Rok 2019 w sztukach wizualnych: pojednawczy ”Lot”
Wysyp niezależnych galerii, temat ekologii, muzeum Grażyny Kulczyk, malarstwo Karola Palczaka, debiut Agaty Słowak, a w końcu wywrócony na lewą stronę samolot Romana Stańczaka – polska sztuka była w tym roku tak różna, jak różna jest rzeczywistość, w której żyjemy.
Nie palcie muzeów, budujcie własne
2 stycznia 2019 swoje podwoje dla zwiedzających otwarło Muzeum Susch. Po przegranych bataliach z władzami kolejno Poznania i Warszawy Grażyna Kulczyk, najsłynniejsza polska kolekcjonerka, zwinęła manatki (czytaj: wartą grube miliony euro kolekcję sztuki współczesnej) i wyjechała tam, gdzie spotykają się wszyscy bogaci ludzie – w szwajcarskie Alpy. Tam w małym, pocztówkowo malowniczym miasteczku Susch stworzyła muzeum, którego nie udało się jej wybudować w kraju. Zaprojektowana przez Chaspera Schmidlina i Lukasa Voellmy'ego siedziba instytucji mieści się w dyskretnie zaadaptowanym na potrzeby wystawiennicze kompleksie XII-wiecznego klasztoru i browaru, a nawet wgryza się w ich skaliste podbrzusze w efektownych salach-jaskiniach. Ukryte w alpejskim zaciszu muzeum przypomina więc bardziej siedzibę czarnego charakteru z filmu o Jamesie Bondzie niż klasyczną muzealną architekturę, co daje zdecydowanie pozytywny, ożywczy efekt.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Muzeum Susch, Szwajcaria, fot. © Andrea Badrutt, Chur
Obrazek
muzeum_susch_fot_andrea_badrutt_chur.jpg
Bazary i szmateksy
Prywatna inicjatywa sprawdza się za to nad Wisłą w mniejszej skali, w postaci niezależnych galerii, często zakładanych i prowadzonych przez artystów. Kilka lat po powstaniu Potencji, Stroboskopu czy Miejsca przy Miejscu nadszedł kolejny galeryjny boom, rozpoczęty jeszcze w ubiegłym roku przez Maję Demską, która pracę w Fundacji Sztuki Polskiej ING porzuciła na rzecz handlowania sztuką na bazarze. Niczym w filmach o mitycznych początkach polskiego kapitalizmu startowała z łóżkiem polowym, z czasem dorabiając się własnego pawilonu na Bazarze Namysłowska i z alternatywy stając się mainstremem. W tym roku Groszowe Sprawy stały się częścią programu Biennale Warszawa, do współpracy zapraszając między innymi Martę Krześlak, która w dzień dziecka betonowy taras sąsiadującej z bazarem pływalni zamieniła w bajecznie kolorową lagunę.
W tym roku mogliśmy obserwować także rozwój kolejnych inicjatyw. Jednym z najciekawszych punktów na mapie Wrocławia stała się powołana do życia przez kolektyw młodych artystek i artystów galeria JEST, zlokalizowana w budynku dawnej szkoły teatralnej. Zapraszając najciekawszych młodych twórców, jak kolektyw Łaski czy Emilia Dudziec, JEST dystansuje programem inne nowo powstałe wrocławskie galerie, bogate, ale zachowawcze OP ENHEIM czy Krupa Gallery. W pustynniejącym krajobrazie Krakowa jednym z ostatnich galeryjnych bastionów jest z kolei powołana niedawno do życia przez artystkę Karolinę Jarzębak galeria Jak Zapomnieć. Wystawiają w niej związani z miastem młodzi artyści, a działalność finansowana jest dzięki połączonemu z galerią lumpeksowi o nazwie Szmaty.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Martyna Czech, "Pogranicza", 2018, pawilon Skarby Wsi (bazar "Namysłowska") praca z wystawy "Groszowe sprawy Deluxe", fot. materiały prasowe
Obrazek
_martyna_czech_pogranicza_skarby_wsi_.jpg
Pojednanie i palenie mostów
2019 rok okazał się szczęśliwy także dla Romana Stańczaka. Po wczesnym sukcesie, załamaniu i wielu latach niemal całkowitego zapomnienia artysta zakończył mijający rok w stylu hollywoodzkiego happy endu na Biennale w Wenecji. Co prawda przenicowany przez artystę prywatny jet w przepastnej przestrzeni Pawilonu Polonia przypominał raczej wypatroszoną awionetkę, "Lot" spełnił jednak swoje zadanie. Egzystencjalna, ale i pełna politycznych podtekstów rzeźba połączyła prawą i lewą stronę polskiego środowiska, dostarczając narracji, z którą w jakimś stopniu wszyscy mogli się utożsamić.
Mniej optymistyczne wnioski można było wyciągnąć po zobaczeniu "Strachów" Daniela Rycharskiego w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie, jednej z najlepszych krajowych wystaw mijającego roku. Z opowieści Rycharskiego o wiejskiej społeczności, chrześcijańskiej wierze i queerowej tożsamości wypływają raczej gorzkie wnioski, zaprezentowane na kipiącej od gniewu, choć pięknej wystawie.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Daniel Rycharski, Strachy, Kurówko, 2018, fot. Daniel Chrobak
Obrazek
kurowko_daniel_rycharski_strachy_1.jpg
Styl wyświetlania galerii
wyświetl slajdy
Malarstwo nadal w cenie
Wokół wsi, religii i queeru krążą także prace trojga malarzy, do których należał mijający rok. Jeszcze kilka lat temu znany jako performer ironicznie komentujący rządzące światem sztuki mechanizmy, a ostatnimi czasy święcący triumfy jako malarz Mikołaj Sobczak przypieczętował sukcesy na nowej drodze życia wystawą w galerii Polana Institute podczas Warsaw Gallery Weekend, za którą otrzymał Nagrodę Fundacji Sztuki Polskiej ING. "Nowe Królestwo" to erudycyjna i pełna subtelnego humoru opowieść o anabaptystach uciekających do Polski przed religijnymi pogromami, a przy okazji wielopoziomowa alegoria odnosząca się do najnowszej historii, z bohaterkami "Solidarności", Bohdanem Łazuką i działaczkami na rzecz praw osób nieheteronormatywnych w tle.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Karol Palczak, "Człowiek w ogniu", olej/metal/deska, 50 x 68 cm, 2019, fot. dzięki uprzejmości artysty
Obrazek
karol_palczak_19-1.jpg
Prostszą i bardziej przyziemną, realistyczną formułę rodem z polskich XIX-wiecznych realistów i Andrew Wyetha preferuje z kolei zwycięzca tegorocznej Bielskiej Jesieni, o którym zapewne nieraz jeszcze usłyszymy, czyli Karol Palczak. Obrazy, które przyniosły mu zwycięstwo w najważniejszym malarskim konkursie, składają się na wyciszoną, kameralną historię o przemianach współczesnej polskiej wsi i nastrojach jej młodych mieszkańców. Palczak snuje ją za pomocą wyrafinowanego technicznie, ale pozbawionego nachalnych wodotrysków malarstwa, pieczołowicie cyzelując każde pociągnięcie pędzla.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Agata Słowak, "Bez tytułu" z cyklu "Chłopak dziewczyna normalna rodzina”, 2019, 100 x 140 cm, olej na płótnie, 2019, fot. dzięki uprzejmości artystki
Obrazek
chlopak_dziewczyna_normalna_rodzina_100x140cm_oil_on_cancas_2019.jpg
Nadpisz opis powiązanego wpisu
Agata Słowak, "Bez tytułu" z cyklu "Chłopak dziewczyna normalna rodzina”, 2019, 100 x 140 cm, olej na płótnie, 2019, fot. dzięki uprzejmości artystki
Debiutem roku okazała się z kolei zdobywczyni innej nagrody, czyli Agata Słowak, laureatka tegorocznych Coming Outów ASP w Warszawie. Słowak w akademickim konkursie praktycznie nie miała żadnej konkurencji, ale jej prace błyszczą nie tylko w niezbyt wymagającym szkolnym kontekście. Przekonaliśmy się o tym latem, gdy obrazy młodej artystki znalazły się wśród prac najlepszych współczesnych malarek, takich jak Dana Schutz czy Allison Katz, na kuratorowanej przez Natalię Sielewicz wystawie "Farba znaczy krew" w Muzeum Sztuki Nowoczesnej. Słowak, podobnie jak Palczak, nie boi się nawiązań do klasyki, choć w tym przypadku jest to raczej późny Goya niż Chełmoński. I choć motywy rodem z imaginarium BDSM zyskały ostatnio w polskiej sztuce sporą popularność, to właśnie obrazy Słowak składają się na najświeższą i najbardziej niejednoznaczną opowieść o kobiecej seksualności oraz fizycznym i psychicznym podporządkowaniu.
Sorry, taki mamy klimat
Łasy na nowinki polski świat sztuki późno dostrzegł problem katastrofy klimatycznej, kiedy jednak wreszcie się to stało, zajęto się nim z wielkim zaangażowaniem. Tematyka, którą wcześniej zajmowały się dwie artystki i jedna kuratorka, w 2019 roku znalazła się na ustach wszystkich, a instytucje postawiły sobie za punkt honoru zorganizowanie przynajmniej jednej wystawy z ekologią w tle.
Oprócz kolejnych projektów i dyskusji na temat przyszłości naszej planety pojawiły się też konkretne propozycje tego, co robić, by artystyczną nadprodukcją nie przyspieszać jeszcze bardziej katastrofy. Diana Lelonek na przykład, w ramach swojej wystawy w bydgoskim BWA, zamiast wydawać pieniądze na publikację katalogu, spożytkowała je na zamontowanie na dachu galerii ekranu fotowoltaicznego.
Format wyświetlania obrazka
standardowy (864px desktop)
Diana Lelonek, "Hałda Rokitnikowa", widok instalacji na wystawie "Najpiękniejsza Katastrofa", CSW Kronika, Bytom, fot. dzięki uprzejmości artystki i galerii lokal_30
Obrazek
11._halda_rokitnikowa_widok_instalacji_wystawa_najpiekniejsza_katastrofa_csw_kronika.jpg
Gorące krzesła
Koniec roku zamykamy wakatem na stanowisku dyrektora Muzeum Narodowego w Warszawie – minister kultury przyjął rezygnację Jerzego Miziołka. Równocześnie na nowego dyrektora CSW Zamek Ujazdowski powołał Piotra Bernatowicza. Czy przyszły dyrektor poradzi sobie z zarządzaniem Zamkiem lepiej niż kilka lat temu z poznańskim Arsenałem, przekonamy się za dobrych kilka miesięcy; w najbliższym czasie czekają nas jeszcze projekty zaplanowane przez ekipę Małgorzaty Ludwisiak.
Z kolei personalne przetasowania w Krakowie przypominają scenariusz z filmu Barei. Władze miasta postanowiły oddać ster Bunkra Sztuki w ręce Marii Anny Potockiej, dyrektorki MOCAK-u, w praktyce zamieniając miejską galerię w oddział muzeum znanego z, delikatnie mówiąc, mało ambitnego programu. Jako osoba wielu talentów dyrektorka obu instytucji postanowiła nawet wyręczyć dziennikarzy z oceny swojej działalności, w lokalnym wydaniu "Wyborczej" publikując entuzjastyczny tekst na temat własnych planów.