do Ukrainy w przededniu odzyskania niepodległości – więcej o jego historii tu.
Przytoczmy kilka przykładów. Niektóre spośród feministycznych zinów z tego okresu to "Emancypunx", "Matka Bolka", "Wiedźma" czy "Femina Wkrent". Od 1986 roku ukazywał się gejowski zin "Filo" stworzony przez Ryszarda Kisiela. Z kolei w 1995 roku w Gdańsku pojawił się "Fioletowy Puls" opatrzony podtytułem "Biuletyn dla gej-dziewczyn".
W czasach przedinternetowych najważniejszą platformą komunikacyjną dla polskich ruchów ekologicznych było czasopismo "Zielone Brygady". Ukazywały się też takie tytuły, jak np. "Mamkły Mampazury" wydawany przez Front Wyzwolenia Zwierząt w latach 1992–1995 w Grudziądzu.
Funkcjonowały też całe plejady artzinów (osoby zainteresowane odsyłam do wspomnianej wcześniej antologii Pawła Dunina-Wąsowicza), ziny grafficiarskie (np. "Maluj Mury") czy komiksowe. Jako zin zaczynał jeden z najważniejszych magazynów komiksowych przełomu wieku – "AQQ". W świecie komiksowego podziemia wyjątkowo dobrze miał się także nurt punkowych historyjek obrazkowych: warto wspomnieć takie tytuły, jak "Blixa i Żorżeta" i "Ratboy" Krzysztofa "Prosiaka" Owedyka, "Zakazany owoc" i "Niezwykłe przygody braci Kowalskich" Dariusza "Pały" Palińskiego czy serię komiksów Ryszarda Dąbrowskiego o "Likwidatorze" – anarchistycznym superbohaterze. W drugiej połowie lat 90. pojawiły się także fanziny mangowe, takie jak "Kawaii" (od 1995 roku, który z czasem stał się oficjalnym czasopismem), "Hikari" czy "MangaSurf".
Swoje ziny wydawali także kibice piłkarscy – w skali kraju te tytuły też szły w setki. Wśród nich pojawiały się zarówno tytuły, które miały być ogólnopolską platformą do dzielenia się okołostadionowymi dokonaniami (np. zin "Szalikowcy" czy "Polish Ultras – Pride of Poland"), jak i pisma tworzone przez konkretne ekipy (palma pierwszeństwa należy się ponoć zinowi "Red Devils", który od 1989 roku wydawali kibice ŁKS). Z kronikarskiego obowiązku trzeba również wspomnieć o zinach skrajnej prawicy – skinheadowskich, nacjonalistycznych, neonazistowskich – nie będziemy jednak nad nimi się rozwodzić. Jako ciekawostkę wspomnijmy tylko, że jak zauważył Wojciech Kajtoch – badacz języka prasy alternatywnej – na podstawie przeanalizowanego materiału zinów społeczno-politycznych, to właśnie autorzy tych publikacji mieli największe trudności z zasadami poprawnej polszczyzny.
Zapytałem Flonta, na jakie najbardziej osobliwe czy wymykające się subkulturowym szufladkom ziny natrafił podczas swoich badań:
Na pewno bardzo ciekawym zjawiskiem były ziny indianistów – osób zafascynowanych kulturą rdzennych mieszkańców Ameryki Północnej. W Polsce istniało kilka wiosek indiańskich, do których trafiały osoby związane z kontrkulturą w poszukiwaniu obszarów wolności. Ale najbardziej osobliwym zinem, na jaki trafiłem, było pismo związane z krakowską sanghą – ośrodkiem buddyzmu zen. Nazywało się "Sóche guwno na patyku" – bardzo punkowy tytuł, lecz jak się okazało, został zaczerpnięty z jednego z buddyjskich koanów, paradoksalnych opowieści służących ćwiczeniom umysłowym. Zin ukazywał się pod koniec lat 80. i idealnie wpasowywał się w estetycznego ducha epoki – wyglądał jak punkowy artzin pełen szalonych kolaży i absurdalnego humoru.
W zinowej onomastyce często pojawiało się specyficzne poczucie humoru. Wśród moich ulubionych tytułów trafnie oddających ich tematykę są m.in. "Czekając na eksmisję" (pismo wydawane przez gliwicki skłot Krzyk), "Nie daj się złapać" (zin poświęcony graffiti i szablonom, wydany przez Patyczaka z zespołu Brudne Dzieci Sida) czy "Szprychą w oko" (zin rowerowy z Poznania). Punkowe nazewnictwo miało swoją specyficzną poetykę (np. słupski "Mózgojad", rzeszowski "Zabity przez wichajster"), metalowe epatowało grozą, a tytuły częściej były anglojęzyczne, np. "Infernal Death" czy "Megattomic Deathtruction". W szczególnej inwencji językowej, grach słownych i absurdalnych skojarzeniach przodowały artziny: "Bohomazin", "Szokiren Szikzal", "Tytuł dień do blyy", "Żulio Cezar" czy "Wejście do przychodni z drugiej strony", którego kontynuacją był "Wejście do gabinetu stomatologicznego od podwórza, pierwsze piętro (pukać dwa razy)".
Wstęp do zinologii